Latest Posts



Wpatrujesz się w niego licząc, że wzrok Twój zadziała skuteczniej niż promienie rentgena i odkryjesz jego tajemnicze wnętrze. Tak bardzo jesteś ciekaw co kryje w środku... Opakowanie kusi z każdej strony, połyskuje, niemal świeci, aby tylko tym zachęcić Cię do bliższego poznania. Wyciągasz rękę, dotykasz końcem małego palca i momentalnie cofasz choć to przecież nie gorący czajnik i nie powinien parzyć. A jednak to robi! To jednak nie temperatura Cię parzy, a wyrzuty sumienia. Rumiane i błyszczące jabłko w ogrodzie Adama i Ewy to przy nim pikuś, to jest dopiero wyzwanie silnej woli. Nerwowo rozglądasz się na boki czy nikt nie patrzy, a kiedy uświadamiasz, że w pobliżu nie ma nikogo kto przyłapałby Cię na gorącym uczynku dokonujesz swojej zaplanowanej z każdym detalem zbrodni. Jednym gestem pochwycasz go w dłonie i biegniesz przed siebie, jak złodziej z workiem pieniędzy uciekający przed policyjnymi radiowozami. Ty jednak masz o wiele większy skarb i wyrok za to przewinienie też o wiele boleśniejszy. Zamiast jednak dziesięciu lat w zawieszeniu otrzymujesz karę.... dziesięciu dodatkowych gram w biodrach. Tak tak, to on, cukierek Twoja największa pokusa i źródło wszelkiego zła. To on właśnie powoduje, że wyzwanie ,,30 dni bez słodyczy" kończy się szybciej niż zdążysz kliknąć w ,,dołącz do wydarzenia" o tej nazwie na Facebooku. Myślisz, że masz silną wolę jednak jedno spojrzenie i słyszysz niemalże jego błagalne szeptanie ,,weź mnie" i nie masz serca mu odmówić. To nie Twoja wina zatem, po prostu szkoda Ci biedaka, aby tak sam leżał na zimnym talerzyku...

Potrafisz odmówić sobie takiego małego (haha, dobre sobie!) grzeszku? W takim razie serdecznie gratuluję - powinieneś zdobyć puchar, medal i naklejkę ,,dzielny pacjent" w nagrodę. Jednak poza faktem, że zmieścisz się w bikini, które kupiłaś na zimowej wyprzedaży, które na Ciebie nie pasuje wszak o dwa rozmiary za małe, ale kupiłaś z myślą, że do wakacji zdążysz TY dopasować się do NIEGO okazuje się, że możesz uzyskać znacznie więcej. Okazuje się bowiem, że masz większe predyspozycje, aby osiągnąć sukces.
Jednym szczebelkiem na diabelsko stromej drabinie sukcesów jest bowiem...
samokontrola.

Bijące po oczach czerwienią znaki z wymalowanym na biało czteroliterowym słowem na literę S... nie, nie mówię tu o znaku STOP, a SALE. Widząc je przed oczami jak tu opanować emocje i nie kupić czarnego rozpinanego sweterka. Masz już co prawda podobnych osiemnaście, ale ten ma KWADRATOWE guziki, takich jeszcze nie masz! Wow.

Pikanie karty kredytowej zwiastujące, że transakcja została zaakceptowana i zostałaś dumną właścicielką Twojej zdobyczy sprawia, że w mózgu dzieją się procesy, które wywołują konkretne emocje. Tutaj nie oszukujmy się - natychmiastowe poczucie satysfakcji. To mózg jest odpowiedzialny za nasze reakcje - skaleczyłeś się? Płaczesz (i rzucasz słowem na k...) . Słyszysz głośne łubudu i chociaż to tylko mały kociak, oczekujesz mężczyzny z siekierą i uciekasz przed siebie. Główki nasze sprawne mają jednak jeszcze drugi system, będący ratunkiem i wybawieniem dla widma pustki ziejącej z portfela. Chłodny, ten zaś odpowiada za tą stronę, która wywołuje u nas racjonalne i mądre decyzje, nie podyktowane emocjami. Choć z tym to jednak i tak bywa różnie...

Chcesz zatem wiedzieć jak nie kupić tej wypasionej 300gramowej białej czekolady z orzeszkami, płynnym karmelem i różową cukrową posypką za jedyne 3,99? Jak wiesz to mi powiedz!
Metoda na odmawianie i zachowanie silnej woli jest jednak bardzo prosta - wycisz emocje,
Zamiast podejścia na gorąco, zdystansuj się i pomyśl o ewentualnych wadach. Wszystkie negatywne skutki skutecznie odwiodą Cię od złamania postanowienia.

Z drugiej strony, niektóre nasze cele i związane z nimi wyrzeczenia z reguły wydają się nam tak trudne, aby nie powiedzieć niewykonalne... że z miejsca rezygnujemy czasami nawet nie zaczynając. Przecież tego streszczenia nie da się zrobić w godzinę! (Pewnie by się udało, bo szef dał Ci to do zrobienia trzy dni temu, ale przecież Ty zawsze ,,zdążysz"). Dlatego... uatrakcyjnij je! Kupiłaś uroczą skarbonkę z różową, pulchniutką świnką na kluczyk. Ten oddałaś przyjaciółce, zaklinając, prosząc i błagając, że choćbyś czołgała się przed nią całą drogę na uczelnie, a która jest na drugim końcu miasta, choćbyś ofiarowywała w prezencie te szpilki, których ta skrycie Ci zazdrości i próbuje wykraść kiedy szykując się na imprezę bierzesz prysznic... pod żadnym pozorem Ci go nie dawała. W efekcie... nie wrzuciłeś tam ani grosika. Zatem wizualizuj sobie nagrodę! Zobacz oczyma wyobraźni swoją nową, wartą najnowszego modelu Mercedesa z salonu sukienkę, która wywoła u koleżanek wzdychanie zazdrości, a u kolegów... zachwytu. Teraz jestem pewna, że każde sto złotych podarowane od dziadka ,,na drożdżówkę w sklepiku" powędruje właśnie do niej.

