Cudzą drogą

By | 09:12 169 comments


Całe nasze życie moglibyśmy porównać do mapy. Niestety dla naszych portfeli nie jest to mapa skarbów jednak równie cenna, ponieważ stanowi całokształt doświadczeń. Przychodząc na świat stawiamy w ten sposób pierwszą pinezkę na białej kartce papieru. Każdy kolejny etap w naszym życiu to kolejny krok i kolejna wbijana szpilka. Jedna za drugą tworzy cały szlak, który nie jest niekończącą się linią, ale prowadzi do ostatniej na samym krańcu przestrzeni papieru. Porównując mapy poszczególnych osób zauważyć możemy jak skrajnie różne są te krzywe. Totalny chaos, abstrakcja, każda kreska prowadzi w innym kierunku odmienne są bowiem koleje naszego losu. Czasem jednak nakładając jedną ryzę papieru na drugą możemy zobaczyć zależność, linie są identyczne i pokrywają się. 
Zapytasz: Czyje to w takim razie obrazki? Odpowiedź jest prosta. Córki, Matki, Babki i Prababki... Całych pokoleń

Mama Asi to prawdziwa gospodyni domowa z krwi i kości. Kiedy kran zaczyna przeciekać zamiast za słuchawkę telefonu w celu wezwania fachowca chwyta za śrubokręt i dzielnie zmienia uszczelki. Rano wstaje punkt szósta, aby wypiec chleb, aby dzieci nie musiały karmić się sklepowymi ulepkami z całą Tablicą Mendelejewa w składzie. Kiedy wszyscy opuszczą próg mieszkania i ma czas dla siebie postanawia zrobić mały remont i odmalować meble we wszystkich siedmiu sypialniach czego dokonuje jeszcze przed powrotem domowników do domu. Uczucie do wałka i pędzla żywi od dzieciństwa kiedy marzyła o zostaniu artystką i posiadania własnej galerii w Mediolanie. Na Akademię Sztuk Pięknych nie poszła - ze strachu. Bała się przyszłości, trudnych czasów, rachunków do zapłacenia, bo obrazy choć piękne to jednak do garnka nie wejdą, a namalowane na nich jedzenie nasyci oczy lecz nie żołądek. Zresztą te wszelkie opinie krytyków sztuki porównujących ją do nowej Fridy Kahlo pewnie były wyłącznie głosami litości. Jest zapewne tyle lepszych od niej osób, że wstyd stawiać obok nich swoją sztalugę. Marzeń nie spełniła, a jedyne rysunki wykonuje ze swoimi dziećmi podczas popołudniowych zabaw, ucząc ich jak narysować kotka za pomocą dwóch kółek. Asia talent plastyczny odziedziczyła po mamie i od dziecka nie można było jej dojrzeć bez kredki w dłoni. Malowała po każdej napotkanej powierzchni łącznie - ku znikomej uciesze rodziców także po ścianach. Choć pragnęła o ASP nie odważyła się. Skoro mamie się nie udało dlaczego z nią miałoby być inaczej? Została podobnie jak ona piastunką domowego ogniska. 

Karolina wychowała się w konserwatywnej rodzinie. Był dom, było małżeństwo, były dzieci. Dokładnie tak jak być powinno, a że w małżeństwie rodziców krzyki i awantury nie miało znaczenia. Jak ślub to na całe życie, rozwód to wstyd wszak w całej rodzinie takiego nigdy nie było. Choć tatę kochała widziała co to za człowiek i nigdy nie chciała podzielić losu mamy - ofiary. Sama zakochała się szybko i równie prędko założyła rodzinę. Mąż jednak okazał mniej zainteresowania niż w pierwszej fazie związku swą piękną kobietą, za to sporą uwagę poświęcał obcym mijanym na ulicy. Zamiast wracać do domu z kwiatami, wracał z butelkami. Małżeństwo choć nieudane trwało, bo ślub jest na zawsze. Mama wytrzymała, to ona też da radę. Zresztą usprawiedliwia zachowanie zięcia jak wcześniej męża - młody i głupi, jeszcze zmądrzeje, a Ty potulnie słuchasz wszak najważniejsza kobieta w Twoim życiu nie może się przecież mylić. 

Więzy krwi są najmocniejszymi jakie mogą wiązać i równie jak liny ciężkie do zerwania i krępujące. Lina to lojalność wobec autorytetów, którymi są członkinie naszej rodziny. Lojalność wobec systemu, którego samemu jest się członkiem.
Może blokować na podejmowanie samodzielnych, a często odmiennych decyzji. Chcemy żyć inaczej, jednak czujemy się winni, pragnąc tego, czego nasze wzory nie osiągnęły. 
Z drugiej strony niewyobrażalnym wydaje nam się zadziałać inaczej. Znamy bowiem tylko to co pokazały nam one, każda inna decyzja jest czymś obcym, dziwnym. Niepasującym do znanego nam modelu. 

Często pokolenia powtarzają zachowania i wybory swoich przodków. Powiedz mi, że nigdy nie widziałeś udając się po poradę prawną na drzwiach złotej tabliczki, z wygrawerowanymi: Jan Kowalski, Piotr Kowalski i założyciel  Kazimierz Kowalski - dziadek, ojciec i syn, a zapewne w kolejnych latach dopisani do listy zostaną kolejni Kowalscy. Nawet jeżeli chciał zamiast kariery prawnika zostać hydraulikiem - nie został. Studiowanie prawa jest niemalże jak tradycja, a pradziadek jest głównym sponsorem wydziału na Uniwersytecie na którym studiowali także jego syn i wnuk. Przerwać wieloletnią tradycję i zhańbić nazwisko pracą tak pozorną? Nigdy w życiu.

Paraliżujący strach przed obraniem własnej drogi i wyjścia z zamkniętego kręgu powoduje, że zaczynamy żyć nie życiem własnym, a cudzym. Choć blokuje nas poczucie winy nie warto trwać  w pięknej historii lecz niestety napisanej nie przez siebie. Nie Ty jesteś jej autorem, ogrywasz jedynie przypisaną Ci rolę. Można jednak zmienić ten schemat, zerwać więzy łączące całe pokolenia i zacząć żyć na własny rachunek. Odważyć się sięgnąć po swoje
Może dzięki temu nie tylko my, ale i nasze matki, babki widząc naszą odwagę sięgania po swoje podejmą swoją własną walkę o swoje marzenia? 
Nigdy bowiem nie jest za późno na zerwanie z dotychczasowym życiem i zmiany. 

Co uważacie na temat powielania schematów 
znanych z dzieciństwa i rodzinnego domu?
Też mieliście problem z podejmowaniem innych decyzji
 niż tych jakich od Was oczekiwano?


