Latest Posts

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Motywacja. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Motywacja. Pokaż wszystkie posty


Jest godzina dwudziesta trzecia czterdzieści osiem, zegar nie kłamie, wskazówki pędzą do przodu, a Ty nagle doznajesz olśnienia, że choćbyś wyjęła z nich baterię nie powstrzymasz upływającego czasu. Trzeba się zatem spieszyć. Wybiegasz z domu w spodniach od piżamy w brązowe misie i puchowych kapciach z podobizną różowych świnek. Pomnik dla tego co wymyślił markety całodobowe! Dział z mrożonkami nie, karma dla zwierząt nie, artykuły łazienkowe to też nie Twój cel. Nagle dobiegasz do punktu docelowego Twojej wyprawy: alejka ze słodyczami. Masz niewiele czasu, a ściana kolorowych pudełek przed Tobą zdaje się nie mieć końca. Ciasteczka, tabliczka mlecznej czy może żelki? Ostatecznie zdajesz się na kobiecą intuicje myśląc w duchu: ,,nie zawiedź mnie, nie teraz!" i chwytasz pierwszy lepszy produkt jaki trafi w Twoje ręce. Przy kasie orientujesz się, że wybrałaś ciastko przypominające kapeć marki owego supermarketu. Nieważne! Obracasz do góry nogami portfel z którego wysypują się dziesiątki miedziaków, które z brzękiem rozsypują się po kasie. Pani ekspedientka patrzy na Ciebie wzrokiem Kuby rozpruwacza jednak przykleja uśmiech i pyta czy nie chcesz się skusić na pilniczek do pękających pięt w promocyjnej cenie. Kiedy wreszcie docierasz do domu zostają dwie minuty, rozrywasz w szale pudełko, a tam jeszcze natrafiasz na folijkę szczelnie opatulającą ciasteczko. Pewnie po to, aby zachować dłużej jego wątpliwą świeżość... Męczysz się z nylonowym tworem szczelnie przywierającym do Twojego skarbu, ale wkrótce Twoje wypielęgnowane przez kosmetyczkę paznokcie dają sobie z nią radę. Musisz chyba w podziękowaniu wysłać jej bombonierkę, to trzygodzinne opiłowywanie ich nie okazało się jednak stratą czasu. Umazana jagodowym dżemem wypływającym z placka patrzysz na zegar, który bije dwanaście razy, pojawiają się fajerwerki. Nie nie to nie metafora, za oknem naprawdę dojrzeć można kolorowe snopy światła. Mamy nowy rok, a Ty właśnie zgodnie z postanowieniem rozpoczynasz najtrudniejszy etap w swoim życiu - miesiąc bez słodyczy.

Grudzień to wyjątkowy obfitujący w ogrom wrażeń miesiąc oznaczający dwie rzeczy: Po pierwsze to radosny czas świąt, ale też gonitwa po sklepach, kolejki oraz nie oszukujmy się to czego wszyscy oczekujemy najbardziej wielkiego ucztowania... Drugim najważniejszym momentem jest zerwanie ostatniej karty z kalendarza kiedy dokonujesz przerażającego odkrycia upływającego czasu i faktu, że jesteś coraz starszy (ale nie mądrzejszy...).W związku z tym postanawiasz nagle stać się odpowiedzialny i podejmujesz decyzje: całkowicie odmienię swoje życie. Tak też rodzi się inicjatywa sporządzania listy, której zawężyć do minimalnej liczby podpunktów okazuje się trudniejszym zadaniem niż streszczenie wszystkich ksiąg Pana Tadeusza. Noworoczne postanowienia. Nagle decydujesz, że zostaniesz maratończykiem, wyhaftujesz Damę z Łasiczką metodą krzyżykową i posprzątasz piwnicę do której nigdy nie schodzisz, bo boisz się, że w obliczu labiryntu składowanych tam rzeczy zgubisz się i nigdy już nie dojrzysz światła. Wielkim planom nie ma końca, a Twoja motywacja sięga zenitu. Do czasu. Nadchodzi luty, a Twoja silna wolna ulatnia się niczym powietrze z kolorowego balonika. Ulubione pączki leżące obok fit bułeczek w Twojej piekarni masz wrażenie, że pokryte zostały warstwą dodatkowego lukru. Głupawy serial, który ściągałeś nocami z Internetu na który miałeś już nie tracić czasu, aby poświęcić się pisaniu pracy magisterskiej ogłoszony został jako największy hit ramówki kanału TV i puszczają go pięć razy dziennie. W nocy natomiast dodatkowo lecą powtórki dla tych zapracowanych. Nagle tak z dbałością układany niczym domek z zapałek plan legł gruzach, a lista może posłużyć jako rozpałka w kominku. Jak odmienić ten niechybny los? 

Tylko czego Ty tak naprawdę chcesz?
Chwytanie za długopis i sporządzanie listy 12970038520 pozycji tak naprawdę nie ma sensu, dorobisz się jedynie odcisków na palcach. Zanim dobijesz połowy doczekasz się gromadki, która w styczniu z okazji Twojego święta przynosić będzie Ci laurkę z kwadratem i dwoma kółkami, co okaże się być Twoją podobizną, a ich rodzice bujany fotel i zapas włóczki do szalików, które będziesz wykonywać na drutach. Ewentualnie zaprzesz się i zrobisz wszystko... ale na pół gwizdka. Zamiast namalować obraz zrobisz wyłącznie szkic, zamiast długiego i żmudnego kursu na prawo jazdy gdzie musisz wykonać zadanie: 30h jazdy po mieście bez przejechania czegokolwiek co oddycha zrobisz na rower. Lepiej zastanowić się nad tym co naprawdę chcielibyśmy osiągnąć w tym roku i poświęcić temu na sto procent.

Mamy czas mamy czas czas nie goni nas...
Największy błąd, powodujący niepowodzenie w 99,99999% przypadków czyli myślenie: ,,Zmienię całe swoje kilkunasto, kilkudziesięcioletnie życie w jeden miesiąc albo lepiej tydzień, a może uda się w trzydzieści minut to jeszcze zdążę do kosmetyczki na regulację brwi".
Oczekujesz, że już po kilku dniach starań zamówiłbyś w ojczystym języku sushi w Tokyo bez obawy, że zamiast ryżu dostaniesz ośmiorniczkę przygotowaną na sześć sposobów. Sądzisz iż po paru wizytach w siłowni Twoje koleżanki na widok figury podejrzewać Cię o przejście zabiegu odsysania tkanki tłuszczowej w klinice medycyny estetycznej. Tak. Się. Nie. Da. Może prawda brutalna, ale im szybciej zdasz sobie z tego sprawę tym prędzej zaczniesz działać, a jak sam widzisz czas ma tu kluczowe znaczenie.

Małe potknięcie to nie upadek na twarz
Każdy ma chwile słabości. Naprawdę wierz mi, że nawet najsłynniejsza trenerka fitness w Polsce obchodząca imieniny w Wigilię też miewa wieczory kiedy zakopuje się w pościeli z paczką serowych chrupek. Właśnie dostałeś zlecenie od szefa zrobienia dodatkowego raportu, którego sam nie może sporządzić z racji nagłego służbowego wyjazdu. Bardzo ubolewa, że musi wyjechać na spotkanie z klientami odbywające się w pięciogwiazdkowym hotelu z widokiem na ocean i naprawdę zazdrości Ci, że możesz poświęcać długie godziny na tak odpowiedzialne zadanie przy minus dwudziestu za oknem, a on biedny musi tarabanić się długie godziny w pierwszej klasie najnowszego Airlinga... W takiej chwili konieczne jest wręcz sięgnięcie po kostkę czekolady, rozgrzeszyłby Cię z tego każdy sąd i trybunał. Małe odstępstwo od założonego wyzwania nie musi jednak stanowić przesłanki do rezygnacji z jego ukończenia. 

Chwal się, a co! 
Dokumentuj swoje postępy. Rób zdjęcia, mogą być nawet te z użyciem statywu do selfie. Wieszanie zdjęć nad łóżkiem uznasz pewnie za przeżytek... Na szczęście Twórcy portali społecznościowych wychodzą na przeciw potrzebie nowożytnych czasów tworząc internetową tablicę. ;-) Możesz jednak na chwilę wrócić do starodawnej metody zapisu informacji w formie ręcznej i spisywać sukcesy. Jestem pewna, że w domu znajdziesz gdzieś jeszcze jakiś działający długopis zamiast wyłącznie pięciu rodzajów klawiatur. Nic tak nie motywuje jak utrwalony w formie wizualnej sukces na który możesz spoglądać z dumą i pokazywać każdemu kto przekroczy Twój próg nieważne czy to wybranek serca czy sąsiad, który przyszedł z prośbą cukier. Możesz zrobić transakcje wymienną, on przeczyta całą Twoją książkę, którą napisałeś, a Ty w zamian pożyczysz mu dwa jajka. 

To co lubimy najbardziej...
Czas na małe przyjemności. To się sprawdza od wieków. Mówię o transakcji wymiennej: coś za coś. Za każde otrzymane od kolegi notatki powinno ofiarować się butelkę wina, a za pożyczenie przyjaciółce spódniczki niezbędna jest czekolada karmelowa z orzeszkami. Idąc tym torem za każdy sukces potrzebna jest nagroda, a za wysiłek i włożony trud należy się odpoczynek i relaks. 

Wytrwanie w noworocznych postanowieniach nie bywa najprostszym zadaniem. Pierwszy styczeń bowiem przybiera postać kata i oznacza często oprócz kaca ciężką pracę i zerwanie z wieloma przyjemnościami, nałogami. Nie musi tak jednak być! Starajmy się osiągnąć lepszą wersję siebie pamiętając jednak o celebracji tego co najważniejsze, zachowaniu porządnej kondycji zdrowia i spokoju ducha. Mówiąc językiem młodzieżowym po prostu: nie zajedźcie się! ;-)

Macie przygotowane postanowienia na nowy rok? :-)
Pochwalcie się!
Za rok wrócimy tutaj i sprawdzimy 
czy jeszcze o nich pamiętacie i co udało Wam się zdziałać
Podzielcie się również Waszymi sposobami jak wytrwać w swoich planach. :-)

Korzystając z okazji wszystkim moim wspaniałym czytelnikom chciałabym życzyć na ten nowy rok tylko tego co piękne, wartościowe i dające radość. Aby spełniły się wszystkie wasze plany, marzenia i założone cele. Nie pozostawiajmy jednak wszystkiego tylko losowi.
Sprawmy sami, aby to był nowy, lepszy rok! :-)




Wpatrujesz się w niego licząc, że wzrok Twój zadziała skuteczniej niż promienie rentgena i odkryjesz jego tajemnicze wnętrze. Tak bardzo jesteś ciekaw co kryje w środku... Opakowanie kusi z każdej strony, połyskuje, niemal świeci, aby tylko tym zachęcić Cię do bliższego poznania. Wyciągasz rękę, dotykasz końcem małego palca i momentalnie cofasz choć to przecież nie gorący czajnik i nie powinien parzyć. A jednak to robi! To jednak nie temperatura Cię parzy, a wyrzuty sumienia. Rumiane i błyszczące jabłko w ogrodzie Adama i Ewy to przy nim pikuś, to jest dopiero wyzwanie silnej woli. Nerwowo rozglądasz się na boki czy nikt nie patrzy, a kiedy uświadamiasz, że w pobliżu nie ma nikogo kto przyłapałby Cię na gorącym uczynku dokonujesz swojej zaplanowanej z każdym detalem zbrodni. Jednym gestem pochwycasz go w dłonie i biegniesz przed siebie, jak złodziej z workiem pieniędzy uciekający przed policyjnymi radiowozami. Ty jednak masz o wiele większy skarb i wyrok za to przewinienie też o wiele boleśniejszy. Zamiast jednak dziesięciu lat w zawieszeniu otrzymujesz karę.... dziesięciu dodatkowych gram w biodrach. Tak tak, to on, cukierek Twoja największa pokusa i źródło wszelkiego zła. To on właśnie powoduje, że wyzwanie ,,30 dni bez słodyczy" kończy się szybciej niż zdążysz kliknąć w ,,dołącz do wydarzenia" o tej nazwie na Facebooku. Myślisz, że masz silną wolę jednak jedno spojrzenie i słyszysz niemalże jego błagalne szeptanie ,,weź mnie" i nie masz serca mu odmówić. To nie Twoja wina zatem, po prostu szkoda Ci biedaka, aby tak sam leżał na zimnym talerzyku...