Często jednak nie możemy udawać bezradnych, zagubionych owieczek jak dziecko, które robi najsłodsze, maślane oczy, łapie za fartuszek i broni się słowami: ,,ale mamusiu moja kochana ja wcale nie pomyślałem, że kopiąc piłką w ścianę sąsiada mogę zbić mu okno". Ulegamy bowiem pokusom... z premedytacją. W myśl: ,,kto bogatemu zabroni". Wiemy, że nie powinniśmy. Wiemy co robić, aby aureola nadal wisiała nad naszymi głowami, a jednak z chytrym uśmiechem zacieramy rączki i robimy z niej ringo wypuszczając przed siebie niczym w tej popularnej zabawie.
Wiedzieć jest rzeczą ważną. Ważniejszą jednak... czego tak naprawdę chcesz? Pozostać w postanowieniu czy ulec? :> 

O Twych błękitnych niczym ocean oczach w których toną wszyscy koledzy na uczelni przez co we wrześniu nie stoją za ladą mówiąc ,,proszę o drinka Cosmopolitan" ale stoją za biurkiem pana dziekana błagając: ,,proszę o trzy". możesz powiedzieć, że odziedziczyłaś po mamie. Samoontrola i silna wola natomiast nie jest wrodzona - może być tylko wynikiem Twojej pracy.

A u Was? :-)
Macie silną wolę i potraficie wytrwać w postanowieniu? 
Podzielcie się sposobami na to jak nie dać się skusić na drobne odstępstwa...! 
Zwłaszcza w sklepie ze słodyczami... ;-)





















Dziś moje drogie dziewczęta odmienię całkowicie Wasze życie.
Tak, tak, zdradzę Wam bowiem przepis lepszy niż na najsmaczniejszy sernik, który nie dość, że bardziej przydatny to i pozwoli na uniknięcie dodatkowych centymetrów, które ZAWSZE jak na złość pojawiają się akurat nie tam gdzie byśmy sobie życzyły. Staram się jednak wierzyć, że zdanie: ,,Pójdzie w biust", mówione częściej niż dzień dobry sąsiadom jest prawdziwe i zostanie to kiedyś udowodnione przez Amerykańskich naukowców i ogłoszone w Forbes. Potrzymam Was jednak jeszcze chwile w niepewności (ach to budujące napięcie!) i zdradzę, że jeżeli do aktywnych i zdrowotnych spacerów możemy zaliczyć chadzanie po galeriach handlowych to mogę uznać siebie za sportowca roku i zdetronizowałabym w tym rankingu nawet Adama Małysza. Jest jednak pewne miejsce, które jest dla mnie punktem obowiązkowym na mapie w tych wszelkich molochach, które w dni wolne od pracy przeżywają prawdziwe oblężenie - wszak nie ma lepszego spędzenia czasu w niedziele z dziećmi jak rajd po centrum. Jest to dla mnie miejsce niczym dla dziecka sklep ze słodyczami przed którym stoi i przez szybę ogląda te wszelakie cudowności dzięki, którym dentyści mają za co budować swoje wille z basenem, śliniąc się i lamentując tak długo póki mama nie kupi mu największego na wystawie lizaka. Podobnie reaguję ja wchodząc do księgarni. Może jednak bez ślinienia się i płaczu, chyba że właśnie wyszła nowa książka Camille Lackberg, a w portfelu wieje pustką jak w głowach studentów przed egzaminem z historii myśli ustrojowej państwa polskiego.
Zmierzając sobie między półkami ostatnio zauważam krzyczące zewsząd hasła: ,,Jak być perfekcyjną kobietą", ,,Jak zatrzymać faceta", ,,Seksi mama, żona, kochanka", ,,Jak powiększyć biust za pomocą siły umysłu"... nie no tutaj żartuję, chociaż chyba właśnie znalazłam pomysł na napisanie własnej książki. Myślicie, że nie zarobiłabym na tym fortuny? Każda kobieta będąca w związku nagle odczuwa ogromną presję ze strony społeczeństwa i zakupuje te wszelkie tomiszcza roztrwaniając pieniądze, za które miała zrobić zakupy na obiad - trudno, będzie zamówiona chińszczyzna ważniejsze jednak aby być perfekcyjną kobietą dla swojego misia!

I popada w przesadę chcąc za bardzo. Oj o wiele za bardzo... 

1. Przypominanie o swojej wielkiej niczym ocean 
miłości do niego
Wydaje się banalne, prawda? Przecież robisz to każdego dnia bez przerwy. No właśnie. Sms na ,,dzień dobry": ,,Miłego dnia skarbie" wystarczy. Chociaż może warto wysłać jeszcze, aby nie zapomniał do śniadania, obiadu, lunchu, kiedy jest w pracy, po pracy, kiedy jedzie metrem, kiedy spędza wieczór z kolegami i jeszcze z dziesięć o identycznej treści w nocy, po co ma bowiem się wyspać? On ma myśleć wyłącznie o Tobie. ZAWSZE, nawet nitkując zęby.

2. Zdobyć uznanie kolegów
Myślisz, że najważniejsze jest przypodobanie się przyszłej teściowej? Powiem Ci z góry - to się i tak nie uda, w jej oczach zawsze będziesz tą, która kradnie jej ukochanego synka, więc lepiej nawet nie próbuj. Błąd! Najważniejsze to aby polubili Cię jego koledzy - wszak ich opinia jest dla mężczyzny ważniejsza niczym jego własne zdanie i przybicie z nimi piątki oznacza - zaakceptowana. Dlatego jeżeli chcesz zobaczyć pierścionek z brylantem wielkości piłeczki golfowej na swoim palcu musisz zdobyć ich sympatię i być otwarta - tylko może nie tak aby polubili Cię za bardzo. Wymiana przyjacielskich zdań we wspólnym gronie to co innego niż wymiana z największym przystojniakiem z paczki Twojego ukochanego pikantnych wiadomości ukradkiem pod stołem. 

3. Podzielanie zainteresowań 
Nie masz pojęcia co to spalony? Lewandowski to dla Ciebie ten słynny skoczek narciarski? To nic! Siedź z nim przed telewizorem i kiwaj głową jakbyś udawała, że wiesz o co chodzi na boisku w międzyczasie możesz wymieniać w myślach składniki na jutrzejszy obiad. Krzycz ze szczęścia wtedy kiedy on lub rzuć parę epitetów, których nauczyłaś się od kiboli wykrzykujących pod oknem po przegranej Legii na sędziego, który właśnie podyktował kartkę kiedy on załamuje ręce. Tak serio to wspólne spędzanie czasu jest fajne. Warto czasem pokusić się o coś bardziej odbiegającego od normy jak wieczorny seans przed telewizorem. Może wspólna wycieczka rowerami i piknik w parku? Nie musi być od razu z szampanem i winogronem, którym będziecie się wzajemnie karmić. Ciastka na wagę ze spożywczego i ciepła Coca Cola mogą być równie romantyczne, naprawdę! 