Nowszy post Starszy post Strona główna

169 komentarzy:

  1. Zgadzam się z twoim postem w 100% :) dokładnie zazwyczaj robimy wszystko czego oczekują od nas rodzice,nauczyciele itp nawet jeśli robimy to wbrew sobie :p tylko po to żeby nie przynieść wstydu... Rezygnujemy ze swoich marzeń i spełniamy oczekiwania innych ludzi... Albo powielamy schematy rodzinne no bo jeśli mama babcia tak zrobiły to Ja będę taką sama i to jest błąd bo to my i wyłącznie my decydujemy o swoim życiu :) Ale chaotycznie napisałam no trudno :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Często tak jest niestety, że właśnie żyjemy życiem nie swoim, a cudzym. Powielamy to co nam znane bojąc się podjąć tego co dla nas jest jedną wielką niewiadomą i nie wiemy jaki może być efekt końcowy. Stach jednak przed tym finalnym efektem nie powinien być powodem do odpuszczania i rezygnacji z marzeń. :-)

      Usuń
  2. Naprawdę świetny blog.! Oby tak dalej.:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo dziękuję! Miło mi czytać takie komentarze i też mam nadzieje, że blog dalej będzie się rozwijał. :-)

      Usuń
  3. Z tym powielaniem wzorców najczęściej mam do czynienia, kiedy jadę do babci na wieś. Wszystkie starsze panie, w tym i moja babcia doskonale pamiętają, jak na ślubnym kobiercu stanęły mając lat 18, czasem nawet i mniej. Ledwo im cycki urosły, mogły się stawać żonami. Ich córki - czyli pokolenie mojej mamy nie były inne. Jak miały 20 lat już zazwyczaj złoto na ich palcu widniało. Jako że robiły tak, a nie inaczej od dzisiejszej młodzieży wymagają podobnie. Przykładem może być tu jedna 24 letnia mieszkanka wsi, młoda, ładna studentka. Gdy po ukończeniu liceum po prawie trzech latach związku zerwał z nią chłopak, nie miała ochoty wiązać się z kimś innym. Skupiła się na studiach. Gdy na torcie zdmuchnęła 23 świeczki na wsi zaczęło się gadanie: "stara panna", "jak tak będzie zwlekać, to zostanie sama". I dziewczyna jakby w amoku tych słów na siłę zaczęła szukać narzeczonego. Ja się pytam jakim prawem? To, że dwa pokolenia szybko się żeniły, często później będąc nieszczęśliwe, oznacza od razu, że nie można sobie układać życia w swoim tempie? Na szczęście coraz częściej zauważam bunt młodzieży przeciwko takim zagrywkom i dobrze - nawet jeśli ktoś ma popełnić błąd, niech idzie własną drogą.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To prawda, poprzednie pokolenia bardzo szybko zawierały związki małżeńskie i zakładało rodziny - najczęściej wielodzietne. Dlatego dla nich dzisiejsza kobieta w wieku 25 lat niezamężna i bezdzietna to totalna abstrakcja. Czasy się jednak zmieniły - dziś kobieta to nie tylko gospodyni domowa zajmująca się rodziną, ale także spełniona kobieta pracująca. Mamy równouprawnienie i cieszę się, że to myślenie się zmienia.

      Usuń
    2. Czyli byłam starą panną i nawet o tym nie wiedziałam :D No, ale ja nie pochodzę ze wsi, choć chętnie bym się tam teraz wyprowadziła :D

      Usuń
  4. Mam chyba to szczęście, że przykładowo moja mama wyłamała się z tego schematu i wielokrotnie mówiła mi, że przy wychowywaniu mnie starała się nie popełniać tych błędów, które popełniła jej mama, czyli moja babcia. I chwała jej za to :D <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zdecydowanie widać różnice w wychowywaniu dzieci przez poprzednie pokolenia, a rodziców w dzisiejszych czasach. Wszystko to jednak wynika z tego jakie nastąpiły zmiany w sytuacji na świecie. Poszliśmy z duchem czasu i musieliśmy dostosować się do aktualnego postępu, tempa życia. :-) To brawa dla mamy, że wyciągnęła wnioski i zastosowała je u siebie! :-)

      Usuń
  5. W mojej rodzinie nikt nie wpływa na moje decyzję i cieszę się z tego, bo jak nie raz czytam coś w stylu 'chcę iść na pielęgniarstwo, ale mój tata i dziadek są architektami i nie wyobrażają sobie że ja nim nie będę, że nie będą mieli co zrobić z firmą. Czuję się nieszczęśliwa, ale nie mogę zawieźć rodziny', to robi mi się żal takiej osoby.. ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To dobrze, że u Ciebie nie ma takiego zjawisko, bo ono niestety bardzo hamuje rozwój osobisty. :-) Mi też niestety żal takich osób, bo nie mają możliwości żyć po swojemu tylko przeżywają życie... cudze.

      Usuń
  6. To jest post o mnie kochana ;-) Gdy miałam 20 lat zaszłam w nieplanowaną ciążę, pod wpływem rodziny musiałam poślubić ojca dziecka (przed urodzeniem dzidziusia przeciez musi być ślub) Pamiętam gdy szłam do ołtarza w głowie huczało mi że nie chcę go za męża i...powiedziałam mu tak...Małżeństwo moje trwało , z roku na rok było coraz gorzej.. Przychodziłam do moich rodziców ze skargami a oni na to że muszę z nim być do końca życia...Na mnie słowo MUSZĘ działa jak płachta na byka. Odeszłam od niego(po 8 latach) i była to najlepsza decyzja w moim życiu. Teraz nawet córka mówi mi że nie rozumie jak tak długo mogłam z nim byc ;-) Nie wolno się bać ani ulegać stereotypom, życie jest za krótkie aby je marnować :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czyli jednak ,,ugryzłam" faktycznie temat, który rzeczywiście istnieje. Współczuję, że musiałaś postąpić wbrew sobie i własnemu sumieniu i jednocześnie podziwiam i gratuluję, że jednak postawiłaś na siebie i nie bałaś się wziąć życie w swoje ręce! Bardzo cieszę się, że jesteś obecnie szczęśliwa, naprawdę. :-) Pięknie podsumowałaś. Mam nadzieje, że któraś z czytelniczek po przeczytaniu Twojego komentarza, a znajdująca się w podobnej sytuacji weźmie z Ciebie przykład, że MOŻNA zawsze coś w swoim życiu zmienić! :-)

      Usuń
  7. najgorzej jak nie wiadomo kim chcemy byc:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To prawda, to kolejny ciężki temat i dylemat... Wszystko jednak przychodzi z czasem. ;-)

      Usuń
  8. Ja żyję tak jak tego chcę, nie pozwolę sobie aby mi ktoś coś narzucał;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo dobrze, gratuluję w takim razie! :-)

      Usuń
  9. jejciu czy ty wszystko co piszesz musisz wybierać tak, że we mnie szpilki wtykasz? :D Ajaj... od czego zacząć by za dużo nie popierdzielić głupot... no więc... mimo wszystko... ugryzę od drugiej strony by się wyróżnić komentarzem :D mwahahaha... Bo wiele razy myślałam, że moja mama mnie osacza, kontroluje co robię, wszystko krytykuje itp itd i Zawsze mnie to mega denerowowało... ale odkąd poszłam na studia odkryłam, że wiele zachowań od niej przejełam i byłam w szoku. Te same teksty, zachowania, gesty, nawet nucone piosenki. Odkryłam, że im bardziej się starzeje tym bardziej przypominam nią samą... Aż się przestraszyłam :) Oczywiście wiele mi brakuje i różnię się od niej bardzo, ale nie spodziewałam się, że aż tyle cech przejełam mimowolnie, z własnej woli! Do tej pory mi to się nie mieści w głowie :) Dlatego zmieniłam do niej podejście i zawsze staram się wczuwać w jej emocje i uczucia, jak ona się czuję ^^

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Absolutnie nie chcę wbijać w Ciebie szpilek kochana, miałam nadzieje, że tym postem zmotywuję tych, którzy boją się podjąć walkę o siebie... do działania i odmiany swojego losu, który uważają za stracony. ;-)
      To nic dziwnego, często powielamy zachowania naszych rodziców, bo obserwujemy je od maleńkości i to często jedyne co znamy i wydaje nam się prawidłowe. Rodzice to nasze autorytety nic więc dziwnego, że pragniemy być tacy jak oni. Tylko nie możemy w tym wszystkim zapominać, że powinniśmy żyć według siebie, tego czego sami oczekujemy od życia. :-)

      Usuń
    2. Ale ja wcale nie pragnęłam, to niezależne ode mnie :)

      Usuń
    3. Wierzę, powielamy często te schematy zupełnie nieświadomie! :-) To zupełnie normalne dla dziecka to rodzic jest niczym superwomen/superman. :D Kto by nie chciał być superbohaterem?

