Każdą jednak szybką i desperacką próbę przekroczenia progu torpeduje widok książek piętrzących się na biurku, na półkach i jeszcze na podłodze w wyniku czego aby przejść do łazienki czeka Cię niezły tor przeszkód, który musisz pokonać slalomem po uprzednim wyznaczeniu trasy na mapie by się przypadkiem nie zgubić. Po pewnym czasie tracisz poczucie czasu i o porze dnia uświadamia Cię ukochana mama przynosząc jajecznicę wtedy wiesz, że to już rano i ziemniaki z kotletem - o to już pora obiadowa. Najgorzej kiedy przynosi kanapki i serek z kakao, bo wtedy wiadomo, że już wieczór, a stos rzeczy do zrobienia wcale się nie kurczy. Wręcz przeciwnie! Masz wrażenie, że gdy tylko zamkniesz na chwile zmęczone oczy po ich otwarciu jest ich dwa razy tyle. Prawdziwe czary, Harry Potter się przy tym chowa.
Tak moi kochani czytelnicy nadszedł najbardziej wyczekiwany czas w życiu każdego ucznia czy studenta. Nie, nie mówię tutaj o majówkowym weekendzie kiedy wszyscy wyjeżdżają na te pięć dni na domki nad morze, z których niewiele się pamięta, a o wydarzeniach przypominają haniebne zdjęcia, których raczej nie pokażesz dzieciom. Nie mówię tu także o Świętach Bożonarodzeniowych czy Wielkanocnych, kiedy wreszcie możesz bez wyrzutów sumienia najeść się ciastami za cały rok albo i za ostatnie pięć lat aż będą musieli zwozić Cię od stołu taczką. Nadchodzi bowiem czas zaliczeń, kolokwiów, egzaminów, sprawdzianów i czego to jeszcze nasze szanowne grono profesorów nie wymyśli - a pomysłów ich nie byłby w stanie przebić nawet Pomysłowy Dobromir z Wieczorynki aby zmusić nasze biedne, szare komórki będące przez pozostałe miesiące w zastoju do jakiegokolwiek minimalnego działania. Ten czas jednak trwa jedynie (AŻ!) dwa miesiące za to później nadchodzi oczekiwana nagroda będąca lepsza niż wygrana sześciu zer w Totolotka... Przerwa letnia! Pomiędzy jednym plikiem notatek, a drugim zapraszam Was więc dziś na złapanie małego oddechu i podróż na małe wakacje. Potem natomiast przyjdzie brutalnie zmierzyć się z rzeczywistością i robieniem przypisów do pracy dyplomowej.
Wakacyjne To-Do list
czyli czego nowego chciałabym się nauczyć
czyli czego nowego chciałabym się nauczyć
1. Polacy nie gęsi i swój język mają
wszak inne też podziwiają (ale rym!)
wszak inne też podziwiają (ale rym!)
Pierwszą pozycję na liście rozpoczyna więc nauka kolejnego języka obcego. Miały być wakacje, a tu nadal nauka? Zgłupiałaś? Tak tak, słyszę te wasze pogardliwe śmiechy. W roku akademickim kiedy pochylam się nad przepisami, artykułami marzę, aby wreszcie zacząć mówić innym językiem niż... prawniczy. Za najpiękniejszy język świata uważam francuski i jestem pewna, że gdy wreszcie wybiorę się do wymarzonego Paryża na zakupy na pytania ekspedientki w modnym butiku odpowiem bez zająknięcia: ,,Merci, Combien?" a w restauracji po zamówieniu obiadu zobaczę na talerzu bruschette z pesto, a nie ślimaki słysząc od kelnera: ,,przecież to pani zamawiała!" Chciałabym też rozpocząć naukę języka szwedzkiego lub norweskiego lub podobnego, nie tak bardzo popularnego. Nie nie, to wcale nie dla szpanowania w towarzystwie (tak jasne...:D).
