Latest Posts



I wreszcie przyszedł Maj jak śpiewała pewna polska wokalistka. Mamy maj, miesiąc otwierający pierwszą trójkę tych najbardziej oczekiwanych przez wszystkich poza biednymi maturzystami, którzy w tym czasie obgryzają z nerwów paznokcie i przeklinają się w duchu dlaczego z lektur z trzech lat kojarzą jedynie obrazki na okładkach. Cała przyroda dopiero co zbudziła się z zimowego snu i teraz żyje własnym życiem czarując nas wszystkim tym co ma w sobie najpiękniejszego wszak wszystko pięknie kwitnie ciesząc alergików, ptaki przygrywają swoje melodie budząc nas o świcie. Jednym słowem raj na ziemi. W tym wyjątkowym czasie gdy na termometrze przekroczona została szczęśliwa liczba 20 Ty zamiast cieszyć się całym tym bogactwem natury i wdychać świeże, wiosenne powietrze urządzając pikniki w parku i spacery w plenerze, a tak naprawdę imprezując nad wypełnionymi karkówką i kiełbasą grillem ze znajomymi przed akademikami siedzisz w pokoju patrząc tęsknie przez okno. Widzisz tam rozradowanych sąsiadów, którzy leniwie leżą na swoich działkowych leżaczkach zaśmiewając się na głos z żartów, które tylko oni rozumieją i obgadując pozostałych członków osiedlanej społeczności zwłaszcza ich nowo kupione auta czy meble.
Każdą jednak szybką i desperacką próbę przekroczenia progu torpeduje widok książek piętrzących się na biurku, na półkach i jeszcze na podłodze w wyniku czego aby przejść do łazienki czeka Cię niezły tor przeszkód, który musisz pokonać slalomem po uprzednim wyznaczeniu trasy na mapie by się przypadkiem nie zgubić. Po pewnym czasie tracisz poczucie czasu i o porze dnia uświadamia Cię ukochana mama przynosząc jajecznicę wtedy wiesz, że to już rano i ziemniaki z kotletem - o to już pora obiadowa. Najgorzej kiedy przynosi kanapki i serek z kakao, bo wtedy wiadomo, że już wieczór, a stos rzeczy do zrobienia wcale się nie kurczy. Wręcz przeciwnie! Masz wrażenie, że gdy tylko zamkniesz na chwile zmęczone oczy po ich otwarciu jest ich dwa razy tyle. Prawdziwe czary, Harry Potter się przy tym chowa. 
Tak moi kochani czytelnicy nadszedł najbardziej wyczekiwany czas w życiu każdego ucznia czy studenta. Nie, nie mówię tutaj o majówkowym weekendzie kiedy wszyscy wyjeżdżają na te pięć dni na domki nad morze, z których niewiele się pamięta, a o wydarzeniach przypominają haniebne zdjęcia, których raczej nie pokażesz dzieciom. Nie mówię tu także o Świętach Bożonarodzeniowych czy Wielkanocnych, kiedy wreszcie możesz bez wyrzutów sumienia najeść się ciastami za cały rok albo i za ostatnie pięć lat aż będą musieli zwozić Cię od stołu taczką. Nadchodzi bowiem czas zaliczeń, kolokwiów, egzaminów, sprawdzianów i czego to jeszcze nasze szanowne grono profesorów nie wymyśli - a pomysłów ich nie byłby w stanie przebić nawet Pomysłowy Dobromir z Wieczorynki aby zmusić nasze biedne, szare komórki będące przez pozostałe miesiące w zastoju do jakiegokolwiek minimalnego działania. Ten czas jednak trwa jedynie (AŻ!) dwa miesiące za to później nadchodzi oczekiwana nagroda będąca lepsza niż wygrana sześciu zer w Totolotka... Przerwa letnia! Pomiędzy jednym plikiem notatek, a drugim zapraszam Was więc dziś na złapanie małego oddechu i podróż na małe wakacje. Potem natomiast przyjdzie brutalnie zmierzyć się z rzeczywistością i robieniem przypisów do pracy dyplomowej. 

Wakacyjne To-Do list 
czyli czego nowego chciałabym się nauczyć

1. Polacy nie gęsi i swój język mają
wszak inne też podziwiają (ale rym!)
Pierwszą pozycję na liście rozpoczyna więc nauka kolejnego języka obcego. Miały być wakacje, a tu nadal nauka? Zgłupiałaś? Tak tak, słyszę te wasze pogardliwe śmiechy. W roku akademickim kiedy pochylam się nad przepisami, artykułami marzę, aby wreszcie zacząć mówić innym językiem niż... prawniczy. Za najpiękniejszy język świata uważam francuski i jestem pewna, że gdy wreszcie wybiorę się do wymarzonego Paryża na zakupy na pytania ekspedientki w modnym butiku odpowiem bez zająknięcia: ,,Merci, Combien?" a w restauracji po zamówieniu obiadu zobaczę na talerzu bruschette z pesto, a nie ślimaki słysząc od kelnera: ,,przecież to pani zamawiała!" Chciałabym też rozpocząć naukę języka szwedzkiego lub norweskiego lub podobnego, nie tak bardzo popularnego. Nie nie, to wcale nie dla szpanowania w towarzystwie (tak jasne...:D). 

2. Aktywna cały czas
W tańcu próbowałam już wielu - zarówno ten nowoczesny solo, w formacjach tanecznych, machałam pomponami w kusych szortach czy też zupełnie skrajnie wykonywałam kroki choreografii w spodniach dresowych do muzyki hip-hop w stylu new age. Wiele lat trenowałam profesjonalnie lekkoatletykę od dystansów na sto metrów, po sześćset, chociaż i tak najlepszym trenerem był mój tata, który zabierał mnie za miasto i sam prowadząc samochód rozsiadając sobie w nim wygodnie przegryzając landrynki i pijąc Colę kazał mi za sobą biegać.  Brałam udział w wielu sztafetach standardowej czy szwedzkiej o dziwo nigdy nie upuszczając ,,pałeczki" co zawsze było największym strachem widząc biegnącą ku Tobie koleżankę z drużyny. Skakałam w dal, fruwałam wzwyż, a nawet niczym kózka przez płotki. Rzucałam piłeczką palantową, ach ten pamiętny trening również z moim tatą kiedy ,,odrzucając" mi piłeczkę oberwałam nią prosto w twarz. <3 Ukochany tato jeżeli to czytasz to wiedz, że tak czy siak uważam iż marnujesz się w swojej obecnej pracy i wróżę Ci karierę w przygotowywaniu kadry narodowej na Igrzyska Olimpijskie. :-) Brakowało tylko oszczepu do odhaczenia, a tak zawsze chciałam sobie machnąć tym badylem... Trenowałam fitness przez wiele miesięcy każdego dnia, niestraszne mi były ciężary na siłowni. Możecie sobie wyobrazić te spojrzenia mężczyzn kiedy ja, wątła z natury osóbka chwytała gryf i dobierała do niego odpowiednie obciążenia? Byłam nawet na kilku lekcjach karate i miałam zdawać na biały pas!
Wciąż jednak mi mało! Chciałabym podjąć się kolejnej dyscypliny wszak z każdym rokiem pojawiają są kolejne, a na Igrzyskach w Rio planowano nawet szranki w tańcu pole dance czyli mówiąc wprost na rurze. Nie zdziwcie się więc kiedy przeczytacie tu za parę miesięcy, że zakupiłam kij do hokeja na trawie. 