Potrafisz odmówić sobie takiego małego (haha, dobre sobie!) grzeszku? W takim razie serdecznie gratuluję - powinieneś zdobyć puchar, medal i naklejkę ,,dzielny pacjent" w nagrodę. Jednak poza faktem, że zmieścisz się w bikini, które kupiłaś na zimowej wyprzedaży, które na Ciebie nie pasuje wszak o dwa rozmiary za małe, ale kupiłaś z myślą, że do wakacji zdążysz TY dopasować się do NIEGO okazuje się, że możesz uzyskać znacznie więcej. Okazuje się bowiem, że masz większe predyspozycje, aby osiągnąć sukces.
Jednym szczebelkiem na diabelsko stromej drabinie sukcesów jest bowiem...
samokontrola.

Bijące po oczach czerwienią znaki z wymalowanym na biało czteroliterowym słowem na literę S... nie, nie mówię tu o znaku STOP, a SALE. Widząc je przed oczami jak tu opanować emocje i nie kupić czarnego rozpinanego sweterka. Masz już co prawda podobnych osiemnaście, ale ten ma KWADRATOWE guziki, takich jeszcze nie masz! Wow.

Pikanie karty kredytowej zwiastujące, że transakcja została zaakceptowana i zostałaś dumną właścicielką Twojej zdobyczy sprawia, że w mózgu dzieją się procesy, które wywołują konkretne emocje. Tutaj nie oszukujmy się - natychmiastowe poczucie satysfakcji. To mózg jest odpowiedzialny za nasze reakcje - skaleczyłeś się? Płaczesz (i rzucasz słowem na k...) . Słyszysz głośne łubudu i chociaż to tylko mały kociak, oczekujesz mężczyzny z siekierą i uciekasz przed siebie. Główki nasze sprawne mają jednak jeszcze drugi system, będący ratunkiem i wybawieniem dla widma pustki ziejącej z portfela. Chłodny, ten zaś odpowiada za tą stronę, która wywołuje u nas racjonalne i mądre decyzje, nie podyktowane emocjami. Choć z tym to jednak i tak bywa różnie...

Chcesz zatem wiedzieć jak nie kupić tej wypasionej 300gramowej białej czekolady z orzeszkami, płynnym karmelem i różową cukrową posypką za jedyne 3,99? Jak wiesz to mi powiedz!
Metoda na odmawianie i zachowanie silnej woli jest jednak bardzo prosta - wycisz emocje,
Zamiast podejścia na gorąco, zdystansuj się i pomyśl o ewentualnych wadach. Wszystkie negatywne skutki skutecznie odwiodą Cię od złamania postanowienia.

Z drugiej strony, niektóre nasze cele i związane z nimi wyrzeczenia z reguły wydają się nam tak trudne, aby nie powiedzieć niewykonalne... że z miejsca rezygnujemy czasami nawet nie zaczynając. Przecież tego streszczenia nie da się zrobić w godzinę! (Pewnie by się udało, bo szef dał Ci to do zrobienia trzy dni temu, ale przecież Ty zawsze ,,zdążysz"). Dlatego... uatrakcyjnij je! Kupiłaś uroczą skarbonkę z różową, pulchniutką świnką na kluczyk. Ten oddałaś przyjaciółce, zaklinając, prosząc i błagając, że choćbyś czołgała się przed nią całą drogę na uczelnie, a która jest na drugim końcu miasta, choćbyś ofiarowywała w prezencie te szpilki, których ta skrycie Ci zazdrości i próbuje wykraść kiedy szykując się na imprezę bierzesz prysznic... pod żadnym pozorem Ci go nie dawała. W efekcie... nie wrzuciłeś tam ani grosika. Zatem wizualizuj sobie nagrodę! Zobacz oczyma wyobraźni swoją nową, wartą najnowszego modelu Mercedesa z salonu sukienkę, która wywoła u koleżanek wzdychanie zazdrości, a u kolegów... zachwytu. Teraz jestem pewna, że każde sto złotych podarowane od dziadka ,,na drożdżówkę w sklepiku" powędruje właśnie do niej.

Często jednak nie możemy udawać bezradnych, zagubionych owieczek jak dziecko, które robi najsłodsze, maślane oczy, łapie za fartuszek i broni się słowami: ,,ale mamusiu moja kochana ja wcale nie pomyślałem, że kopiąc piłką w ścianę sąsiada mogę zbić mu okno". Ulegamy bowiem pokusom... z premedytacją. W myśl: ,,kto bogatemu zabroni". Wiemy, że nie powinniśmy. Wiemy co robić, aby aureola nadal wisiała nad naszymi głowami, a jednak z chytrym uśmiechem zacieramy rączki i robimy z niej ringo wypuszczając przed siebie niczym w tej popularnej zabawie.
Wiedzieć jest rzeczą ważną. Ważniejszą jednak... czego tak naprawdę chcesz? Pozostać w postanowieniu czy ulec? :> 

O Twych błękitnych niczym ocean oczach w których toną wszyscy koledzy na uczelni przez co we wrześniu nie stoją za ladą mówiąc ,,proszę o drinka Cosmopolitan" ale stoją za biurkiem pana dziekana błagając: ,,proszę o trzy". możesz powiedzieć, że odziedziczyłaś po mamie. Samoontrola i silna wola natomiast nie jest wrodzona - może być tylko wynikiem Twojej pracy.

A u Was? :-)
Macie silną wolę i potraficie wytrwać w postanowieniu? 
Podzielcie się sposobami na to jak nie dać się skusić na drobne odstępstwa...! 
Zwłaszcza w sklepie ze słodyczami... ;-)


Po angielsku mówi każdy, niemieckim też już większość ,,sprecha", chińskie znaczki też już wszystkie znasz i wiesz, że tatuaż koleżanki to wcale nie znane chińskie przysłowie tylko ,,kurczak w pięciu smakach".  To może teraz dla urozmaicenia nauczysz się wesołej czeskiej mowy i przy piwku ze znajomymi będziesz mógł rozbawić zebranych, że dziś pod oknem biegał Ci drevni kocur, buty tak Cię obtarły w tańcu, że przydałby Ci się naplast na kure oko, poza tym chyba będzie padać więc pytasz czy ktoś ma smaticka na paticku. W rzeczywistości w każdym języku, którego tak pilnie się uczysz umiesz się wyłącznie przedstawić, ponieważ w poniedziałek mówisz: ,,My name is..." we wtorek już to samo jednak brzmi inaczej ,,Me llamo Ludmiła" i nie masz już czasu na całą resztę trudnych do zapamiętania słówek. Poza troską o zwoje myślowe, nie możesz też zapominać o opakowaniu. Nawet najsmaczniejszy bowiem homar z małżami św. Jakuba w sosie veloute nie będzie smakować jeżeli podany zostanie na wyszczerbionym, duraleksowym talerzu z plastikowymi sztućcami i świąteczną serwetką w kolorowe pisanki. Stąd zapisałaś się na wszystkie zajęcia fitness i dodatkowo pomyślałaś o kursie salsy, coby na weselu przyjaciółki zachwycić gości swoimi obrotami i przy okazji może zwrócić nimi uwagę samotnego jak już się zdążyłaś dowiedzieć brata pana młodego. Po wykonaniu jednak trzech tysięcy podnoszeń hantli jedyne na co masz ochotę to zrobić z nich użytek w bardziej pożyteczny sposób i cisnąć nimi w panią instruktor. Koniec końców na  wieczornych zajęciach tanecznych zamiast kręcić piruety niczym gwiazda gorączki sobotniej nocy podpierasz ścianę tłumacząc to obawą o jej zawalenie. Karnet jednak wykorzystany jest do ostatniego wejścia, a to, że po miesiącu umiesz zrobić dwa podstawowe kroki w przód i w tył nie stanowi problemu.

Przepraszam Pana, gdzie znajdę sklep z wolnym czasem?
Ponieważ 24 godziny to zdecydowanie za mało, przydało by Ci się tak z 397543296 co najmniej, za to zadań lista dłuższa niż prezentów w liście do Mikołaja twojego dziecka. Chcąc dokonać wszystkiego robisz najczęściej wszystko na ,,raz", aby ze wszystkim zdążyć i tak naprawdę... nie robisz nic.

Przyznaj się, nie zrezygnujesz. Nie, nie, przecież kto ma dać radę jak nie Ty? Rezygnacja = porażka, to dla Ciebie synonimy. Chcesz dopasować się do ducha nowoczesnego świata i postępu, człowiek XXI wieku mający wiele fachów w ręku, ekspert w każdej dziedzinie. Przecież ówczesne tempo tego wymaga, to nie jest miejsce dla ludzi bez ambicji, dla nieprzedsiębiorczych, nieinwestujących w siebie. Dlatego do wypełnionego kalendarza doklejasz już kartki, bo nawet najdrobniejszym maczkiem nie masz gdzie zapisywać już dodatkowych zadań.

Nie ugryzł Cię radioaktywny pająk, nie musisz być spidermanem
Nikt z nas nie jest superbohaterem, nie mamy czerwonej peleryny i nasze zdolności mają pewne granice. Czasu dodatkowego też nie kupisz nawet jeżeli stać Cię, ponieważ właśnie odziedziczyłeś spadek po prababce ciotki Twojego kuzyna i Twoje konto powiększyło się o kilka dodatkowych zer. Możesz przeszukać allegro od góry do dołu jednak poza chińskimi pędzlami do makijażu nikt nie wystawił dodatkowych minut ,,kup teraz". 
Naprawdę ten dodatkowy kurs koreańskiego jest Ci potrzebny kiedy będąc w McDonald's u przyjaciół zza zachodniej granicy nie wiesz jak poprosić o dodatkowy plaster sera w Cheeseburgerze? Te zajęcia karate tłumaczysz troską o własne bezpieczeństwo, a i tak nosisz paralizator w swojej mini torebce, a wszędzie jeździsz taksówką, ponieważ boisz się nocnych. 

Łapiesz za ogon wiele srok, patrzysz w dłoń, a tam? Nic, byle nawet piórka. Natłok za to zadań powoduje, że zamiast robić wszystko dalej, przestajesz robić wszystko. Wielozadaniowość dzisiaj często stawiana jest na równi z pojęciem ,,rozmienianie się na drobne'' okazuje się bowiem, że zamiast skupić się na jednej, właściwej rzeczy robimy cały wachlarz niepotrzebnych. Spróbuj innej matematyki, znacznie prostszej wszak odejmowania uczyłeś się w klasie 1-3, a mnożenie i ułamki pojawiły się dopiero pod koniec podstawówki. Zatem zamiast mnożyć - odejmuj. 

Podziel też
Określ priorytety. Jestem pewna, że masz ich wiele. Jedne jednak są ważniejsze, inne mniej, a będzie także i taki utożsamiany z flagą zatwierdzoną na Mont Evereście - top Twoich celów, marzenie, święty Graal. Nie wywieraj zatem na sobie presji, która faktycznie, bywa motywująca, ale potrafi po pewnym czasie równie silnie przytłoczyć i odebrać chęć do działania. Dyscyplinujesz się uważając, że to skuteczna metoda. Na początku? Z pewnością, po pewnym czasie dyscyplina zamieni się na pasujący do niej rym - rutyna, a dalej obowiązek i czynność, którą wykonujesz z przymusu. Kto z was lubi być przymuszany? Pamiętacie te czasy kiedy mama próbowała Was nakłonić do zjedzenia tej przepysznej przecież przetartej, ugotowanej, papkowatej marcheweczki mówiąc: ,,otwórz buzię jedzie lokomotywa"? No właśnie, to jest równie przyjemne. 