4. Troszcz się o niego 
Każdy mężczyzna chciałby w pracy otworzyć torbę i ujrzeć w niej niespodziankę w postaci przygotowanych z czułością kanapek na drugie śniadanie, na których powycinałaś nożykiem z szynki serduszka. Tak samo jak rano ubrać świeżo wyprasowaną z dbałością o każdy centymetr kołnierzyka koszulę. Natomiast nie musisz kiedy słyszysz przekręcany klucz w zamku chwytać szybkim ruchem jego ciepłe bambosze, które oczywiście sama mu kupiłaś aby nie marzły mu stópki i biec przez cały dom wywracając się po drodze o meble, aby tylko jego bosa stopa nie zaznała kontaktu z podłogą. Tylko proszę nie mów, że biedak może się przeziębić. Do tego wcale nie musisz do tego trzymać za pazuchą miotełki i otrzepywać mu pyłki kurzu z marynarki, czy też posiadać w gotowości zapas chusteczek na wypadek gdyby kichnął i sprawdzać na własnej skórze temperaturę potraw aby nie były za gorące i nie poparzył podniebienia. Zwłaszcza, że musi przecież delektować się smakiem obiadu, który mieszałaś chochlą do czwartej rano, a potem jeszcze wstałaś o siódmej żeby upiec babeczki na drugie śniadanie w pięciu smakach.

Dlatego dziewczęta powiedzmy sobie: STOP! 
Mężczyzna to zwykle rosły chłop metr osiemdziesiąt, dlatego jestem pewna, że sam poradzi sobie w tych  arcytrudnych czynnościach jak wypranie skarpetek. Nie musisz też biegać, skakać, fruwać nad nim i poświęcać sto procent (żeby tylko...) swojej uwagi dla niego. Czas dla siebie jest równie ważny jak dla tej drugiej i wyjątkowej osoby. Dlatego wyłącz bezczelnie telefon i umów się do kosmetyczki na paznokcie na których zrobienie nie miałaś od dawna czasu i są w gorszym stanie niż u górnika pracującego w kopalni. Zadbaj o swój czas, o siebie, bądź futrzastym, mięciutkim króliczkiem, a nie lataj po lesie z ciężką strzelbą. Uwierz mi, że z samego rana gdy tylko otworzysz swe piękne oczęta, czekać przed Tobą na tacy będzie iście królewskie śniadanie przygotowane przez Twego mężczyznę. Może zamiast naleśników z fit serkiem i truskawkami oraz przyrządzoną trójwarstwową latte będzie kanapka z paprykarzem wycięta w kształcie serduszka i sok pomarańczowy z kartonu, ale liczy się gest! 


Czy wy także zauważacie skłonność do popadania w przesadę u kobiet:
nadmierne ,,matkowanie" oraz podejmowanie ciągłych prób,
aby być idealną kobietą? ;-)





Udało Ci się. Nie rozumiesz do końca dlaczego z kolejki czekających żółtodziobów, którzy jeszcze do niedawna większość wieczorów spędzało wykorzystując magiczne właściwości prostokątnego plastiku uprawniającego do zniżek na barze w klubach wybrali właśnie Ciebie. Jednak sprawa jest niepodważalna niczym naukowy fakt iż kometa, która wiele milionów lat temu robiąc łubudu pozbawiła Ziemię wszelkiego życia na niej, a my pozbawieni zostaliśmy możliwości hodowania sobie małego dinozaura w ogródku. Tak właśnie się stało. Pierwszego dnia przychodzisz i z uśmiechem na ustach i zapałem do pracy nie możesz doczekać się wszystkich stojących przed Tobą zadań! Witasz się ze wszystkimi nowymi towarzyszami, którzy równiutko biurko w biurko zajmują identyczne fotele w gabinecie. Nie możesz doczekać się już wspólnej pracy nad projektami, burz mózgów podczas konferencji i wypracowywania planów, których realizacja wyniesie firmę na sam szczyt. Chcąc zrobić dobre wrażenie przynosisz pudełko z pączkami dla każdego, które zakupiłeś w małej piekarni u ulubionego pana piekarza. Twoi koledzy patrzą ze zdziwieniem jednak z grzeczności biorą po marnej jakości wypieku... wychodząc pięć minut później na lunch do najmodniejszej restauracji sushi, w której kelnerka nie pyta już o zamówienie, zamówienia składają tu codziennie. Pierwsza konferencja, spotykacie się dookoła długiego stołu. Szef przekazuje informacje o nowym projekcie i kiedy czekasz aż wspólnie zaczniecie debatować nad pomysłami nagle czujesz się jak na bokserskim ringu. Słyszysz pierwszy głos, choć decybele świadczyłyby raczej o krzyku - ,,Ja się tego podejmę, jestem najlepszy w robieniu reaserchu!". Z drugiej strony; ,,Ale ostatni to Ci coś nie wyszedł..." Za chwile dochodzi trzeci; ,,Za to JA..." Zaczyna się licytacja. Ostatecznie wygrywa ten, który przypomniał szefowi o tym jak fantastycznie prezentuje się jego żona w nowym futrze, które on zdobył dzięki swoim kontaktom z Mediolanu. Ty żadnego zadania nie otrzymałeś, bo przez całe spotkanie nie ośmieliłeś się nawet otworzyć ust. Jedno spotkanie, drugie, trzecie... nadal bez zadań, a szef odezwał się do Ciebie raz kiedy sądząc, że jesteś nowym sprzątaczem poprosił o dokładniejsze wytarcie jego biurka z kurzu następnym razem.