      Usuń
    4. prawda w 100%... bo kto nie chciałby być supermenem/women lub prezydentem w dzieciństwie ? :D

      Usuń
  10. Też bym nie chciała powielać tych zachowań, ale z genami ciężko walczyć. Choć myślę, że udało mi się zejść ze zlej ścieżki i moje życie jest o niebo lepsze , niż to mojej mamy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Faktycznie te więzy krwi są naprawdę bardzo silne... ;-) Cieszy mnie, że bierzesz sobie do serca wnioski z obserwacji życia Twojej mamy i życzę, abyś zawsze kierowała się swoją wolą. Poza tym też życzę też, aby Twoja mama także z tej ścieżki zeszła!

      Usuń
  11. Bo z domu wyciągamy wzorce rodziny. Ale można temu powiedzieć pass, np moja mama jest kobietą bardzo uległą, tata podejmuje wszystkie decyzje, mama jest bardzo kontrolowana przez tatę, jak wychodzi sama z domu, musi się meldować. Nie ma swoich koleżanek (z tymi z pracy nie widuje się prywatnie), mają tylko wspólnych znajomych. Wygląda na to, że jej tak dobrze, pasuje jej to. Ja z kolei, myślałam, że tak powinno być.
    Mój pierwszy w życiu poważny związek trwał 3 lata i wyglądał dokładnie tak... za wyjątkiem, że on nie był dla mnie dobry, był despotą, zabranial, nakazywał, nie troszczyl się, tata dla mamy jest dobry. Jednak ja myślałam, że tak musi być i tak jest dobrze, zgadzałam się i byłam uległa. Dyktował mi wszystko, nawet styl ubrań jakie mam nosić. Byłam jeszcze młoda, dopiero wchodziłam w dorosłość. Pozbawil mnie znajomych, mięliśmy tylko wspólnych, donikąd nie chodziłam sama.
    Ocknęłam się już po osiemnastce. Rzuciłam go, latami się przypominał, ale ja stałam się niezależna i sama decydowałam o sobie. Zmarnowałam kawałek życia, nawet szkołę przez niego zawaliłam, bo ciągle za mało mu poświęcałam czasu... szkoda gadać. Dziś jest inaczej, jestem w zdrowym małżeństwie, mamy wspólnych i oddzielnych znajomych, co za tym idzie, swoje odskocznie. Nie spędzamy każdego dnia razem, ja dziś mam w planach naukę, bo idę do szkoły wieczorowej, a on spędza dzień z przyjacielem na działce i nikt nikogo nie kontroluje i nikt nikomu nie robi na złość. Teraz to wiem. I sama do tego doszłam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No właśnie - widziałaś to w domu więc wydawało Ci się, że to jest prawidłowe, normalne. Poznałaś jednak, że Tobie to nie pasuje i cieszę się, że szybko zareagowałaś. Twoja historia ma happy end, bo wyciągnęłaś wnioski i zastosowałaś je w swoim życiu, co wyszło Ci na dobre, a co najważniejsze dokonałaś tego SAMA. :-)

      Usuń
  12. Fajnie się zgrałyśmy wpisami, bo Twój tekst jest niejako rozwinięciem jednego z moich podpunktów, tego o pochodzeniu.

    Ja. Jeśli chodzi o drogę zawodową, mama i tata zawsze byli zdania "rób, co ci tam w duszy gra", ale naciskali na edukację i ukończenie studiów. Ponieważ jednak 90% krewnych ze strony taty to lekarze, babcia całe życie powtarzała, że mam iść i pójdę na medycynę. Nigdy w życiu! Idę własną drogą w 100%. Znasz mnie zresztą, wiesz, że jestem przeciwieństwem ślepej owcy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Szczerze mówiąc to nie wyobrażam sobie, abyś Ty poszła drogą jaką nakazują Ci inni i to jedna z tych rzeczy, która jest w nas identyczna. :D

      Usuń
  13. Powiem szczerze, że sama nigdy nie miałam problemów z wyrażeniem swojej opinii, nawet gdy oczekiwano ode mnie innej. Natomiast im jestem starsza tym bardziej zauważam, że wiele decyzji podejmowałam by nie zawieść swoich bliskich (a nawet znajomych). Na szczęście to już przeszłość, a ja zaczynam powoli iść własną ścieżką i nie oglądać się na innych :)

    Zapraszam w wolnej chwili do siebie :)
    http://www.lefffka.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiele decyzji często podejmujemy własnie z tego powodu, że tego konkretnie oczekują od nas inni. Wiadomo, warto mieć na uwadze ich cenne rady, nie powinny jednak ich opinie zastępować naszych własnych. :-) Brawo dla Ciebie!

      Usuń
  14. Dobry temat! Tylko ja mam kurcze inny problem - robię inaczej niż tradycja rodzinna nakazuje, to mam Sajgon. Masakra. A że nie jestem ślepo zapatrzona w słuszność rodzicielskich decyzji, sama mając prawie 40 lat, robię to, co uważam za słuszne. Matka ta czy tamta się z tym nie zgadza, i tak mam Sajgon :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To jest naprawdę częsty problem wśród wielu młodych ludzi! Ważne jednak, żeby podejmować samodzielne decyzje, nieważne czy otrzymujemy poklask na nie od innych czy nie. ;-)

      Usuń
  15. Znam to. Na zajęciach z psychiatrii nazywali u nas ten mechanizm "domową matrycą do powielania błędów rodzinnych" . Czasami do tych zachowań dochodzi jeszcze zależność finansowa... To jest chyba najgorsze - przyzwyczajenie do wygodnego życia i potem rezygnacja z nie niego i odnalezienie się w nowej sytuacji - pokonać coś takiego to jest wyczyn

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O to ciekawe co napisałaś o tej kwestii finansów i absolutnie masz racje. Często wielu godzi się na życie takie, a nie inne, bo boją się ryzyka i odcięcia od ,,źródełka". W ten sposób co prawda, nie realizują siebie, ale mają zapewnioną stabilność finansową i spokój, który jakoś wynagradza im to, że nie żyją według własnego planu. Tylko... czy warto?