Angażując się w jedno, nie stracisz czasu na to co niepotrzebne, za to całe serce włożysz w to, co przyniesie Ci najwięcej satysfakcji i sukces o którym tak marzysz. Nie rezygnuj jednak całkowicie też z tych mniej istotnych rzeczy - zachowaj odpowiedni balans. Aby czegoś dokonać potrzebujemy lawiny, niczym domino - przewracasz jedną rzecz, a za nimi idą kolejne. Zacznij więc od jednej, tej najważniejszej, pierwszej kostki, a pozostałe też pójdą w ruch. Boimy się, że skupiając się na jednej rzeczy, w innych sferach zapanuje chaos? Nigdy jednak nie jesteśmy w stanie zapanować nad wszystkim, musimy zatem przyjąć stan rzeczy takim jaki jest. Inna trudność to nauczenie się mówić ,,nie" asertywność bowiem to nieodłączny element angażowania się w to co naprawdę ważne, a odmawianiu tym o mniejszym znaczeniu. Zatroszcz się o siebie - by zarządzać skutecznie własną energią, trzeba ją przede wszystkim mieć. 

Nowy trend, aby skupić się na tym co najważniejsze to w dzisiejszych czasach coś nietypowego. Obecnie promuje się wyłącznie prężne działanie, stąd oferty w Internecie na kursy jodłowania, grania na dudach wyrastają niczym grzyby po deszczu. Jednak dla własnego zdrowia i za nim warto od czasu do czasu podążyć. Osiągajmy wiele, otwierajmy się na nowe doświadczenia jednak nie zatracajmy się w tym co nie jest tego warte, bo prawdziwy sukces w najlepszej dziedzinie przemknie nam obok nosa... z braku czasu, sił i chęci.  

Czy Wy także często wpadacie w pułapkę wielozadaniowości? 
Bierzecie na siebie zbyt wiele i w końcu... 
zapominacie o najważniejszym celu? :-)





Czym jest sukces?
Pewnie ile osób bym nie spytała tyle uzyskała zupełnie odmiennych odpowiedzi. Dla jednych to gromadka małych diabełków po których zabawie dom wygląda jak po spotkaniu z buldożerem, a ich ulubioną rozrywką jest udawanie myśliwych i polowanie na Waszego kota Mruczka. Dla innych będzie to nazwanie według jego autorskiego przepisu własnym nazwiskiem dania, które wpisane zostanie w kartach wszystkich restauracji świata i nawet w Pakistanie będzie można zamówić ,,roladki Nowaka". Jeszcze inni osiągną spełnienie dopiero poprzez siedzenie w skórzanym fotelu w swoim gabinecie wielkości stadionu narodowego z widokiem na plaże, a co ważniejsze na opalające się na niej turystki. 

Sukces ma wielu ojców, wie to każdy kto stoi na samej górze drabiny osiągnięć patrząc z niej na biednych tych co jeszcze dotykają stopami ziemi.
Czasem wystarczy zwykłe szczęście. Poznanie ,,właściwego" człowieka, który ukierunkuje Cię na właściwe tory i wprowadzi Cię do baseniku pełnego biznesowych rekinów gdzie staniesz się jednym z nich - wielkim producentem płatków śniadaniowych.
Czasami również bliskie zaprzyjaźnienie się z drugą osobą, pomaga na zmianę stanowiska z asystentki prezesa, zajmującą się tak ważnymi czynnościami jak wkładanie papierów do niszczarki, której dźwięk słyszysz częściej niż dzwonek w telefonie na jego zastępczynię - zawsze jest wtedy pretekst do wspólnych ,,służbowych" wyjazdów we dwoje.
Może zdarzyć się także i tak, że patrzysz pod nogi sądząc, że właśnie wypadł Ci paragon za nowe buty, a wiedząc doskonale, że za trzy miesiące jak znasz życie będzie Ci potrzebny do ich reklamacji schylasz się i sięgasz malutki papierek. Okazuje się być kuponem w totolotka, czyniącym z Ciebie najbogatszego człowieka w kraju i jeszcze tego samego dnia kupujesz apartament na Malediwach.
Najczęściej jednak sukces poprzedzony jest ciężką i wieloletnią pracą choć pewnie wolelibyście usłyszeć, że każdy z Was pewnie niedługo dostanie telefon, że odziedziczył po kuzynie chrzestnej ciotki z drugiej linii od strony matki dworek w Malborku i prywatny odrzutowiec.

Sukces to podjęcie decyzji, początkowo od wizualizacji w głowie do podjęcia kroków do urzeczywistnienia ich. Często jednak te kroki to raczej nie spacer bosymi stopami po pokrytej rosą trawie, a raczej ostrych głazach raniących do krwi. To zniechęca, nie wmawiaj mi, że nie. Jak później będziesz wyglądać w tych nowych sandałkach z taką poranioną skórą? Co zatem robisz? Zniechęcasz się i rezygnujesz. 
Można jednak zastosować pewne metody, które szybciej przybliżą nas do sukcesu i uczynią tą wspinaczkę po drabinie łatwiejszą, bo na windę nawet nie masz co marzyć. 

Nie zrażaj się, że są od Ciebie lepsi 
Zdaje sobie sprawę, że wielu uważa, że są niedoścignieni w swojej dziedzinie. Zazwyczaj wygłaszają to głośno w towarzystwie niczym kibice piosenki o swojej ulubionej drużynie. Pewność siebie jest bardzo ważna jednak oceńmy realnie swoje możliwości i fakt, że raczej trudno być we wszystkim najlepszym wśród 8 miliardów żyjących obok innych ludzi. To jednak, że Adam wylicza te tabelki w dwa razy krótszym czasie od Ciebie choć próbowałeś już ze stoperem w ręku pobić ten rekord nie czyni Cię gorszym. Zamiast nazywać siebie nieudacznikiem zawsze możesz podpytać kolegę o jego patent. Czerpanie z wiedzy innych, bardziej doświadczonych nie czyni nas słabszymi. Poniżanie ich natomiast często z zazdrości nie tylko spowoduje, że nie dowiesz się niczego nowego, ale i będziesz chodził wiecznie sfrustrowany, a wszystko jest ,,takie niesprawiedliwe". 

Nie rób kopiuj-wklej
To przejdzie wyłącznie podczas robienia projektu na zaliczenie z Filozofii prawa przy wykorzystaniu wujka Google i cioci Wikipedii. Informacje możesz powielać z Internetu, natomiast zachowanie innych - tu już słabo. Zamiast iść ścieżkami innych toruj własne. Pewnie, że te wydeptane są już sprawdzone i mogą pozwolić na uniknięcie rozczarowań, ale jak zdobywać doświadczenie bez odbijania się od ścian? Skąd będziemy wiedzieć jaką wybrać metodę by okazała się najlepsza jeżeli znać będziemy wyłącznie jedną z nich? 

Wyłącz się na głos innych 
Słuchanie mądrych rad jak najbardziej jednak poddawanie się ślepo sugestiom innych dotyczących porzucenia planów, bo to z góry nieudana inwestycja i ,,bezsensu" już nie. Choćby mówili, że Twój pomysł na prowadzenie działalności wytwórczej sprężynek do długopisów jest słaby, nie poddawaj się. Warto wierzyć w swój projekt i bronić go do końca. Nawet jeżeli w dobie XXI wieku ludzie piszą już wyłącznie na tabletach i smartfonach, a długopisy wykorzystują tylko przy grze w pokera, ponieważ na coś trzeba grać, a pieniędzy szkoda. Jednak próbuj. Zaufaj intuicji i nie daj się złamać kiedy przyjaciele będą żartować po cichu i mówić, że z pewnością Ci się nie uda. 

Wyróżnij się, pokaż 
Od chowania się za filarem jeszcze nikt nigdy sukcesu nie osiągnął. Takie zachowania są zrozumiałe wyłącznie na weselach kiedy wodzirej próbuję Cię wyciągnąć do zabawy byś ku uciesze gości zatańczył ,,Jezioro łabędzie" lub zaśpiewał ,,Like a Virgin" Madonny. Zamiast jak zwykle stać w linii z innymi wyjdź przed szereg i pokaż, że nie jesteś wyłącznie jedną z piętnastu Zosi w Firmie, ale Zofią Kowalską. Stwórz z nazwiska własna markę - niczym Pepsi. Znasz kogoś kto nie zna tej granatowo-białej puszki? Nikt nie nazywa jej wyłącznie jakąś tam ,,colą", a producenci nie bez powodu proponują wielkim gwiazdom szklanych ekranów do prezentowania swych wdzięków w reklamach z ich produktami w ręku. Zazwyczaj osoby te nie mają pojęcia co trzymają w dłoniach jednak reklama dźwignią handlu, a pieniądze skutecznie zasilają konto firmy.

Rób to w czym jesteś najlepszy
Brzmi banalnie jednak wiele osób zapomina o tym na siłę starając się zdobyć to co często nie do zdobycia. Jeżeli w ciągu dnia głównie masz wzrok utkwiony w swoje wypastowane buty i nie wypowiadasz więcej niż trzy zdania, a już najlepiej do siebie byle tylko unikać kontaktu z innymi nie licz, że zostaniesz liderem mogącym poprowadzić dużą grupę osób. Z kolei jeżeli masz zdolności plastyczne możesz wykorzystać swój talent i zgłosić się do wykonania projektu, który zostanie zaprezentowany przed kierownikami. Choć raz nie będą to bohomazy, na które patrzysz zastanawiając się ,,co autor miał na myśli?".

Czym dla Was jest sukces? 
Jakie stosujecie metody aby go osiągnąć? :-)
Może skorzystam z któregoś patentu 
i sama niedługo będę mogła zaopatrzyć się w kubek z napisem: ,,pani prezes" hihi.



Asia pomiędzy zajęciami zamiast wysyłać zdjęcia na Snapchatcie wyjmuje swoje magiczne druciki i z prędkością światła przebiera paluszkami, aż kręci Ci się w głowie od samego patrzenia. Wszyscy znajomi zostali już obdarowani mięciutkimi, wełnianymi skarpetami w pingwinki czy inne żabki.
Jacek na imprezach zaprzyjaźnia się bliżej z butelką wypełnioną napojem po którym ciężko jest ustać na jednej nodze, a często i na obydwu. Co więcej czule tuli do siebie nie tylko swoją lecz wszystkich zaproszonych gości. Jednak nie robi tego dla uzyskania weselszego nastroju do zabawy i stania się królem parkietu wykonując pijacką wersję moon walku do przebojów Michaela Jacksona. Każdą bierze do ręki, z nadzieją, że znajdzie nowy nabytek do swojego albumu. Tak tak, kiedy inni kolekcjonują ,,zgony" na wspólnych zabawach, on zdobywa kapsle, które stanowią jego kolekcje.
Kiedy inni skaczą przez płotki czy zbierają ślimaki, Ty siedzisz na kanapie oglądając powtórki ,,Jaka to melodia". Znasz je do tego stopnia, że sam rozpoznałbyś każdą piosenkę po zaledwie po jednej nucie. Ewentualnie siedzisz przed monitorem, a jedyny ruch jaki wykonujesz jest ten kiedy opierając palec o scroll w myszce przewijasz kolejne obrazki na Demotywatorach. Nagle po paru godzinach uświadamiasz sobie, że przejrzałeś ich 87 stron. Jeszcze dwieście i możesz iść spać z poczuciem spełnienia. 

Jeżeli każdy Twój dzień jest powieleniem kolejnego, a różnica polega wyłącznie na wyborze smaku chrupek, które pogryzasz podczas spędzania czasu przed szklanym ekranem to wpis dla Ciebie! Zdaje sobie sprawę, że brzmię trochę niczym uśmiechająca się pani z telezakupów, która próbuje zachęcić do zakupienia mopa obrotowego, który rozprawi się z każdą plamką na Twoim nowym dywanie przed którym każesz zdejmować buty zaproszonym gościom. Pierwsze co to podźwignij się z wygrzanej kanapy. Może być ciężko, ponieważ spędzasz w niej tyle czasu, że stanowicie już związek małżeński na dobre i na złe, w zdrowiu i chorobie. Tak, zdaje sobie sprawę, że zaczynamy naprawdę poważnie, ale spokojnie, zapewniam Cię, iż to najtrudniejsza z czynności, które musisz wykonać. Wstałeś? Już możesz sobie w nagrodę zjeść ciastko (okej trzy...) byle szybko, bo zaczynamy!