Pytając kolegów słyszysz jedno zdanie: ,,Chcesz dobrej rady? Musisz mieć twardy zad inaczej zginiesz w tej robocie". Nie możesz taki być, nie możesz i już. Wtapianie się we wzór tapety na ścianie niczym kameleon i obserwowanie lśniących lakierków butów zda się na nic. Lubisz obcować z naturą i słuchać śpiewu ptaków w towarzystwie drzew? Nie przejdzie. Masz miękkie serce? Lepiej sprzedaj je na nielegalnym rynku narządów, może będzie z tego przynajmniej jakiś pożytek i kupisz sobie nowy telewizor w HD. Odczuwanie emocji, kierowanie się intuicją, Twoja nieśmiałość - wszystko to do niedawna uznawane za prawdziwe cnoty. Gdy byłeś jeszcze Jasiem, nie Janem, mama głaskała po główce mówiąc ,,bądź dobry dla innych, a oni będą dobrzy dla Ciebie". Dzisiaj to  jak największe wady, które powinieneś wyrzucić ze swojego życia niczym jogurt po terminie zalegający w Twojej lodówce. Z nimi przecież nie ma szans na powtórzenie kariery założycieli Facebooka, którzy obecnie wakacje spędzają na plażach jednak w miejscu gdzie raczej nie dosłyszą: ,,gotowana kukurydza", ,,lody lody dla ochłody", a nad głowami zamiast stada dzieciaków biegającymi z łopatkami mają palmy. Jesteś wrażliwy, nie zatem dla Ciebie rozpychanie się łokciami po swoje i walka w często mało czystej grze, która nie raz kończy się podrapanymi policzkami, jak po starciu z dziką zwierzyną. Właściwie to Twoi współpracownicy trochę Ci przypominają stadko dzików to może następnym razem zamiast pączków weź torebkę z żołędziami? 

Tam gdzie praca nastawiona jest na rywalizacje, wydajność, przebojowość i produktywność nieśmiałość tak niegdyś uznana za prawdziwą wartość może być problemem. Zabranie głosu na spotkaniu przysparza Cię o kołatanie serca, którego dźwięk słychać w całym budynku i okolicznych miastach? Zaproponowanie pomysłu powoduje wykręcanie się języka w supeł z którym nawet harcerz ze wszystkimi odznakami miałby problem, aby go rozwiązać? Wrażliwiec tak nieśmiały i niepewny siebie nie ma szans w starciu z patrzącymi z góry rywalami. To niczym pływanie w basenie, tylko zamiast przyjacielskich delfinów znad tafli wody wystaje płetwa rekina i ostre kły.Masz potencjał, masz w sobie ,,to coś" jednak Twoja wrażliwa dusza nie pozwala Ci wyjść poza ,,bezpieczną strefę". Kończy się to poczuciem bezsilności, absolutnym brakiem motywacji do działania i poczuciem zderzenia z murem.

To co, kupować już kij? 
Pozostać w swojej skorupie czy wyzbyć wszelkich emocji zamieniając w kolejnego korporacyjnego klona pozbawionego czucia. A może rozwiązanie tkwi gdzieś pomiędzy? Wrażliwość to strefa emocji. Odcinając się od niej odcinamy od czucia. Czucie natomiast zastępujemy racjonalizacją, która pozbawia nas szukania celów, posiadania marzeń i sensu w życiu. Wszystko przestawiamy na jedno: efekt finalny, zrobienie zadania w stu procentach możliwie jak najbardziej idealnie. Wykonać plan minimum niczym roboty zatracając po drodze czerpanie przyjemności i prawdziwe przeżywanie.

To nie jest słabość! Leżenie na kanapie do góry brzuchem? 
Taaa, ale nie wrażliwość.
Wrażliwość nie równa się bezsilność. To nie synonimy. Nie wierzysz? Weź z półki ten zakurzony słownik wyrazów bliskoznawczych, który zwykle służy Ci za podstawkę pod kubek, tak tak ten w zielonej okładce. To prawda - bycie nieśmiałym może utrudniać tak wydaje się dziś niezbędną konieczność zabiegania o każdą pracę, ale nie jest całkowicie wykreślające możliwość jej otrzymania. To mit. Zagłuszając w sobie naszą sferę emocjonalną zabijamy pokłady kreatywności i możliwość spojrzenia na sprawę z innej strony, nie wyjdziemy dalej niż poza schemat, który jest już nudny i oklepany. 
Bądź sobie stokrotką 
(ale miej pod płatkami kolce)
Wiesz co zrobić, aby wasze poszewki na poduszkę znalazły się w wyposażeniu każdego domu, ale boisz się powiedzieć to głośno? Nie zabijaj swojej innowacyjności.
Wstydzisz się? Zacznij od tego... czy naprawdę masz czego? Pomyśl. Jeżeli odpowiesz przed sobą szczerze i odpowiedź jest negatywna. No cóż, masz swoją odpowiedź.
Mów o tym co Cię boli, do lustra, do pani rozdającej darmową gazetę na przystanku czy do pana dozorcy, który rano otwiera Ci drzwi wejściowe. Narzekaj, lamentuj. Myślisz, że ta wiecznie uśmiechnięta Asia też właśnie rano nie pokłóciła się kolejny raz z mężem z powodu zostawionego pudełka od pizzy pod łóżkiem o czym powiadomił ją zapach, który nie miał wiele wspólnego z nowo kupionym woskiem o zapachu pierników z cynamonem od Yancle Candy. Poszukaj pomocy na zewnątrz i otwórz się na innych. Zaufaj też... sobie. Swojej intuicji, swojej głowie. Wierz mi, że pani katechetka mówiąca, że ta dzisiejsza młodzież ma w niej tylko siano, a myśli bardziej brudne niż stół w mieszkaniu zamieszkałych przez pięciu studentów nie ma racji. Boisz się wychylić, przeraża Cię oceny innych? Słuchaj, oni i tak będą gadać! Zrobisz najlepszy projekt? ,,Phi, myśli, że jest taaaaki dobry niczym absolwent Harwardu, a skończył TYLKO Jagielloński", sknocisz go? ,,Wiedziałem, że ten dyplom kupił w sklepie za pięć złotych". Wizualizuj - co by było gdyby. Odważysz się - zyskasz. Wycofasz - stracisz szansę. Jestem pewna, że wyobraźnie macie bujną stąd pomyślcie o sobie na wielkim, mięciutkim fotelu z nogami na biurku w gabinecie przypominającym ten w Białym Domu. To potrafi zmobilizować nawet do tego, że zrobisz ten niewyobrażalny dla Ciebie krok i z Twoich ust na kolejnym spotkaniu firmowym wydobędzie się AŻ całe zdanie.
Nie porównuj się, skup na sobie. Zamiast wywieszać zdjęć nad lustrem zdolniejszych według Ciebie kolegów, kup sobie statyw do selfie i pstryknij sobie własne.