3. Zaprzyjaźnić się z wałkiem do ciasta
Moje zdolności kulinarne nad czym ubolewam sprowadzają się do tego aby nie doprowadzić do mojej śmierci głodowej i to właściwie wszystko. Do tej pory nieźle sobie radzę z tym arcytrudnym zadaniem, chciałabym jednak poza dokarmieniem siebie umieć przygotować prawdziwą ucztę dla wielu osób tak, aby wszyscy wyszli z niej cało i by obyło się bez ofiar. Ciekawe gdzie ja znajdę na tyle odważnych śmiałków? Nie musi być to od razu uczta weselna na 150 osób, jednak dla najbliższych przyjaciół. Oni przynajmniej cokolwiek im nie podam nawet przez łzy będą się zachwycać tym co dla nich upichciłam, a wyrzucać pod stół będą kiedy odwrócę głowę. Kochani! Z pierwszym dniem lata zakupuję tak więc ciężki i nieznany mi dotąd sprzęt jak foremki do ciasta, tortownicę i zaczynam zabawę jak w okresie dzieciństwa choć tutaj zamiast plasteliny użyję mąki i jajek. Zawsze bowiem uważałam, że perfekcyjną pani domu to kobieta, która potrafi zrobić sernik. Może nawet nie umieć prasować czy zrobić prania jednak ciasto jest kryterium podstawowym. 

4. Być jak paparazzi
Sprzęt czeka gotowy do pracy i kurzy się na półce. Wraz z rozpoczęciem wolnego chciałabym nauczyć się robić wreszie stricte profesjonalne zdjęcia i nie nie mówię tutaj o selfie z rąsi. W tych nie mam sobie równych! Pasjonuje mnie fotografia i sztuka, a codziennie widzę zbyt wiele pięknych rzeczy aby nie utrwalić ich obrazów na stałe. Marze więc o kursie fotografii, mogę nawet poświęcać upalne godziny wakacji w dusznej i ciemnej pracowni na nauce fotografowania jajka na twardo pod odpowiednim kątem aby poprawnie złapać światło.  

To dopiero początek mojej listy, każdego dnia pojawiają się w głowie nowe pomysły i wyzwania, które zamierzam zrealizować. Czas wolny to wówczas ten idealny moment kiedy mogę postawić na własną kreatywność i wykorzystać potencjał (haha nie ma to jak połechtanie własnego ego). Spodziewajcie się więc niemałych zaskoczeń! 

Macie plany już na wakacje co Wy
chcielibyście nauczyć się lub zrobić 
na co obecnie brakuje Wam czasu? :-)







Czekasz na nią i czekasz, umówiłyście się punkt dziewiąta, w tej modnej knajpce, którą dopiero co otworzyli. Gdy tylko wyczytałaś informację od razu zrobiłaś rezerwacje dla siebie i przyjaciółki - każdy pretekst na plotki jest przecież dobry. Tyle jest przecież do obgadania! Aśka właśnie co zerwała z Kamilem, a Anka poszła na chorobowe - ciekawe dlaczego? Może ona będzie wiedziała co w trawie piszczy, stąd umierasz z ciekawości. Tylko gdzie ona jest? Zerkasz na zegarek, wskazówki już dawno minęły dziewiątkę, bliżej im już raczej do cyfry z numerem dziesięć, a jej nadal nie ma. Wściekasz się, bo sama dopiero co wyszłaś z pracy, gnałaś w pośpiechu do domu, aby tylko wziąć szybki prysznic, pomalować się w tempie ekspresowym, w wyniku czego prawe oko masz pomalowane trochę krzywo ale liczysz na to, że nikt nie zauważy, narzucić pierwszy lepszy ciuch, który nie wymaga prasowania, wszystko to aby nie musiała na Ciebie czekać. Wreszcie dama przychodzi i  uradowana od ucha do ucha rzuca: ,,Przepraszam słonko za spóźnienie, robiłam sobie paznokcie, a potem jeszcze zagadałam się z manicurzystką sama rozumiesz...". Nie. Nie rozumiesz i masz ochotę powiedzieć jej głośno co myślisz o jej wypiłowanych paznokietkach z dopiero co przyklejonymi brylancikami jednak odpowiadasz: ,,Nic się nie stało." 
Znów wystawił Cię do wiatru, zamiast przyjść na umówione spotkanie, wybrał mecz z kolegami. ,,Kochanie to przecież mecz o puchar, koledzy zadzwonili, że czekają już w pubie i zamówili piwo, nie mogę odmówić!" No tak, piwo nie może się zmarnować. Ty siedzisz w restauracji, ubrana w nową sukienkę, za którą chodziłaś po galerii cztery godziny czując na plecach spojrzenia ochroniarzy, bo ile przecież można robić slalom między wieszakami. Co więcej TĘ wymarzoną sukienkę na którą zbierałaś od dawna i wydałaś równowartość ostatniej pensji (tak właściwie to trzech...), Widzisz kątem oka pogardliwe spojrzenia kelnerki, bo wszystkie stoliki zajęte, ludzie czekają w kolejce na wolne miejsce, a Ty siedzisz tam jak ostatnia sierota sama jak palec. Masz ochotę udusić drania gołymi rękami, za co ułaskawi Cię przecież każdy sąd w takich okolicznościach, zwłaszcza jeżeli sędzią będzie kobieta jednak życzysz mu miłego wieczoru. 
Zamiast w obu sytuacjach wyrazić swoją złość, która bucha z Ciebie niczym lawa z wnętrza Etny w porze erupcji nie robisz tego bowiem jest z Ciebie...

Grzeczna dziewczynka
Grzeczne dziewczynki to osoby, które ukształtowane zostały na kobiety delikatne. Wychowane zostały w duchu iż kobieta powinna być uległa, zwłaszcza w kontaktach z mężczyznami, którzy boją się konfrontacji z osobnikami przeciwnej płci pewnymi siebie i niezależnymi. Takie osoby najczęściej potrzebują akceptacji innych ludzi stąd rzadko wyrażają swoje zdanie, za to często zgadzają się z cudzym aby zyskać ich sympatię i czuć się lubiane. Często też w głównej mierze zajmują się udzielaniem pomocy bliskim, co pochłania ich cały czas i energię, której brakuje już na troskę o siebie i własny rozwój. Całą złość kumulują w sobie nie dając jej szans na ujście w efekcie czego są samotne choć przecież nie same, czują się niewidzialne i bezsilne. 