1. Rób to co lubisz
Wydaje się to banalne i oczywiste jak fakt, iż wyjście do sklepu jedynie po bułki skończy się na pełnym koszyku, w którym będzie prawdopodobnie wszystko... oprócz pieczywa. Jednak często na siłę szukamy rzeczy, które mało nas interesują lub są dla nas zupełnie obojętne. Zmuszamy się do nauki gry na fortepianie, ponieważ to takie cool. Nieważne jest iż zamiast muzyki klasycznej preferujesz disco polo, a z Twojego odtwarzacza zamiast Symfonii B-dur Mozarta płynie: ,,Żono moja serce moje". Ostatecznie męczysz się i męczysz, a ostatecznie po miesiącach prób zaprzyjaźnienia się z instrumentem jedyne co potrafisz zagrać to ,,Wlazł kotek na płotek". Zatem zanim rzucisz się w wir poszukiwań pomyśl przede wszystkim co sprawia Ci przyjemność. Sięgnij do czasów dzieciństwa. Kredę, którą rysowałeś kwiatki przed blokiem, możesz zamienić na pędzle i sztalugę, a zabawkowy bębenek, którym doprowadzałeś rodziców do skraju wytrzymałości na prawdziwą perkusję. Każdy marzył o tym, aby zostać gwiazdą rocka więc pozazdrości Ci umiejętności gry może poza sąsiadami, którym będziesz grał lecz na... nerwach.

2. Pobudzaj szare komórki 
Człowiek, który chce odnaleźć pasje w swoim życiu nie może jedynie egzystować i czekać aż na niebie zawiśnie księżyc, aby mógł wreszcie w spokoju oddać się w błogie ramiona Morfeusza. Dlatego jeżeli chcesz zmienić i urozmaicić swoje życie, zacznij od siebie. Czytaj polecane książki, odwiedzaj ciekawe miejsca, wierz mi, że pod pojęciem galeria, nie kryje się wyłącznie handlowa, ale istnieją także takie gdzie zamiast ubrań można podziwiać dzieła znanych i cenionych artystów. Różnica taka, że na bluzeczkę z Zary Cię stać, a na obraz od Picasso niekoniecznie. Wyjdź ze swojej bezpiecznej oazy  jaką jest ukochany pokój i jego cztery ściany do ludzi, otwórz się na nowe kontakty.

3. Bądź prawdziwym poszukiwaczem
Jeżeli jednak nic nie przychodzi na myśl, co sprawia Ci największą przyjemność poza sprawdzania czy wysechł już lakier na Twych paznokciach zasiądź do skarbnicy wszelkich wiadomości i dóbr - Internetu. Sprawdź czy w Twoim mieście nie organizuje się warsztatów, kół zainteresowań czy kursów. Wierz mi, że choć mówisz, że w Twoim mieście nic się nie dzieje, nawet jeżeli mieszkasz w miejscowości nazywającej się ,,Samoklęski małe" i mieszka w niej całe osiemnastu mieszkańców zapewniam Cię, że jest inaczej. Do tej pory jednak omijały Cię takie informacje, ponieważ w wyszukiwarkę wpisywałeś jedynie hasła takie jak: ,,sposoby na ugotowanie parówek w czajniku elektrycznym".

4. Kto pyta nie błądzi
W grupie raźniej prawda? Dlatego też popytaj wśród znajomych czym zajmują się w wolnym czasie. Kojarzysz tę miłą koleżankę, szarą myszkę, której nikt nie zna nawet imienia, ponieważ na przerwach stoi nieśmiało w kącie spoglądając wyłącznie na swoje buty? Może jest mistrzynią Polski w karate. posiada czarny pas i byłaby w stanie powalić największego osiłka w klasie? Jestem pewna, że z chęcią udzieliłaby Ci kilku lekcji bądź wybrała z Tobą na wspólny trening. Potem już nikt nie odważy Ci się odmówić na Twą prośbę spisania zadania domowego! 

5. Próbuj, smakuj, poznawaj
Nikt nie mówi, że Twój pierwszy pomysł musi stać się Twą pasją do końca życia, którą będziesz wykonywać jeszcze w momencie, gdy krzesło zamienisz na bujany fotel, a z gołębim odcieniem włosów nie poradzi sobie nawet najlepsza farba. Próbuj różnych rzeczy, doświadczaj tego co dla Ciebie zupełne nowe , a wtedy znajdziesz to co sprawi Ci największą przyjemność i frajdę.

6. Nie zrażaj się 
Próbowałeś chodzić na szczudłach, zbierałeś ulotki z supermarketów i nic. Wszystko robiłeś dzień, dwa, góra tydzień po czym po pierwszej ekscytacji następowała nuda i odkrywałeś, że to nie to? Nie rezygnuj, szukaj dalej, możliwości jest tysiące i dla każdego znajdzie się jego własna nisza.

Moja droga w poszukiwaniu pasji
Moim pomysłom nie było końca! Osobiście podejmowałam się niezliczonej ilości rzeczy. Wiele lat trenowałam lekkoatletykę i biegałam po pagórkach przygotowując się do zawodów przełajowych w śniegu po kolana bądź do znudzenia robiłam dziesiątki kółek na stadionie. Kręciłam wszystkimi częściami ciała w różnych tanecznych stylach - od tych gdzie przybierałam szerokie spodnie dresowe, po wymachiwanie pomponami w kusej bluzeczce. Ile miałam sił w płucach wykonywałam dźwięki próbujące przypominać śpiew w szkolnym zespole muzycznym wykonując ambitne piosenki typu: ,,Hula hop to taka gra, którą każde dziecko zna!" jak i w kościelnym chórze. W kołach teatralnych zazwyczaj grałam złe wróżki i królowe - nie mam pojęcia dlaczego. Zawsze marzyła mi się oczywiście rola królewny, zwłaszcza, że aktorka, która dostawała taką kwestię miała zawsze najładniejszą sukienkę... i koronę! Pocieszałam się jednak jednak, że ,,złe charaktery" to zawsze główne role, a śpiąca królewna przez większość spektaklu leżała i ,,grała", że śpi. To jednak nic w porównaniu z życiowym wystąpieniem mojej koleżanki grającej... drzewo.
Próbowałam także gry na gitarze i co prawda drugim Hendrixem nie będę jednak nadal coś tam zabrzdękam. Niemniej moja miłość do instrumentu w okresie kiedy byłam nastolatką kłóciła się z miłością do długich i wypielęgnowanych paznokci. Sami rozumiecie, z czegoś trzeba było zrezygnować... gitara poszła do szafy. Oczywiście żartuję! Obecnie chyba nie zaskoczę nikogo, że moją pasją jest... to miejsce. Mój mały kawałek w internetowej sieci. :-)

Choć wiele z tych zajęć dziś już nie wykonuję, to nie żałuję absolutnie ich podejmowania. Doświadczyłam nowych rzeczy, spędziłam cudownie czas, poznałam niezwykłych ludzi z którymi przyjaźnię się do dziś i mam wspaniałe wspomnienia. Dlatego zachęcam Was do pobudzenia kreatywności i wyjścia z zaciemnionego mieszkania w którym może ciepło i wygodnie, ale po pewnym czasie jakże: nudno!


Podzielcie się swoimi pasjami, chętnie odkryje nowe pomysły na nudę! 
Może jednak macie problem ,,co by tu porobić"? 
Czekam na burze mózgów w komentarzach, może mnie ktoś zaskoczy? :-)






Niczym Święty Mikołaj - dajesz prezenty!
Twojej nieskazitelności w prowadzeniu domu pozazdrościłaby niejedna gospodyni. To Ty powinnaś pisać poradniki i pokazywać w programie telewizyjnym najlepsze metody na wybawianie plam z czerwonego wina. Metodą prób i błędów znalazłaś patent idealny i żaden brud nie jest w stanie wyjść zwycięsko ze starciem z Twoją magiczną ściereczką. Masz trójkę dzieci, każdy powiedziałby, że niezły cyrk na kółkach ale przecież nie u Ciebie! Ty jesteś w stanie przebrać Antosia, zrobić Zosi kanapki do szkoły, a Jacka na czas zawieźć na trening karate. Co więcej koszula dla męża wyprasowana wisi już w sypialni, kot mruczy z zadowoleniem, bo miseczka wypełniona po same brzegi ulubioną karmą. Kiedy wracają domownicy, obiad z trzech dań czeka już na dzieci na stole, po czym szybko wysyłasz je do swoich pokoi, aby odrobiły lekcje, po czym oczywiście je sprawdzisz, a w tym czasie zmywasz wszystko i szykujesz kolejną zastawę na powrót męża.

Wreszcie następuję apokalipsa, jesteś chora i z łóżka jest w stanie podnieść Cię jedynie wypożyczony z pobliskiej budowy dźwig. Nagle idealny obrazek przeistacza się w dzieło rodem z obrazów Abstrakcjonistów, które kosztują miliony, a patrząc się na nie choćby i trzy godziny nie jesteś w stanie stwierdzić: ,,Co autor miał na myśli". Cały dom staje na głowie. Mąż po paru godzinach kapituluje i błaga przez telefon teściową o szybki przyjazd i ratunek oferując w zamian weekend w spa, ba!  Właściwie to odda wszystko byle tylko ktoś uratował go z tego chaosu zwłaszcza, że dziś najważniejsze święto w roku - finał Ligii Mistrzów. Nikt jednak nie ma na tyle skłonności masochistycznych, aby zająć się tą uroczą przecież gromadką i pomimo tego, że Twoje kichanie powtarza się średnio co cztery sekundy, a kaszel swą siłą jest w stanie burzyć okoliczne domy, wyskakujesz z łóżka i doprowadzasz wszystko do ładu. Mąż przed telewizorem już wykrzykuje obelgi na sędziego, bo to wcale nie był spalony. Dzieci szczęśliwe, bo zamiast tej brei jaką próbował im wcisnąć na deser co teoretycznie miało być śmietankowym budyniem, a przypominało raczej zaprawę murarską, dostały maślane, upieczone przez Ciebie ciasteczka, których zapach spowodował, że pod oknami ustawiają się sąsiedzi z nadzieją, że zostaną zaproszeni i załapią się na podwieczorek. Prawdziwa sielanka. Po wszystkim kiedy już tylko chwila dzieli Cię od zakopania się po same uszy w ciepłej pościeli uświadamiasz sobie, że właśnie skończyła Ci się polopiryna i witamina C bez których nie ma szans na cudowne ozdrowienie. Dzieci niech sobie spokojnie jedzą, a mąż ogląda, przecież to tylko kawałek, przejdziesz się, sklep jest tylko 15 minut drogi piechotą, świeże powietrze przecież dobrze Ci zrobi! Kończysz z zapaleniem płuc. Mąż w pewnym momencie nawet próbował zaoferować pomoc (w przerwie meczu) jednak Ty zapewniłaś go, że dasz radę to tylko maluteńki katareczek - termometr jednak przekraczając skalę 40 stopni sugerowałby zgoła co innego.

Wzięłaś wszystkie zlecenia by odciążyć zespół pracowników, który już ledwo dycha nad stertami papierów. Jesteś panią prezes - musisz dbać o firmę, która jest dla Ciebie niczym dziecko. Szef właśnie położył Ci na biurku kolejny stosik i dodatkowe takie tam 200 stron, Ty jednak nie przejmujesz się, możesz zarwać noc, ważne aby przed jutrzejszym spotkaniem z klientami wszystko było zapięte na ostatni guzik. Przewracasz kartki, wypełniasz rubryczki, a w głowie układasz już mowę zachęcającą na skorzystanie z Waszych usług. Będzie idealnie, jak zawsze przecież. Zostało Ci jeszcze sporo pracy, a godzina późna jednak nie zraża Cie to absolutnie. Nie jadłaś kolacji jednak co z tego. Zawsze istnieją przecież nocne pizzerie na dowóz, a Twój firmowy fotel, może też stanowić prowizoryczne łóżko. Pracownicy widząc Twoje opadające powieki litują się i dzielnie zapewniają, że są w stanie to zrobić za Ciebie (w rzeczywistości wymyślając sto sposobów jak niepostrzeżenie wymknąć się do domu aby nikt nie zauważył). Jednak widząc ich zmęczone twarze nie chcąc ryzykować i powierzyć im wyczerpanym mózgom tak istotnych zadań i odpowiadasz: ,,Dziękuję, ale zrobię to sama".