Nie daj sobie wmówić, że Twoja wrażliwość to Twoja wada. Może nią być tylko wtedy kiedy pozwolisz jej ograniczać w Tobie to co najlepsze. Zrób czary mary niczym wesoły okularnik w znanej angielskiej powieści i przekształć ją w Twoją największą zaletę. Zobaczysz, że osiągając sukcesy te wszystkie rekiny nagle zamiast kupować rękawice bokserskie, pójdą za Twoim przykładem i następnym razem kupią atłasowe rękawiczki! Z piórkami!

Czy Wy także boicie wyjść dalej niż dwa kroki od ściany narażając na widok innych?
Po której stronie lokujecie nieśmiałość - wada, a może jednak zaleta?
Znacie sposoby na wykroczenie poza bezpieczne mury gdzie tak cieplutko i wygodnie? :-)





Przekraczam próg domu lecz tylko na momencik! Ściągam właśnie moje ukochane szesnastocentymetrowe szpilki, zakładam wygodne trapery, na plecy zakładam największy plecak coby pomieścił kosmetyczkę, prostownicę do włosów, suszarkę i bluzeczki na każda ewentualną pogodę, ponieważ przecież to możliwe, że w listopadzie nagle termometr pokaże trzydzieści stopni... Zapraszam Was na kolejną wycieczkę po mapie wspomnień z motywem literackim w tle! 

Mam wakacje, wyłączony mózg przepraszam
Masz trzynaście lat i Twoje życie właśnie legło w gruzach, bo w Twojej małej torebeczce w kształcie serduszka na złotym łańcuszku nigdzie nie widać Twojego ukochanego błyszczyka z motywem barbie na opakowaniu, z drobinkami brokatu i kolorem landrynkowego różu. Po chwili jednak otwierasz szafkę i wyjmujesz kolejny - masz ich przecież sztuk osiemnaście. Ten dodatkowo pachnie malinową mambą, istny odjazd hihihihi! W tym wieku szkoła jest be, za to omijanie ich by z przyjaciółkami kupić nowy pasek do spodni na ,,dyskę" jak najbardziej. Czasem jednak chcąc poudawać dorosłą chcesz robić to co dorośli, a dorośli co robią? Czytają! Nie jednak dla Ciebie XXlecie międzywojenne i te wszystkie smutne historie, Ty wolisz czytać o PRAWDZIWYM życiu. Zatem dużo o miłości, zabawach, zakupach!

Ja akurat do typowych nastolatek nie należałam i jednak z reguły sięgałam po ambitniejsze tomy, a im grubsze tym bardziej powodowały, że chwytałam za portfel nie zastanawiając się nawet za co potem kupię serek waniliowy w szkolnym sklepiku i kawę z mlekiem, choć wtedy to pewnie było raczej mleko z kawą. Skłamałabym jednak mówiąc, że i mi typowo ,,nastolatkowe" książki były obce i wspominam okres dojrzewania pod znakiem ,,Pamiętnika księżniczki" gdzie marzyłam bym kiedyś i ja ze zwykłej uczennicy stała się królową małego, uroczego państewka, gdzie wszyscy obywatele w przeciwieństwie do naszego kraju na uśmiech sąsiada nie myślą ,,pewnie coś kombinuje".  Zaczytywałam się też w losach bogatej elity Nowego Yorku i zastanawiałam, kto jest tytułową ,,Plotkarą" śniąc o tym, by także robić zakupy nie w sieciówce, gdzie potem zobaczę połowę koleżanek z klasy w tej samej spódniczce w kwiatki, lecz mieć piękne suknie szyte na miarę, które kosztują tyle co średniej wielkości samolot. Śmiejcie się śmiejcie, ale nie uwierzę, że żadna z Was nigdy nie czytała podobnego tasiemca, który doskonale spełnia swoją rolę - zajmuje na pięć minut, wywoła uśmiech, jest lekko, przyjemnie, bez refleksji i powoduje, że Twoje komórki mózgowe umierają śmiercią naturalną. 

Poczytaj mi mamo! 
Także lektura jednak i ukochana książka dzieciństwa. Niezaprzeczalnie są to przygody wesołych rozrabiaków z Bullerbyn, których losy pokochałam, a sama twórczość Astrid Lingren zajmowała wszystkie moje domowe półeczki stając się dla mnie niemal moją ,,drugą mamą". Moi rodzice pewnie byli mniej zadowoleni z tego faktu, ponieważ dzieci z Bullerbyn do najgrzeczniejszych nie należały, a ich wesołe przygody potem wraz ze współtowarzyszami z osiedla próbowaliśmy powtarzać. Kończyło się to najczęściej szlabanami na Internet, niemniej wspomnienia mam piękne! Guzy na głowie i blizny na skórze też...

Nie zawsze w kolorze landrynkowego różu
W okresie gimnazjum, kiedy zaczęłam dojrzewać i zmieniło się z moje myślenie z dziecięcego na bardziej ,,dorosłe", a przynajmniej tak mi się wtedy wydawało i tematyka moich książek się zmieniła. Nie były to już wyłącznie przygodówki o poszukiwaczach skarbów lecz pojawiły się lektury podejmujące młodzieńcze problemy, w których często pojawiało się słowo ,,na k", którego mamusia zabroniła używać, zwłaszcza przy sąsiadach... Wtedy też zaczęłam czytać poważne książki pokazujące, że życie nie zawsze jest wyłącznie różowe i usłane płatkami pachnących róż błogo pieszczących nasze bose stopy. Z najszerzej otwartymi oczami czytałam książkę ,,My dzieci z dworca Zoo" podejmujące tematykę uzależnienia od narkotyków wśród młodzieży. Pamiętam jak przeżywałam losy głównej bohaterki mając w świadomości fakt, że opowieść ta opisana była na faktach i zdając sobie sprawę, iż to naprawdę się dzieje, ma miejsce. Mrok, brud i przygnębiający klimat Berlina lat 80. jest nie do podrobienia i stanowi obowiązkową lekturę dla każdego nastolatka wkraczającego pomału w brutalny świat dorosłości.