      Usuń
  16. U mnie zawsze mama mówiła, że kobieta powinna być samodzielna i wykształcona, a nie polegać tylko na facecie. Oczywiście się z nią zgadzam, bo skończyłam studia tak jak ona, ale jednak robię trochę po swojemu i to facet głównie zarabia i utrzymuje dom, więc niektóre rzeczy się może pokrywają, ale chyba więcej rzeczy jest zrobionych po mojemu, bo jestem w ciąży, żyje w chłopakiem bez ślubu, ślub weźmiemy później :) U mojej mamy było całkiem inaczej, ale nie naciska na nic i też uważa, żebym robiła jak uważam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kobieta zdecydowanie powinna być niezależna. :-) Nie ma jednak nic złego w tym, że kobieta zajmuje się domem, a mężczyzna jako głowa rodziny zarabia na jej utrzymanie. Jeżeli to sprawia jej przyjemność to jak najbardziej. Jeżeli jednak pragnie czego innego - powinna to realizować. :-)

      Usuń
  17. Mnie jest szczerze żal takich rodziców, którzy narzucają swoim dzieciom, często już dorosłym, jak mają żyć, kim mają być i co robić. Nie powinni być rodzicami. To jak zamykanie ich w klatce. Każdy ma prawo do marzeń i ich realizacji.
    Kolejny raz to napiszę, ale to jak piszesz jest niesamowicie dobre. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Każdy rodzic chce dla swojego dziecka jak najlepiej stąd też tak ogromna ich ingerencja w nasze życie - to zrozumiałe. Nikt nie chce, aby jego ukochana pociecha zbyt szybko wyleciała z gniazda, a nie daj boże popełniła jakiś błąd stąd też decydują za nas uważając, że mają doświadczenie jakiego nam brak. :-) Sami jednak musimy podejmować decyzje nawet jeżeli są błędne - inaczej nie nauczymy się niczego, a cenne doświadczenie wykorzystać możemy w dalszym życiu.
      Bardzo dziękuję za piękne słowa!

      Usuń
  18. Jestem osobą dosyć niezdecydowaną, więc często liczę się z opinią bliskich mi osób. Ale z drugiej strony lubię sie uczyć na cudzych błędach i staram się wyciagać wnioski. Więc chyba jestem gdzieś pośrodku tych pokoleniowych schematów.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie ma nic złego w pytaniu o zdanie innych i korzystaniu z ich doświadczenia. Jednak są pewne rzeczy, które musimy wypróbować na sobie, tylko wtedy jesteśmy w stanie się czegoś nauczyć i być samodzielni w przyszłym życiu. :-) Cieszę się, że masz tak dobrze zachowany balans pomiędzy jednym, a drugim. :-)

      Usuń
  19. Nie ma mowy. Z natury jestem buntowniczką i jeżeli mi się coś nie podoba to tego nie robię. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Świetnie, w takim razie żyjesz po swojemu, tak jak powinno to wyglądać. :-)

      Usuń
  20. pochodzę z rodziny księgowych, mimo to nigdy nie lubiłam matematyki, liczenia i cyferek i chociaż mama z ciociami namawiały mnie, bym poszła na ekonomię, to ja wolałam iść własną drogą i studiować andragogikę, po której ciężko jest znaleźć pracę. pracuję, ale niedługo kończy mi się umowa i pomyślałam, że dwa lata po studiach można by się przekwalifikować i tak za kilka dni zaczynam naukę na kierunku technika... rachunkowości, z czego ciocie maja ubaw, bo mówią, że tak się zapierałam, a i tak najprawdopodobniej pójdę w ich ślady i będę pracować z cyferkami ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie ma nic złego w tym, że jednak poszłaś ich ścieżką przed którą ,,tyle się wzbraniałaś". Ważne, abyś robiła to co naprawdę będzie dla Ciebie ciekawe. Nie zawsze nasze pierwsze wybory muszą być trafne, ważne abyś wreszcie znalazła to co sprawia Ci przyjemność. :-)

      Usuń
  21. U mnie w rodzinie nie ma jakiegoś naciskania, że np:. ''babcia była nauczycielką, to Ty też musisz''. Rodzice za mnie nie decydują, a jak im jakiś mój wybór nie odpowiada, to dyskretnie sugerują coś innego lub nakierowują na inne ''tory''. Cieszę się, że nie mam takiego nacisku. Jednak podtrzymywanie rodzinnej tradycji czy passy jest fajne, więc czasami można postępować tak, jak ''rodzinna tradycja nakazuje'' :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dobrze w takim razie, że nikt nie narzuca Ci drogi, którą masz podążać. Taki nacisk rodziców jest dobry jeżeli ma motywować, nie jeżeli ma całkowicie zastępować możliwość podejmowania własnych decyzji.
      Absolutnie nie mówię, że podtrzymywanie tradycji nie jest dobre - sama chciałabym takie posiadać, jednak tylko jeżeli sama wybrałabym, że chce je kontynuować. :-)

      Usuń
  22. Niestety od maleńkości moja odrębność była bardzo widoczna i nie spełniałam "życzeń" bliskich. Nawet jakby chcieli to nie wpływają na moje decyzje.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja uważam to za plus, że podejmujesz decyzje własne, choć domyślam się, że bliskim nie jest łatwo się z tym pogodzić. Z jednej strony to rozumiem - troszczą sie o Ciebie i chcą jak najlepiej. Muszą jednak pogodzić się z faktem, że to Twoje życie.

      Usuń
  23. Jak na tak mloda osobe, piszesz bardzo madre i bardzo ciekawe posty. Bardzo duzo prawdy jest w tym, co piszesz. Powielamy te wzorce, ktore mielismy w domu, bardzo czesto nieswiadomie, wnosimy to potem w relacjie z innymi ludzi. Dopiero kiedy wlaczymy wewnetrzngo obserwatora i zaczynamy obserwowac siebie, a takze partnera, lub inne osoby z naszego otoczenia, widzimy, jak bardzo nasze zachowania podobne sa do naszch rodzicow. Czasami dostrzegamy to juz bardzo wczesnie, a czasami trzeba wielu lat, aby sie zorientowac i z tego otrzasnac !!

    Ewelino, jestes bardzo madra i piekna dziewczyna:) Pozdrawiam Cie serdecznie:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo dziękuję za komplementy!
      Ważne jednak, aby wreszcie to dostrzec. Jak już pisałam.. nigdy nie jest za późno na zmiany! :-)

      Usuń
  24. Bardzo ładnie napisane :) Idealnie ujęłaś problem.
    My uważamy, że jeśli syn lekarza też jest lekarzem to nic złego, pod warunkiem, że odziedziczył jego zdolności. Tak samo jest z prawnikami czy innymi zawodami. Nie raz jednak jest trudno to wyegzekwować. U nas było tak, że mama ma medyczne wykształcenie i my zawsze mówiłyśmy "nie, nie, my nie idziemy w tym kierunku... nigdy!" a dopiero w liceum okazało się, że to właśnie tematy powiązane z medycyną interesują nas najbardziej :P A marzenia o zupełnie innym zabarwieniu również realizujemy na własną rękę :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję kochane!
      Ja też uważam, że wszystko jest w porządku jeżeli ktoś podejmuje te prace w związku ze swoimi zainteresowaniami czy zdolnościami.
      Czyli mimo wszystko niezależnie czy jest to w waszym domu tradycją czy nie co najważniejsze realizujecie SIEBIE, tak trzymać! :-)

      Usuń
  25. Mnie rodzice od zawsze powtarzali, że mam robić w życiu to, co będzie mi sprawiało przyjemność i nie sugerować się ich wyborami. Nie powieliłam schematu, ale jest to dosyć powszechne zjawisko.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo dobrze w takim razie, że dają Ci wolną rękę, abyś sama znalazła to co kochasz. :-)