Dajesz-dostajesz czy dajesz-dajesz?
Niebezpiecznie szala przechyla się w wyłącznie jedną stronę, kiedy powinna ustawiona być w równowadze. Międzyludzkie i satysfakcjonujące relacje opierają się bowiem na zasadzie dajesz ale i otrzymujesz.

Ty jednak dajesz z siebie wszystko. Właśnie: dajesz i jesteś wyłącznie dawcą. Z nieukrytą satysfakcją realizujesz potrzeby innych ciesząc się, że tyle jesteś w stanie zrobić. Zbawiasz niemal cały świat i tak dajesz, dajesz, dajesz i nagle co się dzieje? Twój koszyk darów jest pusty, a Ty nie masz już nic do ofiarowania. Biorcą jednak zostać nie chcesz. Biorąc może nastąpić moment kiedy czujesz nadmiar i uciekasz czując przesyt. Być bowiem biorcą to mieć dług wdzięczności, a kto by tam chciał być dłużnikiem...
Inny punkt widzenia - danie więcej nie spowoduje, że w zamian będziesz miał więcej. Niestety. To tak nie działa. Jeżeli poświęcasz się na 99%, to druga osoba może już tylko podarować Ci pozostały jeden malutki procencik. Wszystko bowiem w naturze jest na 100%.
Może być również tak, że dajesz, uważając, że tylko w ten sposób zasłużysz na uwagę, zainteresowanie i... uczucia innych. To przekonanie zamyka Ciebie i Twoje potrzeby. Boisz się przyjąć cokolwiek. Pytanie o pomoc rodzi poczucie winy, że może zbyt wiele wymagasz, jak możesz chcieć, przecież nie wypada...

Zamiast dawać - podziel się tym czego masz zbyt wiele. Zdaj sobie sprawę z tego czego masz w nadmiarze oraz, że faktycznie chcesz to oddać. Dlatego, że chcesz, nie ponieważ oczekujesz profitów. Nie z powodu tego, że bezpieczniej pełnić rolę dawcy niż biorcy. Już z pewnością nie po to, aby zdobyć miłość innych.
Pomyśl o własnych pragnieniach, skup się na sobie, zatroszcz się też o siebie. Tu znów zadziałaj sam - powiedz sobie komplement: stań przed lustrem i powiedz: ,,Ale z Ciebie laska" albo: ,,A co to za przystojniak?" Przyjmuj też dobre słowa innych i nie blokuj się na nie, to nic złego przyznać przed sobą, że naprawdę Ci ładnie w tej nowej bluzeczce!
Relacja satysfakcjonująca jest tylko kiedy dajesz, ale przyjmujesz tyle samo w zamian. W każdym innym przypadku jest czegoś tu za dużo, a gdzie indziej jest czegoś brak.
Nie wymagaj jednak od innych więcej niż mogą dać kierując swe prośby wyłącznie z żądaniem. W momencie otrzymania osiągniesz poczucie, że owszem dostałeś co chciałeś ale: z litości lub ponieważ zostało to wymuszone.

Nie bój się powiedzieć: tak
Ktoś chce Ci kupić wielkie ciastko z ogromną ilością lukru? Tak.
Chce za Ciebie pozmywać naczynia, które stoją już od trzech dni na blacie stołu i zaczęły się już na nich tworzyć zupełnie dotychczas nieznane kultury bakterii? Tak.
Nie wie jeszcze na co się pisze, ale chce zrobić za Ciebie rozliczenie z wyników sprzedaży szczoteczek do zębów z ostatniego roku? Tak, tak, tak!

Jak zawsze na koniec jestem ciekawa Waszej opinii i doświadczeń. :-)
Jesteście dawcami i staracie się każdemu podarować ,gwiazdkę z nieba"
 nie biorąc absolutnie dla siebie, a może sami częściej czerpiecie od innych?  
Potraficie przyjmować pomoc czy przychodzi Wam to z trudem?


Dziękuję wszystkim ogromnie za wsparcie i wspaniałe słowa pod poprzednim wpisem. 
Wasze kciuki pomogły, obrona zdana na 5! :-) 
Tym samym zaczynam zasłużone wakacje i zostaje tu już na dobre, bez żadnych przerw!





On da radę, ona też, ale nie ja 
Dostałaś superekstrabardzo-pilne zlecenie od szefa, aby na kolejnym zebraniu zaprezentować opracowaną przez Ciebie strategie rozwojową firmy na kolejny rok. Innymi słowy przez godzinę musisz opowiadać niestworzone historie rodem z bajek Andersena starając się przekonać innych, że dzięki Twoim oczywiście skutecznym pomysłom, już niedługo staniecie się bardziej rozpoznawalni niż firma Apple. Masz szansę zabłysnąć, pokazać się, że jesteś kimś więcej niż tylko kolejną z dwustu anonimowych osób w firmie. Jesteś w tym naprawdę dobra - potrafiłabyś sprzedać parasolki i to aż w pięciu kolorach osobie, która mieszka w strefie gdzie słońce świeci przez 364 dni w roku. Jednak kiedy oczyma wyobraźni widzisz surowe wyrazy twarzy wszystkich dyrektorów, prezesów i reszty śmietanki, którzy rozłożeni wygodnie na krześle popijają kawę czekając na Twoje zająknięcie się lub pomylenie tablic, aby wreszcie działo się coś ciekawego nagle myślisz sobie: ,,Nie dam rady". 
Lęk przed porażką, ośmieszeniem się wygrywa. Rezygnujesz z wyzwania, a Twój kolega z sąsiedniego biurka w trzy sekundy po Twojej odmowie aż krzyczy: ,,To ja to zrobię!". Już w swojej głowie od dawna opracowywał plan, aby podarować szefowi dobrą 30-letnią whisky, którą ,,akurat właśnie dostał od znajomych z Ameryki", aby tylko zlecił zadanie jemu, a tu proszę, szansa nadarzyła się sama i nie musi tak naprawdę wydawać trzystu złotych na butelkę. Wykorzystuje więc Twoją szansę, a po udanym spotkaniu nie jest już kolegą z biurka obok z którym w wolnych chwilach pomiędzy zleceniami grałaś w Pokera na spinacze biurowe i pinezki. Od teraz musisz zwracać się do niego nie: ,,Hej Krzychu" ale ,,Witam panie Kierowniku". 

Brak wiary w siebie i strach przed skompromitowaniem wygrał, a im częściej będzie górował tym trudniej będzie Ci walczyć o swoje. Staje się to schematem, z którego ciężko wyjść, nie potrafisz przemóc się, aby odważyć sięgać po to co możliwe do zdobycia w końcu tyle razy odpuściłeś, dlaczego tym razem miałbyś zrobić inaczej, dlaczego akurat tym razem mogłoby się udać. Działasz w sposób, który znasz już doskonale i choć nigdy nie dał Ci niczego dobrego, to także i nie skrzywdził. Wychodzisz na zero co lepsze jest aniżeli coś stracić ale... zawsze możesz zyskać. Najskuteczniejsza metoda? Wykorzystanie tych myśli i odczuć jako napędu do dalszego działania. Emocje mają ogromną moc, które przekierowane na inne tory mogą działać na Twoją korzyść. 
Jeżeli niewykonanie pewnego rodzaju zadań skutkować będzie nieprzyjemnymi efektami, niech strach ten zmobilizuję Cię do tego, aby uniknąć przykrych konsekwencji. Wykorzystaj jego siłę, aby stał się napędowym motorem. Skup się na tym, aby zrobić wszystko ażeby uniknąć dotkliwych strat. To spowoduje, że nagle przebudzisz się i nie pozwolisz już na to, aby ponieść porażkę, a będziesz chciał zapobiec im. Wierz mi, zrobisz to.  

Na kanapie siedzi leń
Masz naprawdę genialny pomysł, wpadłeś na niego akurat w czasie kąpieli niczym pan Archimedes, który pozwoliłby na podjęcie wreszcie własnej działalności. Byłbyś sam sobie szefem, nikt nie stałby nad Tobą i nie mówił Ci z satysfakcją, pokazując grubym paluchem, że tu jest błąd, tutaj, a najlepiej zrób wszystko od początku... po raz szesnasty. Zamiast zapamiętywać ile który szef używa kostek cukru do kawy, sam mówiłbyś: ,,Tylko zaparz mi Aniu czarną bez mleka". Mały gabinet który dzielisz z sześcioma innymi osobami i z widokiem na wysypisko śmieci, zamieniłbyś na ogromne studio niedostępne dla wścibskich oczu Twoich podwładnych, gdzie mógłbyś bez krępacji oglądać ckliwe seriale na ekranie laptopa bez potrzeby udawania, że te łzy w Twoich oczach to nie dlatego, że właśnie zginał główny bohater, ale z powodu alergii na kurz. Co więcej masz środki na podjęcie działalności, właśnie otrzymałeś telefon od znajomego, że wystawił lokal na sprzedaż wystarczy tylko przybyć i załatwić parę dokumentów. Nie trzeba wiele ale... nie chce Ci się i tak. Tyle papierków i papiereczków, te niekończące się kolejki w urzędzie jak podczas sprzedaży bożonarodzeniowego karpia w znanym supermarkecie. Brak chęci do działania jest równie uciążliwy jak strach przed jego podjęciem. Mógłbyś, ale po co skoro codziennie masz stałą pracę, wygrzane krzesełko, Twój ulubiony kubek do kawy w szafce stoi obok dziesiątków innych filiżanek współpracowników czekając, aż standardowo punkt 7:30 wszyscy ustawią się w kolejce do czajnika. Pokonaj swojego największego wroga: pana ,,Niechcemisię" i skup na działaniu - małymi krokami wprost do celu. Brak chęci, weny twórczej czy zawodowe wypalenie zdarza się każdemu. Codzienna rutyna, deficyt czasu, nieustanny stres nie wpływa korzystanie na ochotę do działania. Warto jednak przebudzić się z letargu, szkoda bowiem czasu, który upływa zdecydowanie zbyt szybko... na wyłączne egzystowanie na absolutnym poziomie minimum.  Często wyszukujemy sobie problemów oraz pretekstów usprawiedliwiając swoje lenistwo - błąd! Jeżeli tylko brak jest fizycznych przeszkód... to dlaczego nie spróbować? Opracuj plan działania, zacznij od tych niewielkich celów, wykonaj pierwszy ruch, a ich suma złoży się na ten upragniony. 

Bezsensu... 
Często to wypowiadasz, prawda? Wiele zadań jakie otrzymujesz, wydaje Ci się tak absurdalne, że już samo czytanie doprowadza Cię do łez śmiechu. Nawet dowcipy wujka przy stole podczas imieninowego grilla przy nich nie mają szans. To dodatkowo demotywuję Cię do ich rozwiązania. Po co bowiem tracić czas na takie głupoty, zwłaszcza, że nie czujesz pomysłów innych, a uważasz że Twoje są zdecydowanie lepsze. Alienujesz się i nie chcesz przystosować, wiesz lepiej co jest właściwe. To trudne, aby przełamać się do rzeczy, których nie rozumiemy, z którymi się nie zgadzamy jednak czasem - trzeba. Kompromisy są istotne i nie zawsze możemy wyłącznie upierać się przy swoim stanowisku sądząc, że wszelkie rozumy są nasze. Tak tak ja wiem iż drugi z Ciebie Einstain jednak inni też mają trochę oliwy w głowie. Otwórzmy się także na propozycje innych wszak nie ma nic lepszego niż burza mózgów. Rozplanuj sobie zatem i takie zadania, a unikniesz marnotrawienia czasu na zastanawianie się kiedy przyjdzie Ci do jego zrobienia, gdy będziesz już zmuszony wywiązać się z obowiązków, a wykonasz swoją pracę i: już, po bólu! Aż zdziwisz się, że masz to za sobą .  