To teraz popcorn i oglądamy!
Nie oszukujmy się, wielkie wydawnictwa na książkach chcą przede wszystkim zarobić. Wykorzystują naszą miłość do książek co skutkuje pojawianiem się na ich bankowych rachunkach kolejnych zer. By machina kręciła się dalej, opisuje się losy bohaterów ,,dziesięć lat później", a w dalszej kolejności opisywane są losy ich dzieci, potem dzieci dzieci i dzieci dzieci ich dzieci.  Kiedy brak już pomysłów ta sama historia przedstawiana zostaje z perspektywy innego bohatera czy jakiegokolwiek innego obserwatora np. drzewa. Kiedy już nie ma czym zapisać stron zawsze można przejść na formę cyfrową! Wtedy też powstają ekranizacje. Zawsze jak mantrę powtarzam, że żaden absolutnie film nie jest w stanie zastąpić mi ulubionej książki, nie jest w stanie nawet zbliżyć się do jej fenomenu o włos. Głębokie zdziwienie zatem spowodowała u mnie jedna książka, której to ekranizacja wywołała we mnie większe emocje. Mowa o osławionych ,,Igrzyskach śmierci". Niezwykle do gustu przypadła mi cała saga, którą pochłonęłam w jeden tydzień. Choć młodzieżówek z reguły nie tykam, tą przeczytałam z nieukrywaną ciekawością. Idea igrzysk mających na celu trzymać w szachu mieszkańców i będąca metodą utrzymania władzy wydała mi się ciekawa, a same zmagania bohaterów wywoływały szybsze bicie serca. Filmów natomiast z reguły nie lubię i oglądam rzadko więc nie poszłam do kina z wielkim entuzjazmem spodziewając się, że jak zwykle podtrzymywać będę opinię, że: ,,co książka to jednak książka". Tutaj jednak to film podobał mi się bardziej i choć uważam, że to tylko wyjątek potwierdzający regułę to niemniej przyznać muszę, że reżyser i scenarzyści wykonali kawał dobrej roboty.

Ale o co tyle szumu?
Zaraz ktoś mi zarzuci zapewne, że wcale nie jestem dwudziestoparoletnią studentką lecz czterdziestoletnim, starym monterem kablówki spędzającym każdy dzień przed ekranem telewizora i drapiącym się po głowie. Jak bowiem mi KOBIECIE może nie podobać się ta książka? Ano może. Choć lubię na półkach wynajdywać perełki, często sięgam po głośne, światowe bestsellery, aby przekonać się na własnej skórze: O co tyle szumu? Tak też zrobiłam w związku z książką, która ostatnimi laty wywołała prawdziwą burzę komentarzy. Panie i panowie, a teraz randka z panem Greyem. ,,50 twarzy Greya" chyba nie muszę przedstawiać. Książka z motywem erotycznym, już samo to musiało wywołać odgłosy zachwytu rządnych wrażeń i oburzenia tych bardziej świętych. Nie wiedząc do, której grupy się zaliczam podeszłam do niej bez większych oczekiwań i bez wyrabiania sobie opinii by zachować obiektywizm. Lektury przeczytałam dokładnie 38 (sprawdziłam!) po czym najchętniej wykorzystałabym do rozpalenia w kominku co by był z niej jakiś pożytek. Lektury lekkie i przyjemne - jak najbardziej, każdy potrzebuje chwili relaksu. Niemniej czytanie co drugą stronę o tym jak główna bohaterka ,,przegryza wargę" co stanowi apogeum jej wyrażania emocji znudziło mnie do tego stopnia iż do końca nie dobrnęłam. Główny zarzut to zbyt prosty język, wielość powtórzeń, przewidywalna historia i motywy, które miały dać pikanterii dla mnie były niewinne niczym wieczorynka puszczana w TV. Druga szansa - poszłam zobaczyć ekranizację (dobra przyznaję, głównie ze względu na głównego aktora). Moje wrażenia? Zjadłam smaczny popcorn i tyle właściwie. Choć przyznać muszę iż zachwyciłam się również soundtrackiem. Nie kupujcie więc na DVD filmu, tylko płytę z muzyką, a wierzcie mi, że to będą naprawdę dobrze zainwestowane pieniądze!  

Po raz kolejny spytam Was moi drodzy, czy macie podobne książki, które
wbiły się niczym szpilka w Waszym życiu? 
Może macie takie, które zakwalifikowalibyście do powyższych kategorii? :-)

Odsyłam Was również do pierwszej części wpisu o papierowych historiach. 



Dzień przed uprzedziłeś już wszystkich znajomych, aby przez godzinę nazajutrz poczynając od dziewiątej rano nie wychodzili z domu. Pod żadnym pozorem niech nie schodzą z chodnika i najlepiej niech omijają wszystkie przejścia dla pieszych. Nastąpił bowiem sądny dzień - egzamin na prawo jazdy. Miły pan egzaminator zaprasza Cię do samochodu, a Ty z nerwów zamiast na siedzeniu kierowcy siadasz jako pasażer z tyłu. Marzysz, aby zapięte pasy przywarły do Ciebie na amen i najchętniej zaproponowałbyś, że chętnie się przejedziesz nieważne gdzie, może być nawet wycieczka krajoznawcza po wsi Stare Niemyje. BYLE Z TYŁU. Czas jednak zaczynać, zasiadasz na fotelu kierowcy powtarzając jak mantrę: ,,byle nikogo nie przejechać, byle nikogo nie przejechać... albo chociaż lekko stuknąć". Już na pierwszej komendzie mylisz lewą z prawą i skręcasz w jednokierunkową mimo, że na dłoniach napisałeś sobie długopisem literki L i P coby się nie pomylić. Na próżno jednak, bo w chwili obecnej nie pamiętasz nawet jak nazywa się Twój kot, a co tu dopiero mówić o kierunkach, a są przecież AŻ dwa. Wynik? Negatywny chociaż wczoraj jeszcze Twój instruktor chwalił Cię, żeś pewnie ukrywana przed światem nieślubna córka Kubicy i jutro po egzaminie odbierzesz go wieczorem autem z urodzin kolegi. Ty jednak poległaś, a winny wszystkiemu był on... Stres.