Dlaczego tak się dzieje?
Przede wszystkim głównym powodem jest wychowanie. Często w okresie dziecięcym było nam mówione, że kobiecie wiele rzeczy takich jak gniew po prostu nie przystoi. Kobieta powinna być ugodowa bowiem ,,złość piękności szkodzi". Już od dzieciństwa było nam wmawiane aby się nie boczyć aby nie sprawiać przykrości mamie i tacie. Z kolei jak już walniesz focha, to wiadomo, bo to ,,baba". Walczysz więc z tym stereotypem i udajesz, że wszystko jest w porządku aby nie pokazać, że cokolwiek Ciebie dotyka. 
Drugą kwestią jest... pragnienie świętego spokoju. Wiele osób pozwala na robienie ze sobą wszystkiego czego druga osoba zapragnie, ponieważ po prostu wolą spokój i brak awantur. Stąd nie krzykną tak, aby słyszało ich całe osiedle, nie trzasną drzwiami, by szyba poszła w drobny mak, a kiwają potulnie głową dzięki czemu unikają niepotrzebnych w ich mniemaniu kłótni. 
Kolejna i najbardziej poważna przyczyna to przyjęcie roli ofiary. Niektóre osoby trzymając na wodzy pragnienie wyrażenia negatywnych emocji po pewnym czasie... przestają je odczuwać. Wszystkie toksyczne zdarzenia stają się dla nich chlebem powszednim i jedyną normą jaką znają. Wpadają w schemat, z którego nie potrafią się wydostać, często też nie chcą, bo nie chcą dopuścić do zaburzenia obecnego porządku. 

Jak stać się niegrzeczną?
Przede wszystkim: pomyśl. Wróć pamięcią do momentów, które najbardziej Cię denerwują. Wyobraź sobie te sytuacje i staraj się przypomnieć sobie emocje jakie wtedy odczuwasz. Czy jest to złość, bezsilność czy też poczucie, że wszystko jest w porządku? Teraz wszystko zależy od Ciebie. Jeżeli powodują u Ciebie negatywne emocje to pierwszy znak, że należy zacząć działać. 

Zacznij odmawiać
Możliwość wyrażania własnych opinii i poglądów stanowi przypisane każdemu człowiekowi prawo. Tak, to dotyczy także Ciebie! Dlaczego więc pozbawiasz się uprawnień jakie Ci się należą? Nie musisz myśleć jak każdy i zgadzać się na wszystko, masz bowiem swój własny rozum i głos. Odmawianie musi być stanowcze aby rozmówca traktował Cię poważnie i zaczął liczyć się ze zdaniem, które nie zawsze musi mu odpowiadać (i zazwyczaj nie odpowiada). Nie zagłębiając się w nadmierne tłumaczenia, które mogą sprawić, że zapętlisz się, nagle poczujesz wyrzuty sumienia i zabraknie Ci argumentów. 

Wyznacz granice
Gdy ktoś narusza Twoją przestrzeń czas powiedzieć stop. Wyznacz granice i powiedz jakie sytuacje są dla Ciebie nieakceptowalne i gdzie kończy się Twoja możliwość udzielenia pomocy. Niektórzy bowiem mają tendencje do nadużywania dobroci innych wykorzystując ją dla własnych profitów. Póki nie powiesz dość, druga osoba czuje się bezkarna i będzie brała więcej i więcej czując, że może

Zaufaj sobie 
Jeżeli czujesz, że ktoś Cię wykorzystuje to powinna zapalić Ci się w głowie czerwona lampka, a zewsząd powinieneś słyszeć syreny ostrzegawcze, które oznaczają, że coś ewidentnie jest nie tak. Zaufaj więcej emocjom, które odczuwasz i wyraź je. Odczuwanie złości to normalna sprawa przypisana ludzkiej naturze, więc nie ukrywaj tego, że coś Cię drażni jakby było to coś niestosownego. Pokaż, że jesteś osoba silną, której nie można w kaszę dmuchać, a kiedy zdobędziesz respekt u innych dodatkowo sam poczujesz, że możesz przenosić góry. 

Jednak nie wpadajmy wpadać ze skrajności skrajność. 
Z aniołka, nie musisz zaraz stać się diabłem z piekła rodem. Nie musisz obmyślać skutecznych planów, dobierać masy argumentów aby wyszło jedynie na Twoje. Nie bądź też pamiętliwy, nie mścij się oraz nie rzucaj bezpodstawnych oskarżeń. Wyraź emocje nie zapominając jednak o zdrowym rozsądku i racjonalnym myśleniu. Przede wszystkim: nie trać czasu na niepotrzebne analizowanie. 
Tupnij nogą ale nie tak aby spowodować zaraz trzęsienie ziemi. 

Jak jest z Wami. Jesteście typami aferzystek 
czy też za wszelką cenę unikacie kłótni? :-)

Czy wyrażanie tak problematycznej emocji jaką jest złość
 jest dla Was proste czy przychodzi z trudem?




Jesteśmy przecież tacy młodzi...
Mamy w sobie moc energii i sił, a całe życie dopiero otwiera się przed nami. Dlatego nie zawsze myślimy o przyszłości, ponieważ jest tak odległa. Czerpiemy natomiast z tego co codzienność ma nam do zaoferowania biorąc wszystko łapczywie w nasze rządne dłonie. Popełniamy błędy zrzucając je na karb młodości i brak doświadczenia. Nie myślimy o rzeczach poważnych, nie robimy dalekosiężnych planów bowiem mamy jeszcze czas i na wszystko przyjdzie pora.
Co jednak jeżeli okazałoby się, że 
tego czasu nie mamy

5 rzeczy jakie chciałabym 

zrobić w życiu zanim umrę

1.  Palcem po globusie
Zapewne dla nikogo zaskoczeniem nie będzie, że mając perspektywę iż zostało mu niewiele czasu chce zobaczyć wszystko co oferuje świat. Poznać zupełnie nieznane zakątki od gorących piasków Sahary po zimne lodowce Antarktydy. Zakosztować całej różnorodności kulturowej - poznać tajniki przyrządzania sushi od Japońskich kucharzy lub w wersji hardcore spróbować kawałek ryby, której niewłaściwe przyrządzenie powoduje zatrucie organizmu i śmierć smakosza, walnąć sobie najprawdziwsze sake i nauczyć się wreszcie jeść pałeczkami bez wybijania sobie oka. Zakosztować prosto z drzewa soczyste, egzotyczne przysmaki jak karambola, rambutan czy kumkwat, których nazwy słyszysz po raz pierwszy i nie jesteś ich nawet w stanie wymówić, co dopiero spamiętać. Sprawić sobie rejs najprawdziwszym transatlantykiem po oceanie by stojąc na rufie statku spotkać swojego Leonarda i przeżyć mały, niewinny romans - jednak już bez równie bliskiego spotkania z górą lodową w dalszej części wyprawy. Urządzić sobie wyścig na setkę ze strusiem w Australii, czy dać soczystego buziaka w uroczy pyszczek aligatorowi na bagnach w Missisipi. Postawić wszystko na czerwone w ruletce w Las Vegas i rumienić się na prawdziwym pokazie w Moulin Rouge gdzie tancerki eksponują swe wdzięki pozbawiając się warstw wierzchnich (choć zbyt wiele do zdejmowania i tak nie mają). 

2. Nie takie znowu małe szaleństwo 
Skok ze spadochronem z czterech tysięcy metrów lub na bungee z dwustumetrowej tamy by poczuć się  jak bożyszcze wielu kobiet - James Bond w początkowej scenie ,,Golden Eye". Na samą myśl miękną kolana wszak co Ci szkodzi, jeżeli spadochron się nie otworzy, a linka nie wytrzyma nie masz przecież nic do stracenia. Mogłabym też zasiąść za kierownicą niczym żeńska wersja Kubicy i pokazać, że baba za kółkiem też potrafi! Zostawiając tym samym rywali na rajdzie Dakar daleko, daleeeko w tyle by widzieli jedynie tył mojego zderzaka, a później zobaczyli mnie dopiero otwierającą szampana na podium. 