      Usuń
  26. ja zawsze robię wszystko po swojemu nie słuchając się innych rad;p

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To chyba najlepszy sposób, tak trzymaj kochana! :D Staram się robić podobnie! :-)

      Usuń
    2. i dobrze:) jesteśmy same sobie paniami :)

      Usuń
  27. Popełnianie błędów takich samych jak przodkowie jest głupie. Trzeba popełniać własne błędy.
    Nie, nie mam problemu żeby podejmować decyzji odmiennych od oczekiwań ludzi. Nie boję się tego i właściwie to czuje satysfakcje widząc zaskoczenie na ich twarzach ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też uważam, że najwięcej nauczymy się tylko jeżeli sami czegoś doświadczymy. Oczywiście każdy chciałby uniknąć błędów jednak to niemożliwe.
      To dobrze, że nie masz z tym problemów, życzę aby zawsze tak było. :-)

      Usuń
  28. Czasem nawet nie zdajemy sobie sprawy, jak wielki wpływ ma na nas przeszłość - i to nie koniecznie nasza

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To prawda, najczęściej robimy to zupełnie nieświadomie!

      Usuń
  29. ja za żadne skarby nie chciałabym podzielić losu mojej mamy . przez co zakończyłam związek w którym partner dawał sygnały podobieństwa do mojego taty. Kocham go ale i podziwiam mame że tyle z nim wytrzymała i wytrzymuje nadal- własnie podejscia że ślub to na całe życie. Ja panicznie się boje żeby nie podzielić jej losu...Uciekam przed tym....

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ważne, że dostrzegasz problem i zdajesz sobie sprawę z tego. Wyciągnęłaś wnioski i stosujesz je u siebie, to najskuteczniejsza metoda, której Ci gratuluję. :-) Pamiętaj, wcale nie musi być tak jak u Twojej mamy, to Ty kierujesz swoim życiem, nikt inny.

      Usuń
  30. łubudu bu:D Leon komcia nie może dodać;p

    OdpowiedzUsuń
  31. z mojego punktu widzenia, wszystko dla każdego człowieka na początku jest tabula rasą. Może obserwować życie swoich rodziców, ciotek, kuzynów, a potem wchłaniać te nawyki, złe i dobre. Kwestia tego, czy pójdzie z ślady swoich najbliższych to wyłącznie strefa komfortu (albo i nie-komfortu), która odbiera wszelką motywację i ambicję, aby wysilić się i zmienić coś w swoim kierunku. Błędy, które popełniamy, wynikają z niewiedzy, lenistwa i hermetycznego zamknięcia w swoim środowisku.
    Jak dla mnie - wszystko jest szansą.
    :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Absolutnie zgadzam się ze wszystkim co napisałaś, widzę, że mamy podobne poglądy na ten temat. :-) Obserwujemy, ale decyzje powinny wynikać wyłącznie z naszych preferencji. Faktycznie często to właśnie jest powodem tego, że nam się nie udaje. Zawsze jednak możemy po prostu postąpić... inaczej. :-)

      Usuń
  32. Ja w pewnych kwestiach pozostanę wierna tradycjom rodzinnym a w niektórych wybiorę inną ścieżkę życiową :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie ma nic złego ani w jednym ani drugim jeżeli tylko jest to Twoja decyzja. :-)

      Usuń
  33. Ja na szczęście nie mam aż takich problemów z rodziną, mogłam decydować o swojej przyszłości sama i nadal to robię. U mnie w domu nie ma aż takiej tradycji rodzinnej, którą kolejne pokolenia mają za zadanie kontynuować. Znam wiele takich osób, które musiały pójść do konkretnego liceum, bo rodzice tam chodzili, czy iść na konkretny kierunek studiów, ale to tylko w przypadku rodziców i dziadków prawników i lekarzy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To dobrze, że decyzje podejmujesz na własną rękę. Ja również znam wiele takich osób, nawet w bardzo bliskim moi kręgu i przestrzegam przed takim postępowaniem. :-)

      Usuń
  34. Niektóre schematy powielamy nawet o tym nie wiedząc. Dopiero po pewnym czasie to dostrzegamy ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie! Robimy to zupełnie automatycznie, bo tylko to znamy stąd wydaje nam się jedynie prawidłowe. Ważne, aby w porę się otrząsnąć. :-)

      Usuń
  35. Nie sądzę abym powielała schematy ze swojego domu. Owszem rodzice mieli znaczący wpływ na pokierowanie mojej kariery. Jednak jestem im wdzięczna i z biegiem czasu wiem, że dobrą decyzję podjęłam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie ma nic złego w korzystaniu z dobrych rad rodziców, tylko czym innym jest wykorzystywanie ich cennego doświadczenia, a czym innym bezmyślne powielanie wbrew sobie. :-) Jeżeli słuchamy tego co mają do powiedzenia, analizujemy i postępujemy w ten sposób, bo uważamy to za dobre dla nas samych - jak najbardziej głośne TAK! :-)

      Usuń
  36. Ja jestem typem tradycjonalistki i osoby twardo stąpającej po ziemi. Lubię czuć się bezpiecznie i powielam wiele schematów mojej mamy i babci. Jednak jeżeli jest coś wbrew mojej naturze i coś z czym wcale się nie zgadzam to pomimo mojej spokojnej osobowości 'zbuntuję się'.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To najważniejsze jednak, że w chwilach kiedy nie jest ,,po Twojemu" stosujesz inne rozwiązania. :-)

      Usuń
  37. Ja na szczęście robię dokładnie to co chcę. Nikt nie mówi mi co powinnam, poza babcią, ale tato zawsze tłumaczy jej, że nikt nie będzie spełniał jej oczekiwań. Każdy ma swoje życie i powinien dokonywać własnych wyborów. Gimnazjum i liceum wybierałam sobie sama, profile też, kierunki studiów też były moim wyborem. Niektórych decyzji żałuję, ale dzięki temu teraz jestem mądrzejsza :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Gratuluję zatem, że podejmujesz decyzje zgodnie z własnym sumieniem! :-) Wiadomo, nigdy nie będziemy w pełni zadowoleni z podjętych decyzji, ale co najważniejsze są one nasze i uczą nas na przyszłość. ;-)

      Usuń
  38. Powiem Ci, że gdybym w pewnym momencie nie opamiętała się i nie puknęła w czoło, to mogłabym z powodzeniem zostać jedną z bohaterek Twojego tekstu. Powielanie schematów i postępowanie wbrew własnej woli, bo wszyscy dookoła tego oczekują, to jedna z najgorszych rzeczy, jakie człowiek może sobie zrobić. Straconego czasu nie da się odzyskać.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się zatem, że w porę to zrozumiałaś i gratuluję! Zgadzam się, to strata cennego czasu.

      Usuń
  39. Ja jestem w szoku co dzieje się w moim życiu, ale odkąd poszłam na studia idę własną drogą. Kosztuje mnie to wiele nieporozumień i spięć z najbliższymi, ale nie będę wybierała drogi, którą już ktoś poszedł i nic z tego nie wyszło. Coś się nie uda, bo na mojej drodze będzie duży kamień, błoto czy ogromna przepaść, ale ważny jest sposób, który wymyślę, aby ominąć te trudnościi iść dalej. Podnoszę głowę do góry i idę dalej mimo tego, że jestem na niepewnym gruncie. Ale to mój grunt!
    Ptysiablog

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wierzę, że wywołuje to konflikty i przykro mi z ich powodu. Nie warto jednak podporządkowywać się innym tylko dlatego, aby mieć ,,spokój". Jestem pewna, że prędzej czy później zrozumieją, że to Twoje życie! :-) Pamiętaj też, że wynika to najprawdopodobniej z troski - chcą Cię ochronić przed błędami.