Każdy z nas nie raz znalazł się w choć jednej stresującej sytuacji. Ile to razy miła pani nauczycielka kazała Ci na apelu zaśpiewać ,,Gdyby tak wróżką być..." bądź wyrecytować wiersz o panu Muchomorku. Potem szkoła i hasło: ,,Wyciągamy karteczki", które powoduje, że nawet największy rozrabiaka w klasie, który nie boi się kiedy nikt nie patrzy zabrać lizaka za dziesięć groszy ze szkolnego sklepiku nagle ma ochotę schować się pod ławkę. Matura? Nieprzespane noce, melisa pita wieczorami, która nie powoduje nic innego jak wyłączne nocne spacery do łazienki. Potem studia i słowa na S, które zwiastuje miesiąc kiedy bywasz w czytelni tak często, że miła pani bibliotekarka przegotowując kanapki dla swoich dzieci zawsze robi już o jedną więcej i właściwie mógłbyś mówić do niej mamo, bo częściej ją widzisz niż rodzinny dom i rodziców.  Powinni Cię już kasować tam jak za dobę w hotelu ale litują się, bo jesteś tam już prawie jak domownik, a od rodziny nie wypada zdzierać pieniędzy. 

Nie warto jednak niszczyć tych wypielęgnowanych paznokci nad którymi tak dzielnie pracowała pani manicurzystka doklejając koraliki i posypując je ochoczo brokatem.   
Nawet on - stres choć wydaje Ci się, że to wróg nie do pokonania, ma swoje słabe strony! Nie traktuj go zresztą jak wroga, to po prostu codzienny towarzysz jak przyjaciółka, której wypłakujesz się po nieudanej randce kiedy kandydat na męża już na wstępie przywitał Cię ,,miło Cię znowu widzieć Aniu" kiedy masz na imię Kasia, lub szef, którego największym hobby jest obdarowywanie Cię prezentami. W postaci nowych stosów dokumentów do wypełnienia.

Gdy pojawia się znienacka...
#1
To nie światełko w tunelu, a znak. Stop.
Nie trać głowy. Zatrzymaj się i policz do dziesięciu, piętnastu czy 346. Dopiero potem reaguj i podejmuj decyzje. Zadaj sobie najważniejsze pytanie: ,,Czy mam na to jakikolwiek wpływ?" Jeżeli możesz coś zrobić, moja rada będzie bardzo trudna więc czytaj to uważnie i składaj literka po literce. Gotowy? Uwaga radzę:... Zrób to. W innym przypadku, skoro nie możesz i tak nic zdziałać, postaraj się zaakceptować sytuację i podejść do problemu z uśmiechem, nawet jeżeli w oczach pojawiają się łzy wystawiające na próbę Twój wodoodporny tusz.

#2
Włącz tryb ,,szwędacza" i ,,krzykacza"
Ruszaj się. Czasami stres trzeba ,,rozchodzić". Nie dość, że każda aktywność to przecież zdrowie to pomoże też w rozładowaniu napięcia i skumulowanych nagłych emocji. Możesz dla lepszego efektu także krzyknąć. Nie ma znaczenia fakt, iż jesteś w bibliotece, a wokół Ciebie dziesiątki studentów pochylonych nad notatkami starając się rozczytać z pisma z notatek kserowanych dzień przed egzaminem od tych bardziej pilnych kolegów z roku. Pani bibliotekarka, która surowo spogląda spoza swych okularów i robi Ci moralizujący wykład przytaczając każdy z punktów obowiązującego regulaminu zawierającego 826 podpunktów kiedy przynosisz książkę 32 sekundy po terminie z pewnością także zrozumie.

Gdy wiesz, że spotkanie z nim coraz bliżej... 
#3. 
Keep calm & chillout
Zrelaksuj się. Czeka Cię tyle nieprzyjemności, że przecież nawet Tobie - biednemu żuczkowi należy się odrobina szczęścia. Gorąca kąpiel z bąbelkami, wieczór z książką, a może porządkowanie pudełek z przyprawami w kolejności alfabetycznej. Każdy ma swój sposób na odpoczynek - wykorzystaj więc swój sprawdzony patent. Nie miej wyrzutów sumienia, odpręż się, a potem dopiero bierz za dzidę i idź na walkę. Zawsze też możesz pozapalać świeczki i niczym mnisi pomedytować czy spróbować szlachetnej jogi. Tylko uważaj, abyś przy wykonywaniu skomplikowanych pozycji w szpagacie czy innym skłonie nie zastygnął tak na amen!

#4
Nie działaj na oślep, a...
Świadomie zadbaj o siebie. Możesz się przygotowywać, stawać na głowie, ale nie zdziałasz nic jeżeli staniesz do wyzwania z powiekami przyklejonymi na taśmę klejącą coby się nie zamknęły. Wiem, przed stresującym dniem choćbyś liczył skaczące przez płot owieczki dochodząc do liczb sześciocyfrowych na spokojny sen raczej się nie zapowiada. Wczłoganie się jednak do łóżka kiedy słońce właśnie zwiastuje nowy piękny (ta jasne...) dzień nie pomoże. Odpocznij. Chcesz mieć siły i energię do pokonywania wyzwań? Mamusie mawiały: grunt to pożywne śniadanie! Mawiają tak również producenci zdrowych oraz fit oczywiście ciastek w reklamach TV jednak tych raczej nie słuchaj. Jednak zamiast tzw. kanapki studenta czyli ,,chleba posmarowanego nożem" przygotuj pełnowartościowy posiłek. Owsianka na mleku zdrowa, sycąca i możesz dodać na co masz ochotę - owoce, orzechy, bakalie czy... pokruszone ciasteczka, startą czekoladę, wiórki kokosowe, a na koniec polać to wszystko polewą toffi... dobra trochę się rozpędziłam. 
#5 
Plan przez wieeeelkieee P
Wizualizuj. Pomyśl o tym co Cię czeka i wyobraź to sobie. Przygotuj scenariusze. Od tych najczarniejszych gdzie podczas wystąpienia nagle stajesz przed całą salą zebranych... tak jak Cię Pan Bóg stworzył, po te mniej przerażające kiedy po prostu łapiesz czkawkę i każde Twoje słowo przerywane jest głośnym ,,czk". Oswajanie się z zadaniami, które Cię czekają i wyobrażanie ich pozwoli na stosowne przygotowanie do każdej ewentualności. Kiedy już zacznie się nieuniknione odczujesz ulgę, że wszystko przebiega  zgodnie z planem, a jeśli nie to zawsze masz plan, B, C (i pewnie tak do końca alfabetu...) jak wybrnąć z kłopotliwej sytuacji i poradzić sobie z problemem. Nic Cię nie zaskoczy Ty spryciarzu! 