3. Pozostawić coś dla pokoleń
O poetach zwykło się mawiać iż dzieła przez nich stworzone stanowią ich własne pomniki. Zostawiają po sobie ślad obecności na tym świecie. Poetką raczej nie zostanę chociaż zamiast wierszyków urodzinowych przekopiowanych z Internetu typu: ,,zdrowia szczęścia pomarańczy, niechaj mąż Ci nago tańczy!" zawsze wymyślam własne rymy. Następcą Picassa także nie jestem choć pochwalić się mogę paroma dyplomami z konkursów rysowniczych z  czasów kiedy to robiłam pieczątki z ziemniaka i już bardziej prestiżowych z lat gimnazjum. Pasję do pisania jednak w sobie mam czego efekt właśnie czytacie lub właściwie to prawdziwiej będzie napisać iż męczycie te moje durnowate wypociny... Niemniej chciałabym kiedyś spełnić marzenie wydania własnej książki. Nie będzie to jednak z pewnością książka kucharska znając moją głęboką ale niestety wyłącznie jednostronną ,,przyjaźń" z patelnią czy tłuczkiem do rozbijania kotletów. 

4. Zrobić coś dobrego
Dobry to pojęcie subiektywne jednak przy zaspokojeniu własnych pragnień nie sposób jednak zapomnieć o wszystkich innych ludziach i ich potrzebach. Zanim moje życie własne się skończy chciałabym choć w niewielkim stopniu poprawić czyjeś inne. Nie mówię tu jednak o oddaniu przyjaciółce torebki, której zawsze mi zazdrościła. Niemniej każda pomoc jest cenna zaczynając od lokalnych problemów i zorganizowania akcji poszukiwania domów dla bezdomnych zwierząt (sama zapewne widząc te bezbronne zwierzaki zrobiłabym ze swojego domu mini zoo...) czy zbiórki dla potrzebujących, po chwycenie za młotek i piłę i budowanie domów w rejonach dotkniętych kataklizmami w krajach trzeciego świata. 

5. Nauczyć się czegoś niestandardowego
Szybki kurs języka mandaryńskiego? Może nauka gry na dudach lub banjo? Zawsze można zdobyć certyfikat do przeprowadzania masażu stopami lub odbyć szkolenie z uwodzenia dla tych bardziej nieśmiałych. Cwani przedsiębiorcy potrafią sprostać nawet tym najbardziej wymagającym oferując kursy z leczenia za pomocą jajka czy hipnozy konwersacyjnej. Wystarczy włączyć wyobraźnię (a potem Internetową wyszukiwarkę), a każdy nawet najbardziej żądny przygód znajdzie coś dla siebie! 

Nawet jednak jeżeli spełnię listę całą, zaledwie jeden jej punkt lub też żadnego najszczęśliwsza i spełniona będę wyłącznie jeżeli w tych ostatnich chwilach będę miała obok kogoś bliskiego do kogo skieruję ostatni uśmiech i myśl ,,życie jednak jest piękne". :-) 

Ciekawią mnie wasze marzenia, pragnienia i może szalone pomysły.
Co Wy chcielibyście zrobić gdybyście wiedzieli,
 że macie ostatnią możliwość? :-)





Umówiłaś się ze swoimi psiapsi w domu jednej z nich. Obiecałaś, że będziesz wcześniej aby wszystko przygotować. Kupiłaś świeczki by był klimacik i butelkę różowego wina aby języki się szybciej rozwiązały i zaczęły się tematy właściwe jedynie po godzinie 22. Rozumiecie girls just wanna have fun i te sprawy... Ubrałaś nową mini kieckę aby wszystkie na Twój widok padły z wrażenia i zaczęły się wzajemne komplementy: ,,Kochana! Jaka figura... ale z Ciebie petarda!" kiedy w rzeczywistości myślą: ,,A żeby Ci ten kawałek ciasta poszedł w boczki!"
Teraz pozostało już przygotowanie przystawek jakie wypatrzyłaś na nowym kulinarnym kanale przygotowującym przekąski na modne ,,cocktail party" dla celebrytów, bo co to za babska impreza bez stołu uginającego się pod ciężarem słodyczy, na które każda ma ochotę ale zje tylko po jednym z każdego rodzaju ciasteczka, bo głupio... Ostatnie poprawki i jesteś gotowa jednak kolczyki złośliwie postanowiły zabawić się z Tobą w chowanego.  To jednak jeszcze nic, bo nagle suszarka podłączona do kontaktu zrobiła głośne BUM i zaczęła dymić. Musisz zatem poczekać aż włosy wyschną same, chociaż mogłabyś pójść z nieułożonymi tłumacząc wszystkim, że to teraz najnowszy krzyk mody i fryzura wypromowana przez samą Victorię Beckham, a wszyscy i tak by to łyknęli...
Jesteś więc oczywiście spóźniona. Biegniesz na autobus, a właściwie to suniesz po ziemi, bo sukienka opina Cię niczym folia aluminiowa tak, że przypominasz poczwarkę w kokonie i nie jesteś w stanie wykonać większego kroku szczególnie, że Twoje obcasy na cieniutkiej szpileczce nie ułatwiają tego już wystarczająco arcytrudnego zadania. Machasz do pana kierowcy aby jeszcze nie odjeżdżał, jednak on udaje, że Cię nie widzi i bezczelnie zamyka Ci drzwi przed nosem.
Ty wściekła przeklinasz cały świat, panu kierowcy życzysz aby złapał gumę, najlepiej we wszystkich kołach, a na dodatek zauważasz, że zaczyna padać deszcz. Ty oczywiście w swojej mikroskopijnej kopertówce masz wszelkie rzeczy niezbędne jakie powinny się tam znaleźć jak błyszczyk i puder, za to o parasolce już nie pomyślałaś...
Wtem pojawia się on - niczym rycerz w srebrnej zbroi zamiast miecza dzierży w dłoni parasol i oferuje pomoc. Zarzucasz zalotnie włosami i przeklinasz w myślach tusz do rzęs, który miał być wodoodporny, a teraz rozmazał Ci się na pół twarzy tworząc na policzkach malunki przypominające rysunki wykonane przez pięciolatka. Jednak okazuje się, że przystojnemu nieznajomemu pomimo, że wyglądasz jak strach na wróble i nie musiałabyś dodatkowo stylizować się na Halloween, dzieci i tak byłyby przerażone - jakimś cudem wpadłaś w oko. Umawiacie się na randkę, jedną, dwie, trzy, a w końcu lądujecie na ślubnym kobiercu i macie gromadkę śliczniutkich, pucołowatych diabełków z piekła rodem.
Po dwudziestu latach wspominacie wasze pierwsze spotkanie ze śmiechem i mówisz:
 ,,Gdybym wtedy nie spaliła tej cholernej suszarki i nie spóźniła się na planowany autobus nigdy byśmy się nie poznali!" Przypadek czy...
przeznaczenie?