      Usuń
  40. Bardzo dobrze to wszystko opisałaś. To chyba jeden z gorszych powodów marnowania sobie życia. Chociaż słyszałam też, że podobna więzi rodzinne mają na nas taki wpływ, że często podświadomie brniemy w coś czego chcieliśmy uniknąć, np. dziewczyny wybierają chłopka podobnego do swojego ojca... Nie wiem ile w tym prawdy, ale chyba trochę jest bo przecież często powielamy błędy rodziców, mimo, że zarzekaliśmy się że nie będziemy tacy jak oni...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję!
      Tak, ponieważ właśnie najczęściej robimy to zupełnie nieświadomie. Jednak najważniejsze, aby na czas zdać sobie sprawę z tego co robimy. :-)

      Usuń
  41. Przez chwilę myślałam, że tekst odnosi się do mnie ale chyba tylko dlatego, że mam wiele cech mojej mamy i dokonałyśmy podobnych wyborów odnośnie związku i partnera (chociaż, mój luby jest przeciwieństwem mojego ojca) Zawsze miałam wolną drogę odnośnie wyborów szkół i tego co chcę robić w życiu. Nawet kiedy cała rodzina coś mi odradzała ja postawiłam na swoim i codziennie sobie za to dziękuję bo bez tego nie byłabym tu gdzie jestem i z osobą którą kocham nad życie:)

    Ps jestem u Ciebie pierwszy raz i "idę" do kolejnych notek, zapowiada się ciekawie:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Najważniejsze, że miałaś swobodę w podejmowaniu decyzji własnych. Natomiast nie ma nic złego w czynieniu tak jak nasi rodzice - jeżeli to nasz wybór. :-)
      Dziękuję, zapraszam serdecznie! :-)

      Usuń
  42. Wszystko zależy od schematu i od tego, czy działanie wg niego sprawia że jesteśmy szczęśliwi. Ale ogólnie uważam, że w każdej kwesti trzeba mieć własny rozum i zdanie i nie robić niczego pod publikę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie tak! Wszystko odnosi się tylko do tego aby to była NASZA decyzja. Może być identyczna jak naszych bliskich albo zupełnie odmienna. :-)

      Usuń
  43. z tymi więzami krwi... hmmmm znam osobiście członków rodziny.... którzy nie utrzymują kontaktów, nienawidzą sie wzajemnie są najgorszymi wrogami...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak też niestety bywa jak w każdym środowisku - znajomych, przyjaciół czy współpracowników.

      Usuń
  44. Niektóre schematy powielam niestety ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Skoro piszesz niestety to znaczy, że zdajesz sobie z tego sprawę - a tu już tylko mały krok do zmiany! :-) Nigdy nie jest na nie za późno.

      Usuń
  45. U mnie rodzice nie ingerowali zbytnio w moje życie, a jedynie starali się na kierować mnie na ich zdaniem właściwe "tory". Ale widzę, że wiele zachowań od nich przejęłam i w wielu dziedzinach myślę podobnie. Myślę, że ciężko jest, żyjąc w jakimś środowisku, nie przejąć chociaż części zachowań, jakie się na co dzień obserwuje...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nic dziwnego, że je powieliłaś - wynika to z wieloletnich obserwacji. Ważne jednak, aby podejmowane wybory były Twoimi własnymi nawet jeżeli powielają te, które znasz z pokoleń. :-)

      Usuń
  46. Odpowiedzi
    1. Taaak, pracuje codziennie i to teraz akurat miałam do wieczora. :-) Na szczęście jutro tylko do piętnastej! :D

      Usuń
  47. Odpowiedzi
    1. uf jak dobrze że piątek dziś:D

      Usuń
    2. Piątek pracuje - sobota i niedziela też i to do 22:30 :<

      Usuń
  48. Mądre słowa kochana i często tak jest. Ja się zawsze buntowałam bo moi rodzice mieli inny scenariusz na moje życie. Ale się uparłam i dalej tak jest. A rodzina się pogodziła z tym, że często jestem na nie i mam odmienne zdanie. Ale wiesz co dobrze mi z tym i nigdy się nie zastanawiam co by był gdyby . Miłego dzionka :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo dziękuję!
      To dobrze zatem, że jednak działałaś po swojemu - tylko to jest w stanie przynieść nam satysfakcje i radość z realizowanego planu. :-)
      Nawzajem miłego dnia!

      Usuń
  49. niestety wiele jest ludzi którzy zamiast na swoim szczęściu skupiają się na tym jak zadowolić innych.. świetny wpis, obserwuję:*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To prawda, a szkoda ich życia! :-)
      Dziękuję bardzo. :-)

      Usuń
  50. czasem trudno nam wyjść ze schametu bo innego życia nie znamy
    www.puffa.pl

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Właśnie tak - to jest właściwie najczęstszy powód dlaczego tak właśnie się dzieje. Boimy się tego co dla nas zupełnie nowe, wolimy być nieszczęśliwi, ale przynajmniej spokojni niż skakać na głęboką wodę nie wiedząc co może nas spotkać.

      Usuń
  51. Oczywiście się z Tobą zgadzam:) Wiele ludzi jest bardzo nieszczęśliwych przez to, że nie dokonuje swoich własnych wyborów. Moi rodzice też próbowali układać mi życie, czasami jeszcze się buntują bo nie wpisuję się w schemat, bo żyję inaczej niż "powinnam" a już mam tyle lat itd. ja im tłumaczę, że jestem szczęśliwa :) I niby rozumieją, ale w głowie mają "co ludzie powiedzą?" niestety tak zostali wychowani i trudno im czasami to zrozumieć :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Najważniejsze, że potrafisz walczyć o swoje i zgłosić sprzeciw kiedy ktoś za bardzo ingeruje w Twoje życie. To bardzo zdrowe podejście i jestem pewna, że rodzice choć pewnie woleliby życie układać Ci sami to jednak w głębi duszy rozumieją, że to Twoje wybory. :-)

      Usuń
  52. Bardzo dobry tekst!
    Dzieci instynktownie poddają się wpływom rodziców, ufają im i wierzą, że chcą oni dla niego dobrze. Sztuką jest być rodzicem opiekuńczym ale jednocześnie nie ograniczać swojego dziecka i pozwalać mu nie tylko poznawać świat ale i go kształtować. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo dziękuję, miło mi to czytać. :-)
      Zdecydowanie tak, zawierzamy im i to jest dobre, ale jednak powinniśmy zawsze przede wszystkim słuchać siebie i własnego myślenia.
      Po raz kolejny muszę się zgodzić - grunt to doradzać dziecku i nakierować kiedy tego potrzebuje, a nie przejmować stery. :-)

      Usuń
  53. Poruszyłaś kolejny bardzo istotny temat. Ja mam to szczęście, że buntować się nie muszę, bo moi bliscy mają zdrowe podejście w tej kwestii i szanują moje decyzje. Nie wyobrażam sobie, jak by było, gdyby było inaczej.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo się cieszę w takim razie, że podjęłam się aktualnego tematu.
      Cieszę się, że w Twojej rodzinie rozumie się wybory podejmowane przez ich członków i nie ingeruje się w nie.
      Też sobie nie wyobrażam takiej sytuacji dlatego cieszę się, że też mam swobodę wyboru. :-) Jestem dosyć niezależną osobą i muszę mieć niestety po swojemu.