2. Aktywna cały czas
W tańcu próbowałam już wielu - zarówno ten nowoczesny solo, w formacjach tanecznych, machałam pomponami w kusych szortach czy też zupełnie skrajnie wykonywałam kroki choreografii w spodniach dresowych do muzyki hip-hop w stylu new age. Wiele lat trenowałam profesjonalnie lekkoatletykę od dystansów na sto metrów, po sześćset, chociaż i tak najlepszym trenerem był mój tata, który zabierał mnie za miasto i sam prowadząc samochód rozsiadając sobie w nim wygodnie przegryzając landrynki i pijąc Colę kazał mi za sobą biegać. Brałam udział w wielu sztafetach standardowej czy szwedzkiej o dziwo nigdy nie upuszczając ,,pałeczki" co zawsze było największym strachem widząc biegnącą ku Tobie koleżankę z drużyny. Skakałam w dal, fruwałam wzwyż, a nawet niczym kózka przez płotki. Rzucałam piłeczką palantową, ach ten pamiętny trening również z moim tatą kiedy ,,odrzucając" mi piłeczkę oberwałam nią prosto w twarz. <3 Ukochany tato jeżeli to czytasz to wiedz, że tak czy siak uważam iż marnujesz się w swojej obecnej pracy i wróżę Ci karierę w przygotowywaniu kadry narodowej na Igrzyska Olimpijskie. :-) Brakowało tylko oszczepu do odhaczenia, a tak zawsze chciałam sobie machnąć tym badylem... Trenowałam fitness przez wiele miesięcy każdego dnia, niestraszne mi były ciężary na siłowni. Możecie sobie wyobrazić te spojrzenia mężczyzn kiedy ja, wątła z natury osóbka chwytała gryf i dobierała do niego odpowiednie obciążenia? Byłam nawet na kilku lekcjach karate i miałam zdawać na biały pas!
Wciąż jednak mi mało! Chciałabym podjąć się kolejnej dyscypliny wszak z każdym rokiem pojawiają są kolejne, a na Igrzyskach w Rio planowano nawet szranki w tańcu pole dance czyli mówiąc wprost na rurze. Nie zdziwcie się więc kiedy przeczytacie tu za parę miesięcy, że zakupiłam kij do hokeja na trawie.
Wciąż jednak mi mało! Chciałabym podjąć się kolejnej dyscypliny wszak z każdym rokiem pojawiają są kolejne, a na Igrzyskach w Rio planowano nawet szranki w tańcu pole dance czyli mówiąc wprost na rurze. Nie zdziwcie się więc kiedy przeczytacie tu za parę miesięcy, że zakupiłam kij do hokeja na trawie.
3. Zaprzyjaźnić się z wałkiem do ciasta
Moje zdolności kulinarne nad czym ubolewam sprowadzają się do tego aby nie doprowadzić do mojej śmierci głodowej i to właściwie wszystko. Do tej pory nieźle sobie radzę z tym arcytrudnym zadaniem, chciałabym jednak poza dokarmieniem siebie umieć przygotować prawdziwą ucztę dla wielu osób tak, aby wszyscy wyszli z niej cało i by obyło się bez ofiar. Ciekawe gdzie ja znajdę na tyle odważnych śmiałków? Nie musi być to od razu uczta weselna na 150 osób, jednak dla najbliższych przyjaciół. Oni przynajmniej cokolwiek im nie podam nawet przez łzy będą się zachwycać tym co dla nich upichciłam, a wyrzucać pod stół będą kiedy odwrócę głowę. Kochani! Z pierwszym dniem lata zakupuję tak więc ciężki i nieznany mi dotąd sprzęt jak foremki do ciasta, tortownicę i zaczynam zabawę jak w okresie dzieciństwa choć tutaj zamiast plasteliny użyję mąki i jajek. Zawsze bowiem uważałam, że perfekcyjną pani domu to kobieta, która potrafi zrobić sernik. Może nawet nie umieć prasować czy zrobić prania jednak ciasto jest kryterium podstawowym.
4. Być jak paparazzi
Sprzęt czeka gotowy do pracy i kurzy się na półce. Wraz z rozpoczęciem wolnego chciałabym nauczyć się robić wreszie stricte profesjonalne zdjęcia i nie nie mówię tutaj o selfie z rąsi. W tych nie mam sobie równych! Pasjonuje mnie fotografia i sztuka, a codziennie widzę zbyt wiele pięknych rzeczy aby nie utrwalić ich obrazów na stałe. Marze więc o kursie fotografii, mogę nawet poświęcać upalne godziny wakacji w dusznej i ciemnej pracowni na nauce fotografowania jajka na twardo pod odpowiednim kątem aby poprawnie złapać światło.
To dopiero początek mojej listy, każdego dnia pojawiają się w głowie nowe pomysły i wyzwania, które zamierzam zrealizować. Czas wolny to wówczas ten idealny moment kiedy mogę postawić na własną kreatywność i wykorzystać potencjał (haha nie ma to jak połechtanie własnego ego). Spodziewajcie się więc niemałych zaskoczeń!
Macie plany już na wakacje co Wy
chcielibyście nauczyć się lub zrobić
na co obecnie brakuje Wam czasu? :-)




.png)