Pesymizm i brak entuzjazmu nie sprzyja skutecznemu działaniu więc postaraj się zachować optymizm zwłaszcza w sytuacjach, które wymagają najwięcej Twojego zaangażowania, inaczej nie będziesz miał siły do podjęcia się tego co nieuniknione. Ignoruj lęki, one są do pokonania. Myśl o przykrych konsekwencjach, które mogą Cię spotkać jeżeli tego nie wykonasz - fakt, śpiewać ze szczęścia po takim rozważaniu nie będziesz, ale mobilizacja będzie taka, że to czego nie możesz wykonać już od miesiąca zrobisz w trzy minuty gdy tylko pomyślisz, że Twoje krzesło może zająć ta miła stażystka przyjęta na praktyki, która w głowie ma już plan jak poukłada według kolorów zestaw  nowych flamastrów i ramki ze zdjęciami swojego kota na Twoim stanowisku. Pomyśl też o nagrodzie, która może Cię spotkać, choć jeżeli natomiast szef zakopał Cię w papierach nie przewidując za to dodatkowego wynagrodzenia, chyba że można do tego zaliczyć bon na zakupy na 20 złotych do supermarketu jaki dostaje za darmo dla pracowników w ramach wymiany handlowej, to sam spraw sobie jakiś szczegół, który będzie Twoją nagrodą. 

Pokonaj swojego największego wroga, siebie samego, swoją wewnętrzną stronę, która sabotuje wszelkie Twoje pragnienia bądź też odradza Ci cichutko podjęcie dodatkowego wysiłku. 

Znaleźliście się kiedyś w sytuacji 
kiedy baliście się wziąć sprawy w swoje ręce bądź... 
wygrało lenistwo?
 Jak temu zaradzić, chętnie poznam Wasze metody. 
Może dzięki nim już wszyscy spotkamy się wspólnie,
 aby z szampanem świętować wspólny sukces! :-)







Słyszysz go
Zaczyna się od niewinnego dźwięku jakby dopiero skradał się do ofiary, którą obrał sobie za cel, z każdą sekundą pogłaśniając ton swej melodii szykując się do ataku. ,,To jeszcze nie ta pora, nie teraz, to niemożliwe" - myślisz. Codzienna walka rozgrywająca się między Wami jest zacięta jednak z góry skazana na porażkę. Wojny nie wygrasz jednak możesz zwyciężyć choć w tej małej bitwie - z satysfakcją na twarzy dokonujesz jednej maleńkiej czynności, która choć na chwile da Ci przewagę - naciskasz przycisk, który jest dla Ciebie ostatnią bronią - drzemka.
Po dziesięciu minutach jednak on nie daje za wygraną i znów przypomina o swoim istnieniu, dzwoni i dzwoni coraz silniej jakby miał świadomość, że musi działać szybko jego żywot jest ograniczony - wszak bateria w telefonie ma swoje granice wytrzymałości. Ty jednak znów wygrywasz - kolejne 10 minut spokoju gdzie oddajesz się błogiemu stanowi uśpienia. Jednak zabawa w kotka i myszkę kiedyś musi się skończyć. Budzik ostatecznie wygrywa, a Ty? Wstajesz grubo po czasie i zamiast godziny na doprowadzenie się do stanu użyteczności zanim przekroczysz próg mieszkania i narazisz się na widok całej ludzkości i jednoczesne ośmieszenie, masz na to całe... 15 minut. 
Gdzie ta koszula, którą chciałaś założyć? Jesteś pewna, że niemalże wczoraj z ogromną dbałością ułożyłaś ją w szafie, tak jak uczyła w programie telewizyjnym ,,Perfekcyjna pani domu". Ktoś musiał  zatem wkraść się kiedy oddawałaś się w ramiona Morfeusza i ją sobie przywłaszczyć - to wersja dla znajomych. W rzeczywistości musiałaś złożyć w mini kostkę i wciskać na siłę, bo w Twojej szafie po ostatnich zakupach pozostało miejsca w sam raz aby pomieścić tam łepek od szpilki. Na pełny makijaż też już czasu nie wystarczy, modlisz się więc aby Twoi współpracownicy na skutek przesiadywania kilkunastu godzin przed ekranem laptopów grając w wirtualne szachy pozbawieni zostali sokolego wzroku i nie dojrzeli na Twej cerze pojawiających się zmarszczek, które tak pieczołowicie tuszujesz drogimi podkładami. Może nie zauważą też braku kreski na oku, nagich rzęs... i właściwie całego braku makijażu. Na śniadanie też już czasu nie starczy, a o kawie to nie masz co nawet marzyć! Dobrze, że w pracy jest automat, który jest ostatnią deską ratunku na jakąkolwiek szansę pobudzenia Cię do życia i względnego prosperowania. Efekt finalny? Wychodzisz spóźniona, zmuszona wydać równowartość ceny torebki, na którą odłożyłaś pieniądze na taksówkę, ubrana w to co znalazłaś akurat pod ręką, a względnie nadawało się do noszenia, tworząc zestaw nad którym każdy stylista załamałby ręce i skwitował jako ,,modowa klapa roku". Czemu nie pomyślałaś, aby wziąć przeciwsłoneczne okulary i tłumaczyć wszystkim, że masz zapalenie spojówek ze względu na pyłki? Do tego żołądek także zaczyna przypominać o swoim istnieniu czując się wyraźnie pominięty i dając wyraz swojego niezadowolenia wygrywając melodie należących do Twoich ulubionych. Może po dźwięku budzika, ten zajmuje najwięcej miejsca w twym sercu. Ty ostatecznie zamiast  wyjść z domu witając uśmiechem mijających sąsiadów, masz na twarzy grymas powodujący, że schodzą Ci z drogi i zamiast wspólną przejażdżkę windą wybierają dla własnego bezpieczeństwa podróż schodami. Nigdy nie wiadomo czy ta Twoja pozornie maleńka torebka nie skrywa bowiem jakieś ciężkiej broni jak kij do baseballa w każdej chwili gotowy do użycia. 
Zapowiada się zatem fantastyczny dzień, prawda? A mogło być przecież zupełnie inaczej...

Jak zatem działać rano aby wyjść z domu punktualnie? 
Ba, postawmy poprzeczkę wyżej - pięć minut przed czasem? 
Uwierz, to wydaje się nierealne, ale jest do osiągnięcia!

1. Zacznij poranne szykowanie... wieczorem 
Wieczór jest porą dla większości ludzi, w której raczej nie oddajemy się skomplikowanym czynnościom wymagającym ogromu zaangażowania ciała, a tym bardziej umysłu, żeby nie powiedzieć wprost: totalnie bezproduktywną. Zmęczeni, myślimy już o zapraszającym nas cieplutkim łóżku i nijak nie jesteśmy w stanie podjąć się twórczego czy ambitnego działania. Szefowie stacji nie bez przyczyny swoje ,,wielkie kinowe hity" prezentują masom o godzinach, gdy bliżej nam do nocy. Ludzie powracający z pracy po dokonaniu wszystkich obowiązków, które chcą jak najszybciej dokonać i mieć je z głowy marzą jedynie o chwili relaksu przed szklanym ekranem. Wykorzystaj więc ten czas na przygotowaniu wszystkiego co będzie Ci potrzebne na kolejny dzień. Skoro i tak nie stworzysz wówczas dzieła na miarę Nagrody Nobla to co Ci szkodzi? Najwyżej obejrzysz o jeden głupawy filmik w Internecie mniej. Przygotuj ubranie, połóż kosmetyczkę w widocznym miejscu abyś nie musiała później biegać po całym mieszkaniu narażając się na utratę zębów przeszukując każdy kąt łącznie miejsca takie jak lodówka czy schowek na miotły w których TEORETYCZNIE nie ma szans aby znalazły się Twoje kosmetyki jednak wiesz jak jest... by znaleźć ulubiony błyszczyk i parę innych w końcu kobieca torebka pozbawiona jest dna i zmieściłabyś w niej właściwie większość kosmetyków stanowiących artykuły do sprzedaży w drogerii. Przygotuj także wszystkie dokumenty do pracy, aby potem nie okazało się, że szefowi zamiast ostatniego raportu przez pomyłkę dałaś listę prezentów gwiazdkowych, a zamiast materiałów, które chciałaś wykorzystać do prezentacji przed całą klasą wzięłaś rachunki za gaz i telefon. 

2. Oprócz kolacji można przygotować również... śniadanie! 
Skoro i tak musisz zaspokoić wieczorny głód, który akurat o tej porze atakuje ze zdwojoną siłą to zanim rzucisz się na popcorn (i precelki i żelki i inne czekoladki...) do najnowszego odcinka ,,M jak miłość" możesz wykonać te odrobinę więcej wysiłku i przygotować śniadanie na kolejny dzień. Zalej wrzątkiem płatki do owsianki, które w nocy cudownie napęcznieją tworząc razem może mało atrakcyjną, bo przypomina to raczej zaprawę do lepienia ścian jednak pyszną papkę. Kanapki także wykonać można wcześniej i na noc włożyć do lodówki, aby grzecznie tam na Ciebie czekały. Chyba, że masz współlokatora, który jest miłośnikiem nocnych wypraw do tej skarbnicy pyszności i poszukiwaczem znajdujących się w niej perełek, a sam ma tylko ketchup i ogórki konserwowe w związku z czym często ,,przez pomyłkę" myli swoją półkę w lodówce z Twoją. Wtedy lepiej zrób to rano, bo może się okazać, że po kanapeczkach pozostały jedynie tajemnicze ślady okruszków. To jest też fantastyczny moment na przygotowanie sobie II śniadania do szkoły lub pracy, które możesz sobie zabrać w lunch boxie lub słoiczkach, które kosztują często krocie (40 zł za słoik, serio?) ale co z tego jak są designerskie i do tego takie ładne! O ile przyjemniej będzie zjeść domowe II śniadanie zamiast jak zwykle zbieranie po znajomych drobnych na automat, który stanowi punkt obowiązkowy każdej uczelni i zaopatrywany w batony z większą częstotliwością niż łazienki w papier i przed którym są większe kolejki niż na wyprzedaży klapek w Lidlu. 

3. Słowo bez, którego nie wyobrażamy sobie poranka:
drzemka 
Najlepiej byłoby zupełnie z niej zrezygnować, bo jej dokonywanie tak w rzeczywistości nie ma większego sensu. Naprawdę uważasz, że dzięki tym 10 dodatkowym minutom się wyśpisz? Sama jednak wierzę w magiczną moc tych dodatkowych minut w łóżku, które są przyjemniejsze niż pozostałe 8h spania, wszak wiesz, że to Twoje ostatnie zanim będziesz zmuszony wystawić się na chłód poranka (jak dobrze, że obok jest wieszak i puchaty, różowy szlafroczek). Jeżeli jednak wiesz, że bez tych dziesięciu minut Twoje ciało zupełnie będzie niezdatne do jakiegokolwiek prosperowania to zamiast o 7, ustaw budzik na 6:50, a wtedy wstaniesz planowo. Proste prawda? Te dodatkowe dziesięć minut wystarczą na pierwszą z dziesięciu kolejnych kaw, które wypijesz w dalszej części dnia. Ja bowiem prędzej wyjdę z domu w piżamie niż bez łyka mojego płynnego szczęścia z którym chyba zawrę związek małżeński. 