      Usuń
  54. Myślę, że wiele zależy od wychowania. Jeżeli jesteśmy wychowywani w rodzinie gdzie nie można wychylić się za "ramy przyzwoitości" to wchodzimy w to i popełniamy te same błędy co rodzice, dziadkowie. Wydaje mi się że takich rodzin jest coraz mniej. Nasze społeczeństwo jest bardziej elastyczne i tolerancyjne niż kilka/kilkanaście lat temu :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak dokładnie jest. W każdej rodzinie w różny sposób wychowuje się dzieci i póki rodzice, ale nie tylko rozumieją potrzeby swoich pociech wszystko jest w porządku. Gorzej jeżeli ich nie dostrzegają i zastępują realizacją własnych. ;-)
      To też prawda, dobrze że dopasowujemy się do zmieniającej się sytuacji na świecie. :-)

      Usuń
  55. Skąd Ty bierzezz pomysły na takie mądre teksty..

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo dziękuję i sama nie wiem co odpowiedzieć... :D! Tworzą się w głowie, a potem tylko przebieram paluszkami po klawiszach, aby te myśli ,,urzeczywistnić". :D Dziękuję za komplement!

      Usuń
  56. Rzeczywiście bardzo często powielamy wzorce wyniesione z rodzinnego domu, i te dobre, i niestety czasem te złe...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czasami to dobrze jeżeli jest to zgodne z naszymi pragnieniami. Jeżeli jednak nie jest - tu pojawia się problem.

      Usuń
  57. Podejmuję własne decyzje, jednak dorosłe życie wcale nie upoważnia mnie do robienia tego, co chcę. Przynajmniej dopóki nie zacznę żyć na własną rękę. ;]

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To też prawda, dorosłość wcale nie uprawnia nas do wszystkiego, wręcz przeciwnie - musimy bardziej racjonalnie podejmować decyzje za które jesteśmy odpowiedzialni. :-)

      Usuń
  58. Bardzo swietny blog! Obserwuję! Pozdrawiam, melodylaniella.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  59. Oj niestety masz rację- często powielamy schematy z domu, choć na szczęście znam przykłady osób, które umiały się wyrwać z tego kręgu. A co do przyszłych wyborów- sama poszłam w ślady mojej mamy i tak jak ona wybrałam studia filologiczne choć zawsze pasjonował mnie masaż, także coś w tym jest :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dlatego warto brać z takich osób przykład - z tego kręgu można wyjść, nie jest to proste, bo boimy zawieźć oczekiwania naszych bliskich, ale czasem to dla nas jedyna szansa.
      Zawsze jestem za realizacją swoim pasji. :-)

      Usuń
  60. Odpowiedzi
    1. Miło mi to czytać, nie ukrywam. :P

      Usuń
  61. bardzo nie chcialam isc droga rodzicow, ale okazalo sie, ze jednak to jest ta droga i jest ona dobra
    aczkolwiek jest to droga zawodowa, a nie droga pozostania w domu

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeżeli jest ona dobra to nie ma w tym nic złego, aby nią faktycznie podążać. :-)

      Usuń
  62. Hej kochana przepraszam,że znów Cię o to proszę,ale były źle podlinkowane rzeczy,dlatego jeżeli znajdziesz trochę czasu,to bardzo proszę Cię o poklikanie w linki. :)

    http://evelinololove.blogspot.com/2015/09/lista-zyczen-dresslink.html

    OdpowiedzUsuń
  63. Na szczęście poszłam drogą, którą chciałam jeśli chodzi o edukacje (bo często o nią jest tyle walki;)).
    Chociaż przyłapuję się czasem na tym, że patrzę na to aby kogoś zadowolić bo udaje smutnego/zawiedzionego gdy nie jest tak jak chcę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To cieszę się w takim razie, że podjęłaś tę drogę, którą chciałaś. To najważniejsze!
      Myślę, że w każdym z nas jest takie pragnienie zadowalania innych, zwłaszcza bliskich nam osób. Nie ma w tym nic złego do czasu kiedy zachowany jest odpowiedni balans. :-)

      Usuń
  64. Bardzo ważny temat poruszyłaś:)
    Ja nie poszłam drogą rodziców i mama do tej pory nie może mi wybaczyć, że nie robię kariery naukowej, ale przezcież nikt za mnie życia nie przeżyje:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Rozumiem Twoją mamę, chce dla Ciebie jak najlepiej jednak musi pamiętać, że to Twoje życia i nie może przeżyć go za Ciebie choć pewnie by chciała. :-)

      Usuń
  65. Mój mąż mnie kiedyś powiedział, zę kiedy przyjechał do Rosji i poznał historję mojej rodziny i innych lidzi, był bardzo zdziwiony z tego, że dużo osób się rozwodzą i nikt tego się nie wstydzi. Wtedy nie uwierzyłam, że w Polsce to taki problem.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kiedyś był to ogromny wstyd nie do pomyślenia, dlatego ludzie woleli żyć w nieszczęśliwych związkach. Jednak czy warto się męczyć ze sobą tylko dlatego, że tak wypada? Moim zdaniem nie i choć za rozwodami nie jestem to jednak uważam, że czasem to najlepsze rozwiązanie, które może uchronić przed prawdziwą tragedią.

      Usuń
  66. To jest naprawdę przykre, ale niestety prawdziwe..
    Ja wiem, że z mojego domu dużo wyniosę i wprowadzę do swojej rodziny, ale wiem też, że przenigdy w życiu nie wezmę przykładu z innych zachowań niektórych członków mojej rodziny.
    W więzy krwi nie wierzę.. ktoś może jest twoim ojcem czy dziadkiem, ale jeżeli cię krzywdzi to dlaczego masz go traktować jak kogoś bliskiego? Bo łączy cie z nim krew i nazwisko? Totalna bzdura!

    Dziękuję <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Warto przejmować tylko te zachowania, które są właściwe i dobre. :-)
      To ciekawe o czym piszesz i trafiłaś z tym zdaniem, bo przygotowuję właśnie post na ten temat. :-)

      Usuń
  67. Coś w tym jest, że ludize "lubią" powielać schemat, popełniać te same błędy lub iść w ślady za rodzicami itp. Często to nawet rodzice wybierają drogę jaką mają iść dzieci, a nie często jest to w zgodzie z samym sobą...
    pozdrawiam, http://mikrouszkodzenia.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzieje się tak najczęściej ze strachu przed nieznanym. Niemniej czasem warto pójść inną drogą i spróbować innego życia. :-)

      Usuń
  68. Tak, zgadzam się z tym co napisałaś. Myślę, że czasami trzeba wiele odwagi żeby zacząć żyć i decydować po swojemu, być sobą i nie powielać schematów.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Racja! Zdecydowanie polecam to każdemu!