Historia brzmi zupełnie absurdalnie niczym z brazylijskiej telenoweli. Jednak o dziwo takie sytuacje się zdarzają. Czasem dzieją się bowiem rzeczy zupełnie niespodziewane, a mające zasadniczy wpływ na nasze dalsze życie i przyszłość. Zastanawiasz się wtedy czy to był przypadek czy jednak coś więcej? Czy możliwe jest, że wszystko co nas spotyka może być nie zupełnie przypadkowe lecz stanowi zaledwie mały fragment układanki składający się na większą całość, z góry założony plan. 

Winda, którą jechałeś miała awarie przez co nie zdążyłeś na busa, który miał wypadek.
Znalazłeś na ziemi los, który potem okazał się wygranym i nagle Twoje konto zasilone zostało o jedynkę z paroma zerami za które kupiłeś udziały w firmie i teraz zamiast być informatykiem w podstawówce jesteś właścicielem największej firmy reklamowej w kraju.
Czy to wszystko przypadek czy jednak ma to jakieś głębsze, dalej idące znaczenie?

Niektórzy podobno wierzą w przeznaczenie, ponieważ są zbyt leniwi by wziąć życie w swoje ręce i doprowadzić do czegoś wyłącznie poprzez swoje działanie. Dlatego też ufają jakiejś niesamowite sile, która sprawi, że wszystko zrobi się samo. To jest opinia tych, którzy są sceptyczni i nie wierzą w żaden plan, który miałyby istnieć dla każdego z nas. Bądźmy szczerzy - brzmi to zdecydowanie bardziej sensownie jednak z drugiej strony jak wytłumaczyć w logiczny sposób pewne zdarzenia, które nie były zaplanowane, a mimo to ich pojawienie się w znaczący sposób wywraca nasze życie do góry nogami.

Czy faktycznie jest tak, że wszystko co nas spotyka ma jakiś głębszy sens czy też naiwnie wierzymy w to, ponieważ w ten sposób wyjaśniamy sobie przykre doświadczenia aby podnieść się na duchu. Tłumaczymy sobie bowiem, że wszelkie zło, które nas spotyka ma na celu nas czegoś nauczyć, coś pokazać zgodnie z myślą: ,,nic nie dzieje się bez powodu"i w efekcie finalnym udaje się dzięki temu odnaleźć jakiś pozytyw w każdej nawet tragedii.

Jak jest w rzeczywistości chyba nigdy się nie dowiemy, znajdziemy zwolenników i przeciwników obu teorii jednak nie ma co ukrywać, że w takiej wierze rzeczywiście dostrzec można pozytywne aspekty.
Pozwala nam to w tych najcięższych chwilach odnaleźć pewną iskierkę nadziei, że może to wszystko co dzieje się w życiu złego, wszelkie trudności i niepowodzenia mają dać nam pewną lekcję i pokazać coś czego normalnie byśmy nie dostrzegli.


Ciekawa jestem czy Wy,
wierzycie w przeznaczenie
czy też wszystko co nas spotyka to jedynie...
zbiegi okoliczności? :-)








Czasy dziecięce
Kiedy jesteśmy w wieku kiedy ledwie dosięgamy stołu, a naszą ulubioną rozrywką jest zbieranie żab, ślimaków czy pająków i zamykanie tych Bogu ducha winnych stworzeń do szklanych słoików naszymi największymi idolami są zazwyczaj nasi rodzice. Patrzymy na nich jak na superbohaterów rodem z rysunkowych komiksów. Tata to oczywiście Superman, który co prawda zamiast peleryny nosi wełniany sweter i kapcie ale za to jednym pstryknięciem potrafi poradzić sobie z całym złem tego świata. Za to mama niczym Kobieta Kot mimo, że przywdziewa fartuszek, a zamiast broni dzierży w dłoni wałek to jednak jest równie jak ona odważna, niepokonana i jest w stanie rozwikłać każdy, nawet najbardziej skomplikowany problem. Wtedy też spoglądamy na nich naszymi wielkimi oczyma żądnymi świata zadzierając wysoko głowę i myślimy sobie:
 ,,jak dorosnę to chcę być taki jak moja mama i tata".
Chcemy tak jak tata dzierżyć teczkę z ważnymi dokumentami do pracy, których treść jest dla nas zupełnie niezrozumiała jednak wiemy, że nie możemy po nich mazać naszymi kolorowymi mazakami, bo tata mówił nam, że to są ważne sprawy dla dorosłych. Dziewczynki zaś chciałyby nosić na ramieniu modną torebkę niczym mama wypełnioną tymi wspaniałymi przyborami do makijażu, którymi też tak bardzo chciałyby się pomalować lecz na każdą prośbę o pozwolenie słyszą to samo zdanie: ,,jesteś na to jeszcze za mała". Tupiesz wtedy nóżką jednak nic nie poradzisz, musisz poczekać. Marzymy też o tym by posługiwać się banknotami płacąc za zakupy ale nie takimi zabawkowymi, jakie dostaliśmy na urodziny! Prawdziwymi pieniędzmi za które można kupić sobie wszystko czego tylko pragniemy: lizaki, batony, watę cukrową i cukierki! Naszą hulajnogę zamienić chcemy na szybki, sportowy wóz, a lakierowane sandałki z różową kokardką na wysokie obcasy z prawdziwej skóry. Tak jak tata chcemy stawać przed lustrem każdego poranka aby nakładać sobie piankę by przez chwilę wyglądać jak Święty Mikołaj po czym kilkoma szybkimi ruchami pozbyć się dwudniowego zarostu. Z kolei pragniemy też  dokonywać porannej toalety jak mama kiedy dotyka ust swą koralową, drogą szminką, a rzęsy podkręca smolistym tuszem i wyglądając po tych zabiegach  piękniej niż nasza najukochańsza lala Zosia. Kakao? Ono jest dla dzieci! My łakniemy napić się prawdziwej, aromatycznej kawy z eleganckiej filiżanki, a nie z kubka z malunkiem Kaczora Donalda i Myszki Miki. Nie ma też nic gorszego niż leżakowanie w przedszkolu, które dla każdego kilkulatka jest niczym najgorsza kara. Dlatego tak zazdrościmy dorosłym, że nie tracą czasu na spanie ale od rana mają czas na co tylko zapragną, a to przecież oznacza zabawę od świtu do nocy! Nie muszą tak jak my wracać już o 19 do domu zazwyczaj akurat w czasie kiedy udało się właśnie zebrać drużynę do gry w piłę. Nikt też nie zmusza ich do jedzenia tej okropnej, gotowanej marchewki...