4. Grunt to dobry plan 
Wiesz doskonale ile zajmuje Ci poranny prysznic, a ile dojście na przystanek - w tym czasie zazwyczaj zdążasz napisać trzy smsy czyli to około 3 minuty. Zależy też czy idziesz sama czy z najlepszą przyjaciółką, wtedy zazwyczaj zajmuje to więcej czasu. W końcu musisz w międzyczasie dokonywać na raz dwie bardzo absorbujące czynności - stawianie nogi za nogą przed siebie i plotkowanie, a ono przy intensywnym tempie nie jest możliwe, a już na pewno nie takie przyjemne. Policz dokładnie ile zajmuje Ci każda czynność, a wtedy będziesz mógł jak z precyzją szwajcarskiego zegarka dopasować wszystko tak, aby zmieścić się w czasie, a może jeszcze starczy chwil na szybkie sprawdzenie Facebooka. Przy rozwiązywaniu wzorów na pochodne funkcji elementarnych to nie taka ciężka matematyka, nie usprawiedliwiaj się, że jesteś humanistą lub należysz do pokolenia, który nie miał obowiązkowej matury z tej królowej wszystkich nauk.  

5. Ustaliłeś strategię, rysowałeś plany, 
a i tak wszystko trafił... 
Zawsze mogą wystąpić zdarzenia nieplanowane. Przyznajmy szczerze, zazwyczaj tak jest i to akurat wtedy, gdy jesteśmy pilnie umówieni na spotkanie od którego zależą losy całego świata albo przynajmniej zaliczenie przedmiotu lub awans w pracy. A to w związku z remontem klatki schodowej zakręcili wodę akurat w momencie kiedy pokryty pianą wyśpiewywałeś pod prysznicem przeboje Madonny, budzik nie zadzwonił - choć raczej to ręka w obronie przez sen instynktownie kliknęła sama ,,wyłącz", To nagle lokówka postanowiła wziąć sobie wolne i odmawia współpracy. Cały Twój misterny plan legł w gruzach. Zamiast jednak panikować obmyśl plan B i nową strategię. Wyznacz czynności absolutnie niezbędne, które musisz zrobić, a pomiń te bez których możesz się obejść. Naprawdę przed wyjściem z domu nie musisz przejrzeć nowych zdjęć znajomych na Instagramie. 

Jak wygląda natomiast Wasze poranne wstawanie i przygotowanie się do wyjścia? 
Jesteście mistrzami organizacji i przebiega bez większych trudności 
czy też wszystko robicie w biegu, a i tak zmuszeni jesteście jechać kolejnym autobusem? :-)





Sesja
Słowo, które powoduje iż na ciele każdego dwudziestoparolatka pojawia się gęsia skórka, a przy jego wypowiadaniu zaczynamy się jąkać. W głowie pojawia się myśl, aby wyemigrować z kraju, a już najlepiej na Sybir i zamieszkać w drewnianej chatce wielkości łazienki z dala od wszelakiej cywilizacji by mieć pewność, że tu Cię znajdą. Nawet panie z dziekanatu ze swoimi super mocami. Dobry też byłby jakiś bunkier lub schron na wypadek ataku bomb. Mały, teoretycznie niepozorny prostokącik za to z dumnie wytłuszczonym napisem przypominającym o jego niszczycielskiej mocy sprawczej: indeks spoziera na Ciebie z biurka i choćbyś ukrył go w najgłębszej szafie pod stertą nieuprawnych skarpetek i tak nie pozwala o sobie zapomnieć. Tak tak, zbliża się ten moment i choćbyś bezczelnie z uporem osła nie zrywał kartek z wiszącego w pokoju kalendarza zatrzymując się na miesiącu: marzec, czerwiec jednak nastąpi czy Ci się to podoba czy nie - a bądźmy szczerzy nie podoba się to nikomu, kto ma zniżkę w autobusie -50%. Tak studencie - to do Ciebie.

Jak jednak przetrwać ten najtrudniejszy okres? Co więcej wyjść z niego z tarczą, a nie na niej niczym po starciu z czołgiem, aby we wrześniu móc dalej oddawać się ważnym czynnościom wymagającym ogromnego wysiłku jak podnoszenie w górę i dół pilota od telewizora w celu zmiany kanału. Jak połapać się w chaosie wszechobecnych notatek, których ilość wystarczyłaby do wytapetowania całego mieszkania swojego i wszystkich mieszkańców osiedla?

1. Z odpowiednim wyprzedzeniem
Umówmy się, dzień przed egzaminem to przypuszczam iż nawet ktoś z IQ na poziomie Einsteina nie przyswoiłby około kilkuset stron notatek. Dlatego nie łudź się, że popularne i nagminnie używane stwierdzenie po zadaniu sobie pytania: ,,egzamin DOPIERO za 48h?", a mianowicie: ,,zdążymy" się tutaj sprawdzi.  Zacznij więc wcześniej, aby nie obudzić się, któregoś dnia odkrywszy ze strachem: to dziś jest ten sądny dzień, a ja jeszcze nie wypożyczyłem nawet stosownej literatury. 

2. Kiedy zacząć? Teraz 
Każdy z nas zaczyna od: zaraz. Jest godzina 15:23. Nie można więc rozpocząć nauki - poczekam do 16. Zagapiłeś się jednak i jest 16:07? To zaczekam do godziny 17. Nagle robi się wieczór, a książki nie dotknąłeś nawet tym najmniejszym paluszkiem.

3. Dobra organizacja czasu
Twórz tabele w projekcie, w międzyczasie czytaj literaturę do egzaminu z prawa rzymskiego, a jeszcze dodatkowo twórz notatki z logiki prawniczej. Po chwili zdasz sobie sprawę, że w kolumnie, w której miałeś policzyć podatki za grunty rolne wpisałeś: ,,Idem per idem – polega na tym, że wyrażenie definiowane pojawia się w definiensie i służy do zdefiniowania niejako samego siebie." Dlatego nie rób wszystkiego na raz wierząc, że skończysz wszystko szybciej. Stwórz swój własny plan działania, wypunktuj listę rzeczy do zrobienia poczynając od tych najtrudniejszych i wymagających najwięcej Twojego zaangażowania, które łatwiej będzie Ci zrobić kiedy będziesz miał najwięcej siły i motywacji, a Twoja koncentracja jest na najwyższym poziomie pozostawiając na koniec zadania łatwe i przyjemne kiedy będziesz już bardziej zmęczony (a wierz mi - będziesz). 

4. Na początku był chaos
To pierwsze zdanie w jednej z moich ulubionych książek, a mianowicie ,,Mitologii Greckiej" Parandowskiego. Z chaosu może i owszem udało się stworzyć świat, jednak skutecznej nauki to to z tego nie będzie. Dlatego warto zadbać o odpowiednią organizację stanowiska pracy. Naprawdę potrzebujesz na biurku trzech kubków, nieumytego talerza po obiedzie, papierków po ulubionych cukierkach? Dobrze, te cukierki jestem jeszcze w stanie zrozumieć i wybaczyć... Otwórz okno, wpuść odrobinę świeżego powietrza chyba, że mieszkasz przy najbardziej ruchliwej ulicy w mieście to wtedy sobie daruj chyba, że chcesz słyszeć szaleńców na motorach, którzy próbują udowodnić, który ma lepszą maszynę oraz poprawną, oficjalną polszczyznę panów spod kiosku spożywających napoje wyskokowe. 

5. Wyłączenie rozpraszaczy
Możesz mi wierzyć na słowo, w ciągu ostatnich pięciu minut nie zmieniło na Facebooku statusu z ,,zajęty" na ,,wolny" większość Twoich znajomych. Nie musisz zatem odświeżać tablicy z nadzieją, że pojawi się tam informacja zmieniająca Twoje życie, jak fakt, że Ania kupiła sobie nowy strój kąpielowy i teraz chwali się jego zdjęciem zrobionym w przebieralni na osi czasu. Dlatego choć ręka na myszce drży, skieruj kursor na to czerwone okienko z krzyżykiem i kliknij ,,zamknij". 

6. Korzystanie z pomocy naukowych i... innych osób
Zawsze mówię, że pierwszym etapem podjęcia nauki jest uwaga uwaga: zakup zakreślaczy, karteczek, fiszek i innych dobrodziejstw na jakie marnujemy mnóstwo pieniędzy, a zazwyczaj leżą potem i zalegają w biurku. Jest to równocześnie najprzyjemniejszy (jedyny właściwie przyjemny) etap nauki. Niemniej dla wzrokowców jest to absolutny niezbędnik i jako, że sama zapamiętuje strony ze skutecznością skanera uwierzcie mi - one potrafią one pomóc! Stąd pomimo iż pewnie nie potrzebujesz flamastra w siódmym już kolorze to jednak kup go i ochoczo zakreślaj ważne zdania - zazwyczaj zaznacza się wtedy niemalże każde słowo na kartce, znam to. Słuchowcom z kolei polecam ze skorzystania z pomocy innych ludzi. Poproś mamę, aby w trakcie robienia ciasta przepytała Cię z najważniejszych zagadnień lub przyjaciółkę, która jest dobra z matematyki, która dla Ciebie jest zbiorem nic nieznaczących i przypadkowych cyferek i literek, aby wytłumaczyła Ci skomplikowany wzór na okres drgań wahadła matematycznego. Byle nie skończyło się to zamówieniem pizzy, kupieniem wina i przegadaniu z najmniejszymi detalami przebiegu ostatniej Twojej randki! 

7. Czas na przerwę, czas na kit-kat... znaczy tylko na przerwę 
Czas goni? Ha, domyślam się. W trakcie nauki masz wrażenie, że cały świat jest przeciwko Tobie na czele z zegarem na ścianie, który wprawia w ruch swoje wskazówki z dwukrotną szybkością. Jednak 18h nauki bez przerwy nie sprawi, że skończysz szybciej, a jedynie nabawisz się bólu głowy. Dlatego rób przerwy. Tylko lepiej nie pożytkuj ich na obejrzenie najnowszego odcinka ,,Dlaczego ja", a wyjdź na spacer, dotleń ten biedny, wyciągający wręcz białą flagę z kapitulacją umysł. 

8. Odżyw umysł ale i ciało
Wiadomo, że w obliczu takiej męki, jedynym sposobem na umilenie sobie marnego losu wydaje się czekolada. Zdecydowanie polecam małe osłodzenie sobie tych gorzkich chwil, jednak tak jak zawsze mawiały mamusie odnośnie słodyczy: ,,Najpierw obiadek!". Wcześniej jednak co ważniejsze - pełnowartościowe śniadanie. Dostarcz odpowiednie węglowodany, białka i tłuszcze, a unikniesz dźwięku dochodzącego z żołądka, który przebiłby nawet odgłos lądującego samolotu. 

9. Nagroda
Wiadomo, że największą satysfakcją będzie upragnione 5 w indeksie, jednak para nowych butów nie zaszkodzi, prawda? Każdy powód do nowych zakupów będzie dobry, a jaka idzie za tym motywacja! Dlatego ustal sobie jakąś małą nagrodę za włożony trud, pozwoli to na większą chęć do działania jeżeli w perspektywie przyszłości oczyma wyobraźni widzisz już tą piękną, lakierowaną torebeczkę wyeksponowaną na Twojej półce. 

10. Take it easy!
Przyznajmy to sobie szczerze - łatwo nie będzie, ale stres i wpadanie w panikę choć ciężkie do opanowania raczej nie będą sprzyjać skuteczności przyswajania notatek. Dlatego pamiętajmy o relaksie, pozytywnym myśleniu i przede wszystkim: nie dajmy się zwariować! 4,5 to także dobra ocena, a worki pod oczami z którymi nie poradziłby sobie nawet najlepsze korektor i ich zakrycie stanowiłoby wyzwanie życia dla makijażystów gwiazd tak samo jak zmęczenie skutkujące tym, że do sali egzaminacyjnej muszą Cię zawieść wraz z łóżkiem z którego nie masz siły się podźwignąć nie jest tego warte. 

Mam nadzieje, że porady te pozwolą uniknąć wrześniowej kampanii, a wszyscy w lipcu wybiegniemy z sal wykładowych, pędząc przed siebie szaleńczo, wymachując rękoma krzycząc: wolność! Najwyżej nas złapią i zamkną w stosownym szpitalu gdzie nie doświadczymy klamek. 