      Usuń
  69. jak ja lubie tu u Ciebie poczytac ;) wiele w tym prawdy co piszesz, ja mysle ze kazdy chcialby isc wlasna droga, ale srodowisko i pewne schematy mu na to nie pozwalaja i ma jak ma ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję!
      Środowisko i opinia publiczna ma na nas większy wpływ niż nam to się wydaje... ;-)

      Usuń
  70. Życie na własny rachunek jest najlepszym rozwiązaniem.Co popełniania błędów to istnieją sytuacje,gdy popełniamy te same ponownie bez wyciągania wniosków i tak w kółko:(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ciężko byłoby nie popełniać błędów i one zdarzają się każdemu - w tym nie ma nic złego. Problemem faktycznie jest ciągle powielanie ich i niewyciąganie wniosków.

      Usuń
  71. Coś w tym jest, ja np. poszłam na studia, bo moja mama studiowała i w sumie nie wyobrażałam sobie, żeby mogło być inaczej, choć moje przyjaciółki wybrały technikum, niemniej nie żałuję, że tak wyszło. Co to ogniska domowego to jednak sporo różnię się od mamy, która postawiła na karierę, a ja marzę o dzieciach i wiem, że rodzina będzie dla mnie na pierwszym miejscu :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Najważniejsze, że nie żałujesz!
      Co do planów - ważne, że widzisz, że Twoim marzeniem jest co innego i tego się trzymasz. :-)

      Usuń
  72. Heh, ja będę chyba pierwszym biologiem w rodzinie (przynajmniej od tylu pokoleń i w takiej odległości, o jakiej wiem) :-P.

    OdpowiedzUsuń
  73. To prawda, w większości przypadków jest właśnie tak, iż robiąc coś wbrew sobie czynimy to pod dużą presją środowiska. Osobiście z pewnością zdarzało mi się tak postępować, jednak muszę przyznać, iż wiele ważnych decyzji podejmuję sama - lubię wyznaczać sobie własne drogi, a ułatwia mi to fakt, iż w mojej rodzinie nikt nie kieruje się zasadom (nazwijmy to)"powtarzalności" :))

    OdpowiedzUsuń
  74. osatnio czytałam ksiazke o tym ze "zupa musi byc" bo jak to matka, babcia i prababcia zupe gotowaly ! To dzieki zupie zatrzymywaly mezczyzne wiec glownna bohaterka tez uwazala ze musi gotować zupę.. u mnie na szczescie kazdy obiera wlasny kierunek. Chociaz ja moze i chcialabym pracowac kiedys w cukierni tak jak moj tata w mlodosci i dziadek.

    OdpowiedzUsuń
  75. The dress is so beautiful on you

    http://www.lvbagukshop.com

    OdpowiedzUsuń
  76. Moja mama na szczęście odbiega od stereotypu i gdy byłam dzieckiem wzięła życie w swoje ręce, by nie popełniać błędu babci. Chodzi tu o problem alkoholu. Tak jak napisałaś babcia nie rozwiodła się z dziadkiem bo to wstyd a przecież są dzieci... Mama niestety za partnera życiowego wzięła sobie podobnego charakterem i sposobem bycia mężczyznę. Jednak po moim urodzeniu opamiętała się i zaczęła żyć inaczej. Dzięki temu pokazała mi jak silne są kobiety, że czasem trzeba się sprzeciwić innym by coś osiągnąć. Bardzo jej za to dziękuję. Świetnie napisany post. Muszę dodać Cię do obserwowanych i wpadać tu częściej :)

    OdpowiedzUsuń
  77. no cóż masz dużo racji, dzieci często wybierają drogę swoich rodziców w dorosłym życiu, wydaje mi się, że dlatego bo najlepiej znają te ścieżki, mimo iż wiedzą, że te drogi nie są bez wad to jednak wiedzą jakich wad mogą się spodziewać, z drugiej jednak strony wiele osób próbuje wybrać zupełnie coś innego niż ich rodzice, czasem to zwykły bunt i taka osoba potulnie wraca do drogi proponowanje przez rodziców, czasem zostaje przy swoich wyborach

    OdpowiedzUsuń
  78. A mi bardzo spodobało się to porównanie życia do mapy i pinezek, które tworzą naszą drogę :) Wspaniale to ujęłaś :)

    OdpowiedzUsuń
  79. Właśnie dlatego powinniśmy widzieć jakie błędy popełnili/popełniają nasi rodzice i dziadkowie i robić wszystko, by do tego nie dopuścić w swoim przypadku. "Zresztą usprawiedliwia zachowanie zięcia jak wcześniej męża - młody i głupi, jeszcze zmądrzeje, a Ty potulnie słuchasz wszak najważniejsza kobieta w Twoim życiu nie może się przecież mylić." Jak ktoś sobie niszczy życie to jest to smutne, ale to jego wybór. Ale jak się niszczy życie dziecku takimi tekstami, zamiast pójść po rozum do głowy, że może nasz sposób na życie jednak nie okazał się tym najlepszym, to nie mam słów.... Przecież taka matka chyba wie, że to nieprawda, co mówi...

    OdpowiedzUsuń
  80. Ale dużo komentarzy :) jak to robisz?! :DD..


    http://mackenziexox.blogspot.com/2015/09/jak-wytrwac.html?showComment=1442234344107#c8070615056039683839

    OdpowiedzUsuń
  81. świetny blog !
    jeśli masz czas zapraszam :)
    oraz zachęcam do obserwacji.
    http://kolorowy-ptak.blogspot.com/2015/09/witam-wszystkich-w-ten-jakze-piekny.html

    OdpowiedzUsuń
  82. Ja też dlatego poszłam jeszcze na masaż :)

    OdpowiedzUsuń
  83. Świetny blog! :)
    Co do powielania schematów, chyba często nie jesteśmy w stanie kroczyć zupełnie inną drogą niż nasi rodzice. Weźmy np. rodziny alkoholowe... niestety wydaje nam się, że dziecko które dorasta w takim domu nigdy w życiu nie sięgnie po alkohol, często jednak kończy podobnie jak swoi rodzice... Ja jestem kopią mojej mamy, choć żyję trochę inaczej, inne pasje, priorytety, inne czasy, jednak rdzeń mego życia został wyssany w mlekiem matki ;)
    Zapraszam do siebie ;)

    OdpowiedzUsuń
  84. Kochana, ależ my tak jesteśmy wychowywani! Pranie mózgu robi nam szkoła, która nie uczy myślenia indywidualnego, ale powielania tych samych schematów, bez końca i bez sensu. W mojej rodzinie było różnie, ale mama popychała mnie do własnych decyzji i własnej drogi, choć owszem marzyła jej się córka ekonomistka... Ale ja mam zbyt niespokojną duszę, aby ślęczeć nad cyferkami, choć kierunek ukończyłam... :)

    OdpowiedzUsuń
  85. Cudownie ujęte... Jakbym patrzyła przez weneckie lustro i widziała świat swoich bliskich i swój... To lustro można zbić i tylko od nas zależy, co dalej...?

    OdpowiedzUsuń
  86. Powielanie zachowań poprzednich pokoleń nie zawsze jest złe...jednak wiele osób przez strach przed krytyką ze strony najbliższych kroczy nie tymi ścieżkami, którymi powinni

    OdpowiedzUsuń
  87. Obserwując zachowanie starszych czy też dowiadując się jaką drogę wybierali nasi przodkowie warto też przy okazji uczyć się na błędach aby w pewnych kwestiach właśnie wybrać całkiem odmienną drogę.

    OdpowiedzUsuń