Masz już dowód osobisty 
Masz już te nie kilka, nie naście lecz kilkadziesiąt lat i okazuje się, że te wszystkie marzenia z dzieciństwa pryskają niczym mydlana bańka. Okazuje się bowiem, że bycie dorosłym wcale nie jest takie fajne! Wczesne wstawanie nie wiąże się z dłuższym czasem na zabawę, bo trzeba biec na zajęcia na uczelni, które zaczynają się punkt ósma, a poranna zmiana w pracy jeszcze przed siódmą rano. Co za strata cennych godzin, które można by poświęcić na grę w klasy czy podchody... Z kolei późne pójście spać oznacza zazwyczaj skutek kilkunastu zadań do odrobienia oraz zrobienia projektów, których pokaźny stos na biurku niebezpiecznie się przechyla. Gotowane, znienawidzone warzywka zastąpione zostały wcale nie lepiej, bo zupką w proszku odgrzewaną pomiędzy jednym spotkaniem z wiecznie niezadowolonym klientem, a drugim lub bułką z serem i ketchupem z uczelnianego bufetu. Dobra, dobra ale masz wreszcie swoje własne pieniądze! Jednak pracowałeś na nie tak ciężko przez cały miesiąc, że nie chcesz przetrwonić ich na byle błahostki zwłaszcza, że właśnie dostałeś powiadomienie o niezapłaconym rachunku za Internet. Kiedy wybiłeś sąsiadowi szybę mama zawsze piekła swój słynny sernik by załagodzić sprawę. Dzisiaj za stłuczone auto czeka Cię mandat, punkty karne i w najgorszym przypadku ciąganie po sądach.

Nagle zamiast pragnienia o byciu dorosłym myślisz sobie jak to cudownie byłoby być... 
Piotrusiem Panem.
Wrócić do czasów, kiedy każdy dzień był wielką przygodą. Cofnąć się do tych beztroskich lat bez codziennego stresu i problemów z którymi trzeba się zmierzyć. By znów poczuć się wolnym bez tej całej odpowiedzialności i obowiązków, które musisz spełnić. Chciałbyś znów zaczynać dzień nie mając pojęcia o tym jak będzie wyglądał jego przebieg, a nie spędzać go według planu, który znasz już na pamięć. Codzienną rutynę zamieniłbyś na możliwość wyruszenia w nieznane i poznawanie zupełnie nowych, nieznanych Ci rzeczy i doświadczanie wszystkiego po raz pierwszy. 

Dorosłość okazała się trudniejsza niż sobie to wyobrażaliśmy. To jednak kolejny etap w życiu kiedy zmierzyć się musimy z rzeczywistością wraz z całym jej inwentarzem - tym dobrym i złym. Nie zapominajmy, że chociaż jesteśmy dorośli i mamy na głowie całą masę spraw i obowiązków, w każdym z nas powinien pozostać pierwiastek dziecka. :-)
Zatem pozwólmy sobie od czasu do czasu na małe szaleństwo! Pójdźmy na plac zabaw by zjechać ze ślizgawki lub do lunaparku na tę karuzelę, na której sam widok masz lęk wysokości. Wybierzmy się na dworzec i wsiądźmy do pierwszego lepszego pociągu nieważne, że dowiezie nas do wsi Lipki Małe gdzie stoją dwa domy na krzyż. Idźmy na spacer na łąkę i zaplećmy wianek z mleczy lub do najbliższego sadu by wspinając się na sam czubek drzewa zerwać najbardziej rumiane jabłko (dla pewności lepiej weźmy ze sobą drabinę). Wybierzmy się do kina na film animowany dla dzieci, a przed seansem kupmy torebkę kwaśnych żelków wykrzywiających buzię, wybierając z każdego rodzaju po jednym. 

Nie zapominajmy o dziecku, który w nas drzemie. 
Czy jest bowiem coś lepszego niż młodzieńcza radość? :-) 

Czy Wy tak wyobrażaliście sobie dorosłe życie
Chcielibyście choć na chwilę 
znów poczuć się dziećmi i wrócić do tamtych lat? :-)


     

Nastała wreszcie wyczekiwana wiosna. Każdego dnia zamiast znienawidzonego alarmu w telefonie budzi Cię śpiew ptaków i promienie słońca wkradające się niczym złodziej do pokoju. Na zewnątrz wszystko kwitnie ciesząc oczy soczystą zielenią lub też powodując z miejsca ich łzawienie z powodu krążących tu i ówdzie pyłków (alergicy łączmy się!). Wszystko budzi się do życia, a Ty... śpisz na stojąco. Tłumaczysz to sobie nawałem pracy, stresem, osłabieniem związanym z wiosennym przesileniem. Przyczyna może tkwić jednak gdzie indziej. Wszystkiemu bowiem winni mogą być... 
pożeracze energii.

Kategoria pierwsza
Inni ludzie 

Zaczęłaś pracę w wymarzonej firmie, przeszłaś nie lada maraton aby zdobyć upragnione stanowisko. Rozsyłanie CV, listów motywacyjnych, konkurs, egzamin, rozmowa kwalifikacyjna, pokonałaś kilkadziesiąt innych osób. Tak ciężko na to pracowałaś stąd teraz zarabiasz się po łokcie by pokazać, że wybrali właściwą osobę. Chcesz udowodnić swoją wartość stąd nie straszne Ci słowa szefa, który nie mając już komu zlecić dodatkowych zadań mówi: ,,załatwisz jeszcze tylko tą jedną, malusieńką sprawunię?" która okazuje się zadaniem na kolejne trzy godziny. Masz złe samopoczucie? Szefowa szybko skomentuje to mówiąc iż Twój zły humor może odbijać się na kontaktach z klientami stąd Ty ze łzami w oczach przyklejasz sztuczny uśmiech na twarzy byle jej nie zawieść. Na Twoje miejsce bowiem już czeka cała kolejka innych osób o czym przypomina Ci na każdym kroku, nie możesz więc się poddać. 
Wracasz wykończona do domu, dziękując za temu kto ustanowił wolną niedzielę i cały dzień spędzisz w ukochanych bamboszach i piżamie w króliczki przed ukochanym, głupawym serialem dla nastolatek, który oglądasz po kryjomu kiedy nikt nie patrzy, gdy wtem słyszysz głos ukochanego: ,,Jacek i Agata zaprosili nas na grilla, a potem chcą sprawdzić ten nowo otwarty klub, już zapowiedziałem, że przyjdziemy". Cały Twój misternie opracowany plan legł w gruzach. Ciepłe kapcie zamieniasz na wysokie szpilki i udajecie się na spotkanie ze znajomymi, na które nijak nie masz ochoty. Głupio Ci jednak zawieść oczekiwania partnera i znajomych, którzy włożyli wiele wysiłku w przygotowanie obiadu. 
Wracacie jednak szybciej i niemalże ze szczęścia słyszysz anielskie chóry, a w głowie pojawia się w nadzieja, że jednak uda Ci się wreszcie odpocząć i rozłożyć leniwie na kanapie z michą popcornu. Nagle dzwoni telefon. Odbierasz i masz wrażenie, że to pomyłka, że dzwoni cudzoziemiec gdyż nie rozumiesz ani słowa z dochodzących do Ciebie dźwięków. Okazuje się jednak, że to zapłakana przyjaciółka, jąkając się rzuca słowa ,,Zostaaawił mnieee dla inneeeej". Pakujesz się więc szybko do taksówki i jedziesz na drugi koniec miasta aby służyć ramieniem do wypłakania i skwitować wszystko słowami: ,,Ale prostak! Nie był Ciebie wart!", które niezależnie od sytuacji są jedynymi właściwymi jakie chce ona usłyszeć. 
Tydzień więc kończysz bardziej wykończona niż po przekopaniu całego ogródka nie tylko swojego ale i wszystkich innych należących do sąsiadów z nadzieją, że może w kolejnym znajdzie się chociaż chwila tylko i wyłącznie dla siebie. 