Jakie są wasze najskuteczniejsze patenty na naukę? :-) 
Podzielcie się tym, może uda nam się razem 
wypracować skuteczną strategię na tę batalię,
 której nie powstydziłby się nawet Napoleon. ;-) 


Prz okazji powinnam kupić szampana, gdyż mam co opijać.
Założyłam oficjalnie fanpage na Facebooku. :D
Miło mi będzie za każdy kciuk w górę! :-)
Klikamy w link:
Fanpage




Dryyyń, dryyyń, dzwoni i dzwoni budzik - Twój nieodłączny choć wcale nie ukochany kompan dający w sposób dosadny znać o swojej obecności każdego ranka. W głowie kiełkuje myśl o bestialskim zakończeniu jego żywota i rzucenia nim o ścianę w geście rozpaczy, że czas na sen się skończył, zwłaszcza, że właśnie nadchodził jego kulminacyjny moment kiedy miało wreszcie dojść do happy endu z Twoim ulubionym, sławnym aktorem. Zrezygnowany i załamany musisz wytoczyć się z cieplutkiego łóżka, któremu chyba nagle w magiczny sposób wyrosły macki, które próbują Cię w nim zatrzymać jednak oznacza, to... że czeka Cię kolejny dzień, który możesz przeżyć.
Twój ukochany sąsiad zza ściany właśnie sprawił sobie na urodziny ku radości lokatorów z całego bloku... akordeon! Podszedł do zakupu bardzo poważnie i z ogromną fascynacją rozpoczął zapoznawać się z tym instrumentem mając chyba ambicję do dostania angażu w filharmonii. Ćwiczy więc sobie na nim z radością od wczesnego rana kiedy Ty jeszcze przewracasz się w łóżku na drugi bok do późnej nocy kiedy usiłujesz dosłyszeć słowa wypowiadane z telewizora przez bohaterów ulubionego serialu. Najchętniej wyrzuciłbyś instrument przez okno, (opowiadając później, że pod jego nieobecność słyszałeś chyba podejrzanych mężczyzn majstrujących przy zamku jego drzwi, a to, że zginął jedynie instrument, a wszelkie kosztowności pozostały wcale nie wydaje się dziwne) tak bardzo nie mogąc już znieść tego fałszu jednak oznacza to... że możesz słyszeć.
Koleżanka prosiła Cię abyś załatwił dla niej stempelek na dokumencie w urzędzie, bo ona dostała zaproszenie do kina, a data musi być nadana właśnie dzisiaj przez co Ty odpowiadając na prośbę pobierasz numerek i z radością stwierdzasz, że przed Tobą w kolejce jest ZALEDWIE 68 osób i przyjdzie Ci spędzić tam najbliższe trzy godziny. Kiedy nareszcie zbliża się koniec Twojej męki, a przed Tobą stoi już tylko jedna osoba pani urzędniczka oznajmia, że właśnie nadeszła pora jej przerwy na kawę. Kolejne trzydzieści minut stania, a jak dojdzie do kawy ciasteczko to i czterdzieści pięć minut. Masz ochotę udusić koleżankę i w myślach życzysz jej aby film okazał się tasiemcem i dostanie nominację do ,,Złotej Maliny", a facet po wszystkim zamiast do tej ekskluzywnej restauracji, o której szczebiotała, że NA PEWNO ją zaprosi, postawi jej cheeseburgera w McDonnaldzie. No dobrze, będziesz łaskawa niech jeszcze szarpnie się na frytki. Spędziłaś więc cały dzień w kolejce dla jednego małego znaczka na kopercie, którego z lupą by szukać jednak oznacza, to... że nie jesteś sam i masz wśród siebie bliskie osoby, które ufają Ci i chcą zwracać się właśnie do Ciebie o pomoc.
Miał być pięciogwiazdkowy hotel, a okazało się, że standard zasłużyłby może jedynie na trzy ale to i tak przy Twojej ogromnej łaskawości. Przecież poranny posiłek przywieziony przez obsługę hotelową zawierał jedynie chleb tostowy, pełnoziarnisty, croissanty, TYLKO jeden rodzaj szynki i sera, phi skąpcy. Sok też z kartonu, a mógłby być przecież świeżo wyciskany.  Do tego kawa i herbata to przecież norma, nic nadzwyczajnego. W telewizji też zaledwie 106 kanałów... a WiFi słabiej odbiera w łazience. Co to za hotel, nie tego oczekiwałeś... To jednak oznacza, że masz zarobki i możesz sobie pozwolić na odpoczynek i wakacje. 

Dlaczego zamiast narzekać, złościć się i nieustannie marudzić jakie to wszystko jest ,,be", nie będziemy po prostu...
wdzięczni.

Powody dla, których rzadko używamy słowa dziękuję:
Przede wszystkim często jest tak, że nie doceniamy tego co mamy uważając, że nam się to po prostu należy. To dla nas oczywiste, że mamy dach nad głową czy dwie sprawne ręce. Dlaczego mielibyśmy tego nie mieć? Ano moglibyśmy, nie brak bowiem takich, którzy nie doznali nawet tego co dla nas jest jedynie oczywistością i zupełną normą. 

Z drugiej strony wdzięczność postrzegana jest ze słabością. Dziękując za to co posiadamy, przyjmujemy, że dostaliśmy już wszystko i na tym koniec. Każdy z nas jednak chce być uważany i widzieć siebie jako ambitnego, dążącego do tego aby zdobyć szczyt, a nie cieszyć się z drobiazgów, które nie są przecież niczym niezwykłym skoro doświadcza ich niemal większość ludzi. Mam sprawny samochód i co z tego? Sąsiad też ma, a do tego lepszy rocznik. 

Czym jednak jest wdzięczność? 
Jak wynika z badań przeprowadzonych przez Liv Larsson podobno im częściej wyrażamy wdzięczność tym więcej znajdujemy powodów do jej doświadczania. Za docenianiem tych wszystkich dóbr idzie większe dostrzeganie i otwartość na to co nas otacza, akceptacja i zainteresowanie światem, wzmożona świadomość i intensywniejsze przeżywanie. 

Wdzięczność ma moc! 
Wydaje Ci się, że docenianie tych codziennych drobiazgów ma niewielką siłę sprawczą? Skądże znowu! Wyrażenie wdzięczności pomoże zapewnić lepsze samopoczucie, bowiem wtedy wysyłasz komunikat: ,,jestem szczęśliwy, jest dobrze", a świat także dostrzega, że rzeczywiście tak jest. 
Co więcej pozwala Ci na większe działanie, bowiem dostrzeżenie całego tego dobrodziejstwa, zdanie sobie sprawy, że tyle już masz, że masz siłę i energie pozwala Ci na dalsze działanie i rozwój. Jest niczym motor napędowy do aktywniejszego podejmowania wyzwań. 
Wyrażając natomiast uznanie wobec innych mamy wpływ także i na nich pozwalając im na zrozumienie jak ważną rolę spełniają w naszym życiu i jak doceniamy to co dla nas robią dzięki czemu mogą poczuć się wyjątkowo.

Otwieramy się na wdzięczność 
Niektórym przychodzi to automatycznie inni muszą wyćwiczyć w sobie nawyk dostrzegania tych małych rzeczy i wyrażenia ,,dziękuję" za to, że istnieją i mogą ich doświadczyć. To jednak jest do zrobienia! 
Możesz więc każdego dnia zaczynać poranek od spojrzenia w lustro i wypowiedzenia na głos: ,,Czeka mnie kolejny piękny dzień", co z tego, że na dworze leje jak z cebra i zamiast sandałków musisz przybrać kalosze. 
Kolejne ćwiczenie: Każdego wieczoru, z zegarkiem w jednym ręku i długopisem w drugiej dłoni postaraj się w ciągu pięciu minut wypisać wszystkie miłe rzeczy, które zdarzyły Ci się w ciągu dnia.
Mogą być to wielkie sukcesy jak zdobycie awansu, a także drobne przyjemności jak znalezienie dziesięciu złotych na ulicy czy jabłko podarowane od miłej staruszki na straganie. 

Nie popadajmy w przesadę
Nie chodzi bowiem o to aby dziękować za niemal wszystko. Wtedy bowiem przestajemy rzeczywiście doceniać rzeczy tego warte. Staje się to niemalże obowiązkiem i rutyną, przestaje być również naturalne i szczere. Nie wyrażaj więc wdzięczności dlatego, że musisz tylko dlatego, że naprawdę czujesz, że masz za co dziękować, ponieważ tylko wtedy wyszukiwanie powodów do zadowolenia nie stanie się męczącą powinnością. 

Za co jestem wdzięczna? 
Nie mam wzrostu modelki i raczej nie zobaczycie mnie na okładce Vogue, nie mam na koncie jedynki z sześcioma zerami, za które mogłabym kupić sobie rezydencje na Hawajach, na Majorce i jeszcze na Seszelach. Śpiewać na głos lepiej także nie będę, bo mogłoby się to skończyć telefonem po odpowiednie służby porządkowe z obawą czy kogoś przypadkiem nie zarzynają, ogłuszeniem sąsiadów, a szyby mogłyby rozlecieć się w drobny mak, a za ponowne ich wstawienie chyba bym zbankrutowała. Nie chodzę na wykwintne bankiety gdzie podawany jest szampan o równowartości sportowego auta, a jedynie domówki przy chipsach i paluszkach. Za cenę ubrań z mojej szafy nie wykarmiłabym paru miejscowości i na żadnym nie dostrzeżecie loga Chanel chyba, że je tam sobie domaluje markerem. Na obiady także nie zjadam blinów z łososia sous-vide z musem z liści nasturcji, granitą z buraka i kwaśnymi czarnymi porzeczkami lub też smażone foie gras z werbeną cytrynową oraz delikatnym wywarem z jabłka z dodatkiem rozmarynu, a makaron z sosem. Urlopu nie spędzam na hamaku pod palmą ale na leżaku pod działkową czereśnią. Nie jestem też wachlowana liściem przez opalonego cudzoziemca, który jednocześnie przynosi mi w kieliszku Cosmo, a odpalam sobie stojący wiatrak i popijam lemoniadę (w wersji dla czytelników po 18 roku życia - różowe wino - muszę dbać o moralność tych młodszych rozumiecie).  

Mam jednak dach nad głową, który nie przypomina może willi Angeliny Jolie ale mam w nim swój ukochany pokój, urządzony ,,po mojemu". Mam wspaniałą rodzinę, która myślę, że użyłaby broni palnej i działa bojowego wobec każdego kto sprawiłby, że spadłby mi z głowy najmniejszy włosek. Mam niesamowitych przyjaciół, do których mogę zadzwonić o 3:41 i wiem, że na hasło: ,,Przyjedź mam problem" zjawią się choćby mieli pokonać trasę pociągiem, część przejechać na hulajnodze, a ostatnie metry się doczołgać, w piżamie, a po drodze kupując jeszcze pudełko moich ukochanych ciastek. Studiuję kierunek, który każdego dnia zachwyca mnie na nowo i z którym wiążę przyszłość nawet jeżeli każdy artykuł w Kodeksie Cywilny znam lepiej niż przygody ,,Harrego Pottera", a większość czasu poświęcam na kondensacji norm w przepisie co wierzcie mi jest jeszcze bardziej nudne niż brzmi. Mam zdrowie, które pozwala mi każdego dnia wstawać z łóżka i nawet jeżeli po całym dniu padam zmęczona po kilkunastu godzinach na uczelni lub sfrustrowana, a to bo trzeba było stać godzinę w kolejce w supermarkecie, tylko po to aby kupić jogurt, a to w autobusie ktoś nadepnął mi na nogę, kto inny potrącił, a ścisk był taki, że przysłowiowe sardynki w puszcze mają w niej więcej luksusu i miejsca tyle, że mogłyby tam urządzić imprezę, mogłam tego jednak wszystkiego doświadczyć i mam nowe wspomnienia.  

Nie mając tylu rzeczy...
 mam jednak bardzo wiele.

Jak zawsze zapytam o zdanie Was: 
a Wy, za co jesteście wdzięczni? :-) 
Wyrażacie podziękowanie na co dzień za te ,,małe rzeczy"?