Świat składa się z różnych ludzi. 
Mamy bowiem egoistów, którzy jedynie biorą nie myśląc o tym aby dać cokolwiek od siebie. Pochłaniają Twoją energię aby samemu z niej czerpać. Często nie mają własnego życia stąd ingerują w czyjeś.
Innym przykładem są osoby o charakterze ofiary, które wiecznie potrzebują uwagi i zainteresowania innych osób. Nie potrafią sami poradzić sobie z problemami i oczekują iż zjawi się ktoś kto w magiczny sposób rozwiąże je w ich imieniu. Spodziewają się bardzo wiele od bliskich osób, którzy ostatecznie czują się winni nie mogąc zazwyczaj sprostać ich zachłanności.
Jak zatem poradzić sobie z ludźmi, którzy obłapiają Cię niczym bluszcz?
To wspaniale jeżeli jesteśmy otwarci na innych ludzi, ich potrzeby, a naszym pragnieniem jest zadowolenie ich i udzielenie niezbędnej pomocy. Problem jednak pojawia się wtedy kiedy troska o ich życie przejmuje zadbanie o nasze własne. Całego świata nie zbawisz niezależnie od ogromu sił jakie w to włożysz. 
Zatroszcz się więc wreszcie o siebie! 

Druga kategoria
Ty sam

Często okazuje się iż największym wrogiem Twojego braku czasu jesteś... Ty sam.
Marnujesz swój czas i potencjał na rzeczy błahe, nie zaś na meritum. Bierzesz na siebie zbyt wiele, myśląc iż to dobrze, że aktywnie działasz i rozwijasz się gubiąc się jednak w chaosie wszechobecnych, często niepotrzebnych zadań. Co najgorsze zapominasz o relaksie i o czasie wyłącznie dla siebie. 
Skup się więc na priorytetach, mniejsze zadania pozostaw sobie na moment kiedy będziesz w stanie poświęcić im się na sto procent. Robienie czegokolwiek po łebkach na nic się nie zda. 
Pamiętaj także, że wypoczęty jesteś w stanie zdziałać o wiele więcej. 

Kolejnym problemem jest nadmierne analizowanie. Pogrążasz się w myślach o przeszłości zapominając o teraźniejszości i byciu tu i teraz. Tworzysz w głowie inne scenariusze zdarzeń przeszłych, których i tak nie będziesz mógł wprowadzić w życie, bo było minęło. Do tego dochodzi wieczne rozpamiętywanie porażek i nieprzyjemnych zdarzeń, które z pewnością nie wpłyną korzystanie na Twoje samopoczucie, a zamiast pozytywnego kopa jedynie pociągają w dół. 
Dodatkowo tworzy się efekt lawiny - jedno nieprzyjemne zdarzenie pociąga za sobą kolejne i tak nagle zaczynasz użalać się nad sobą, a świat jest zły i okrutny, a wszystko jest bezsensu. 
Przestań więc myśleć o nieprzyjemnych zdarzeniach i skup się na pozytywach. Z porażek wyciągnij lekcje na przyszłość i potraktuj jako doświadczenie, które zaowocuje w przyszłości. 

Następna sprawa: porównywanie się z innymi ludźmi. Ile to razy zastanawiałeś się czy Basia faktycznie jest lepsza, że dostała awans, bo skończyła kilka kursów, na które Ty się nie zdecydowałeś bo czułeś, że im nie sprostasz lub czy rzeczywiście jej znajomość angielskiego jest bardziej biegła, a Ty jedynie jesteś w stanie zapytać bezbłędnie cudzoziemca ,,która godzina?". W konsekwencji siedzisz i zastanawiasz się kto jest lepszy, kto gorszy. Nagle masz chęć zacząć robić wszystko na raz: a to doszlifować język, a to zapisać się na wszelkie szkolenia jakie znajdziesz w internetowej wyszukiwarce, co z tego, że niektóre odbywają się sto kilometrów od Twojego domu i dotyczą certyfikatu na wykonywanie tajskiego masażu stopami. Zrobisz je wszystkie i pokażesz, że jesteś najlepsza. 
Z jednej strony to pozytywne zjawisko, ponieważ motywuje Cię to do dalszego działania, z drugiej sprawia, że często skupiasz się nie na tym co stanowi Twoje rzeczywiste pragnienia, a jedynie podejmujesz się rzeczy tylko po to aby dorównać innym. 
Tutaj należy się zastanowić: czy naprawdę jest mi to potrzebne? Pomyśl o tym w czym jesteś dobry, skup się na swoich umiejętnościach. Wykorzystaj je, ponieważ realizując się w tym co naprawdę jest Twoim atutem osiągniesz nie tylko sukces ale i przyjemność z wykonywanej pracy. 

Na co wy tracicie najwięcej cennej energii? 
Są wśród was inni - tak zwane wampiry energetyczne
 pożerające wasze siły? :-)



Idź na studia mówili, będzie fajnie, mówili.

W dzisiejszych czasach studia są normąTo jest taki standard jak kupowanie chleba na śniadanie czy mycie zębów przed pójściem spać. Zastanów się, co za zapytanie do maturzysty pada w drugiej kolejności zaraz po tym, jak z  drwiącym uśmiechem na ustach pytasz jak pisało mu się dywagacje nad obrzędem dziadów na pisemnym polskim. Zazwyczaj jest to: ,,Na co idziesz na studia?" 
Dziś bowiem każdy chce być studentemPobudki jednak wybrania danego kierunku dalszego kształcenia często są jednak zupełnie przypadkowe, bo przecież nie ważne co studiować ale żeby studiować w ogóle. Nie ma wobec tego znaczenia czy jest to kierunek ,,nowoczesne metody prowadzenia stada bydła mlecznego" czy też ,,przyrodoznawstwo i filozofia przyrody", ponieważ dla większości chodzi o papierek. Jak gdyby ten niewielki świstek i parę literek przed nazwiskiem otwierało wszelkie wrota do zawrotnej kariery. Stąd też wybór uczelni wyższej i kierunku najczęściej podejmowany jest metodą ,,na palec" czyli otwieramy katalog ze spisem wszystkich dostępnych specjalizacji, z zamkniętymi oczami wskazujemy jeden z nich i składamy papiery na to co wypadnie bądź też otwieramy spis najbardziej popularnych kierunków i wybieramy, któryś z pierwszej trójki, bo tylu ludzi przecież nie może się mylić! Nieważne, że słysząc ,,chromodynamika kwantowa" robimy wielkie oczy, a na miejscu pierwszym jest mechanika i budowa maszyn. Pójdę, bo to takie modne stąd pewnie i zarobić po tym można. Zresztą po co wybierać kierunek zgodnie z naszymi zainteresowaniami, przecież nie idzie się tam po to aby się uczyć. Sesje jakoś się odbębni najważniejsze jednak są te słynne, studenckie domówki na których obowiązuje zasada ,,co się dzieje na melanżu, zostaje na melanżu" i zawsze kończą się wizytą panów w mundurach, którzy przybili na wezwanie sąsiadów z powodu nadmiernego hałasu. Jest to również wspólne imprezowanie z sąsiadami w akademikach po których zazwyczaj ktoś budzi się z wymalowanymi na twarzy niecenzuralnymi obrazkami wymalowanymi markerem, ponieważ jako pierwszy ,,odpadł". 

Są jednak Ci bardziej ambitni, którzy wybór kierunku na uczelni wyższej mają zaplanowany już od czasów, kiedy zaczęli sami wiązać buty bez niczyjej pomocy. Marzyli o tym by ratować ludzkie życia na stołach operacyjnych bądź też bronić ich niewinności na salach sądowych. Przygotowywali się pilnie do matury, osiągnęli zadowalające wyniki aby dostać się na listę tych szczęśliwych wybrańców i przyjęci zostali do prestiżowych szkół z wielkimi oczekiwaniami i nadzieją na to, że poznają wiedzę, którą zawsze chcieli posiąść i która umożliwi im dalszą karierę w wymarzonym od zawsze zawodzie.

Oczekiwania vs rzeczywistość

Imprezy rodem z amerykańskich filmów!
Przyznaj się szczerze ile to głupawych, amerykańskich komedii w życiu obejrzałeś. Głównie są to opowieści o młodych, często dobrze sytuowanych ludziach, którzy idą do college, mieszkają w domach studenckich, przystępują do różnych bractw i innych podobnych organizacji. Na zajęcia chodzą jedynie po to, aby w przerwie na lunch obgadywać na stołówce (gdzie każda grupa ma zaklepany swój stolik do którego pod żadnym pozorem nie może przysiąść nikt obcy) znajomych, którzy nie należą do ich elitarnej ,,paczki". Najczęstszą ich rozrywką są wyjazdy na plaże, gdzie wszyscy przy ognisku piją kolorowe drinki z papierowych, koniecznie CZERWONYCH kubków lub też imprezy nad basenem gdzie w pijackim szale wszyscy tańczą w rytm muzyki wydobywającej się z ogromnych głośników najlepszego w mieście DJ'a. U nas imprezy są domówkami gdzie na stołach goszczą chipsy i paluszki z Biedronki, kończące się mandatem za zagłuszanie spokoju. Zresztą i tak nie odbywają się tak często, a to bo jeden ma jutro kolokwium, ktoś inny z kolei ma poranną zmianę w pracy, a Aśka pokłóciła się z Beatą więc nie pójdzie. Nie tego oczekiwałeś, prawda?

Dobrze dobrze, skoro nie niezapomniane imprezy
 to studia to przecież absorbujące wykłady! 
Na owych zajęciach dowiesz się niesamowicie ciekawych rzeczy, które poszerzą Twoje zainteresowania i pozwolą na odkrycie nowych pasji! 
Tak myślałeś przed pierwszym przekroczeniem uczelnianego progu. Jednak mija się to z rzeczywistością, kiedy słyszysz już na pierwszym wykładzie monotonny głos wykładowcy tłumaczącego nieprzerwanie przez trzy godziny wykładu skomplikowane prawo sylogizmu hipotetycznego lub rozwiązujecie zadania typu:
,,Jan jest w swoim domu i Basia jest w domu Jana tylko wtedy, gdy nie jest tak, że jeżeli Jana nie ma w swoim domu, to Basia nie jest w domu Jana." (autentyk z kolokwium). Wtedy wszyscy zamiast przebierać paluszkami i pilnie wykonywać notatki na swoich laptopach grają w pasjansa, odświeżają Facebooka kilkadziesiąt razy na minutę, robią sobie ukradkiem selfie na Snapchacie i liczą jedynie na to, że profesor ma serce, zlituje się nad biednym człowiekiem i puści wcześniej do domu.

Sesja to przygoda, gdzie będę mógł 
sprawdzić swoją wiedzę i popisać się swą elokwencją! 
Udowodnię tym samym swoje przygotowanie i ciężką pracę zdobywając uznanie szacownych profesorów. 
Pewnie. Zwłaszcza, że nauka na egzamin niezwykle często wśród studentów to maraton nad książkami, które widzą na oczy po raz pierwszy 24h przed egzaminem z nadzieją, że będzie test A,B,C i coś się wystrzela. Przed nauką do egzaminu jeszcze na jednego szybkiego dla rozluźnienia, który kończy się powrotem do domu w godzinach porannych w sam raz by za parę godzin dzielnie zasiąść przed kartką i popisać się swoją nabytą widzą. Jednak jak to mówią: ,,Bez spiny, są drugie terminy", a potem kampania wrześniowa. 


Poznam nowych ludzi i
 nawiąże przyjaźnie do grobowej deski!
Prawda jest jednak taka, że przy trzystu osobach na roku większość nawet i po pięciu latach studiów jest dla siebie zupełnie anonimowa. Większość jednak przypomina o sobie zwłaszcza wtedy kiedy zbliża się sesja, a na wykładach pełnili rolę jedynie dekoracyjną i potrzebują materiałów. Wtedy zaczyna się: ,,Kochana wyślesz mi wykłady z logiki, legislacji i może jeszcze z postępowania egzekucyjnego? Przecież z Ciebie taka pilna studentka, masz pewnie najlepsze na całym roku!
Jeszcze gorzej jest kiedy zbliża się koniec wzajemnego studiowania i daje się wśród niektórych odczuć presje z powodu tego, że niedługo będziemy dla siebie potencjalną konkurencją na rynku pracy. Zaczyna się wówczas wyścig szczurów i wzajemne podkładanie sobie kłód pod nogi.Wtedy to dopiero jest zabawa!

Z góry wyjaśniam. Oczywiście tekst napisany został z przymrużeniem oka i nie mówię tu o wszystkich studentach. W żadnym wypadku!
Wpis ten wynika jednak z wieloletnich obserwacji jakich miałam możliwość dokonać w ciągu mojego studiowania oraz opowiadań moich znajomych.

Dzisiaj studia są oczywistym wyborem, który często jednak ma charakter zupełnie przypadkowy.
Sama wybrałam kierunek zgodnie ze swoimi zainteresowaniami i planami co do dalszej kariery zawodowej. Nie kierowałam się modą, namowami znajomych czy rodziny i wyboru nie żałuję.
Nie krytykuję tu jednak tych, którzy sami wybrali kierunek metodą chybił-trafił jeżeli tylko w ich zamyśle było dalsze kształcenie się i rozwój. W młodym wieku ciężko jest bowiem być pewnym tego czym chcielibyśmy zajmować się przez resztę życia. Chodzi mi raczej o przypadki kiedy młodzież wybiera wyższą uczelnię tylko ze względu na uzyskanie stosownego dokumentu i zaznanie studenckiego życia.
Choć ja byłam pewna co do swojego wyboru, na roku jednak znaczna część moich znajomych wybrała ten kierunek: ,,bo jest po tym praca". Teraz biedni męczą się przyswajając treści, które ich kompletnie nie interesują lub zrezygnowali po roku lub dwóch.
Studia nie są dla wszystkich i nie każdy powinien być studentem. Marnowanie w najlepszym przypadku trzech lat tylko po to aby wpasować się w pewne ramy uważam za marnotrawienie czasu i potencjału młodych.


A Wy, jesteście zadowoleni z Waszych studiów? :-)
Czy wasze wyobrażenie o studiowaniu się spełniło 
czy zawiodło Wasze oczekiwania i rozczarowało
Czy dzisiaj rzeczywiście wiele młodych osób 
idzie na studia z przypadku