W stresujących sytuacjach ciężko zachować zdrowe lub przyznajmy szczerze jakiekolwiek myślenie i nie dać się emocjom. Można jednak dzięki odpowiedniemu przygotowaniu i wpojeniu sobie pewnych nawyków i skutecznych tricków opanować tego wydaje się - niepokonanego wroga.
Dbajmy też o poczucie własnego ,,ja". Samoakceptacja i stałe wzmacnianie własnej wartości daje nam pewność siebie dzięki której znamy swoje możliwości i nie poddajemy tak łatwo w sytuacjach problemowych. Zamiast się podkładać - szukamy rozwiązania.
Pamiętajcie, że każda sytuacja jest tylko jedną z wielu, a dziś zrobię za Cruelle Demon i niestety mam złą wiadomość: nie zawsze będzie łatwo. Życie potrafi pisać różne scenariusze i wymyślić bardziej absurdalne sytuacje niż wypadek Hani po zderzeniu z kartonami w ,,M jak miłość". Jednak warto sobie uświadomić jedno. Nawet jeżeli przed Wami najtrudniejszy egzamin w życiu czyli ten w podstawówce gdzie biedactwo musisz wysilać się nad skomplikowanymi tematami wypracowania:  ''Jest człowiekiem pracowitym jak pszczoła,a jego praca służy innym'' gdzie można napisać wszystko od strażaka po panią obsługującą solarium niezależnie od wyniku:
świat się nie zawali!

Jak jest u Was, 
stres powoduje, że macie ochotę uciec najlepiej tam gdzie za sąsiadów 
będą robić wam wyłącznie pingwiny i inne polarne zwierzęta 
czy też nie dajecie się i radzicie sobie dzielnie?
Podzielcie się skutecznymi metodami nie bądźcie tacy! :-)




Siedzisz nieruchomo przy kuchennym stole, kawa wystygła już dawno temu, a zegarki na tarczy zegara pokazują już nie siódmą rano kiedy zalałaś ją wrzątkiem, a popołudniu. Nadal jednak nie upiłaś ani łyka. Siedzisz w tej pozycji już tak długo, że któryś z przechodzących domowników ze strachem małym paluszkiem lekko popycha Cię, aby sprawdzić czy jeszcze żyjesz. Na to delikatne szturchnięcie jednak nawet nie reagujesz. Nadal poświęcasz się jednej czynności: patrzysz przed siebie. Właściwie w konkretny punkt - na ekran małego telefonu i myślami zaklinasz go na wszystkie sposoby, jesteś gotowa zacząć tańczyć tańce godowe wokół paleniska jak podczas zaklinania deszczu, aby pojawił się na nim malutki symbol, którego widok ucieszyłby Cię bardziej niż ogromny napis wyprzedaż na wystawie w Twoim ulubionym sklepie. Koperta. Koperta oznaczająca, że przyszedł nowy SMS. Pomimo próśb w Twojej głowie poczynając od: ,,no proooszę, telefoniku mój ukochany, zaświeć się zwiastując nową wiadomość" do gróźb: ,,zaraz wyrzucę Cię przez okno, albo wrzucę do blendera!" nadal nie reaguje. Może nie działa? Krzyczysz więc do siostry, aby napisała Ci wiadomość i tutaj przychodzi załamanie: wszystko działa, SMS'es od siostry dochodzi bez problemu. Dlaczego jednak nie przychodzi od: NIEGO. To na pewno problem z jego siecią! Prosisz resztę członków rodziny, wszystkich okolicznych sąsiadów i pana listonosza o to samo, ale i ich wiadomości są również dostarczane. Musi być więc jakiś powód, musi być. To przecież niemożliwe, żeby po prostu...

Nie był Tobą zainteresowany?
W swojej głowie odegrałaś wszelkie możliwe scenariusze, godzinami zastanawiałaś się co może być przyczyną, że on po prostu nie dzwoni. Zaczęłaś od pocieszania. Z pewnością jest zajęty w nowej pracy, ma takie odpowiedzialne stanowisko, codzienna partia golfa z szefem i służbowe lunche to nie lada wyzwanie. Rozpoczął właśnie remont kuchni, pewnie tyle czasu zajmuje mu skręcenie półki, przecież to tyle gwoździków... Poza tym, jest nieśmiały, na pewno właśnie siedzi w kolegami w pubie lecz nawet nie zna wyniku meczu swojej ukochanej drużyny i nie dostrzega spódnicy, a raczej jej braku u kelnerki, ponieważ myśli tylko o Tobie, ale wstydzi się wykonać pierwszy krok, aby nie wyjść na nadgorliwego. Niedawno przeżył ciężkie rozstanie, biedactwo... jeszcze nie doszedł do siebie i boi się zaangażować. Wiesz, że ma żonę i choć deklaruje Ci, że chce być z Tobą, jeszcze od niej nie odszedł mimo iż obiecywał to trzy lata temu, ponieważ mają wspólną, złotą rybkę i boi się co to z nią będzie po rozstaniu. Rozumiesz to przecież, Tobie równie żal Ci biednego pupila! 

Lista powodów coraz dłuższa, ilość jej pozycji przebija wyłącznie liczba produktów na rachunku po Twoich zakupach w drogerii. Prawda choć jednak prosta jak 2+2=4 nie możesz się z nią pogodzić i będziesz wmawiać wszystkim do czasu kiedy wokół Ciebie będzie biegało kilkanaście małych diabełków - wnucząt, którzy postanowili zrobić z Twojego domu plac budowy iż wynik równa się 5. 

Nie zależy mu na Tobie 
Nie powiedział Ci tego? Nie musiał. Zademonstrował. Mężczyzna myśli prosto. Chce swojego zajączka to bierze największa, wypolerowaną na błysk strzelbę i za nim goni. Dzwoni częściej niż Twój operator komórkowy wciskający Ci nową ofertę na telefon za złotówkę. Pojawia się pod twymi drzwiami częściej niż dostawca z pizzerii, której telefon masz na szybkim wybieraniu. Chce poznać Twoje przyjaciółki i przyjdzie nawet na wasze spotkanie gdzie gracie w Bingo i oglądacie najbardziej ckliwe komedie romantyczne wyposażony w paręnaście opakowań chusteczek. Kiedy zaproponujesz mu wieczorne spotkanie, nieważne, że o piątej rano ma reprezentować firmę przed klientami przybyłymi specjalnie z Tokyo, aby podpisać kontrakt wart trzysta milionów Euro. Przyjdzie do Ciebie choćbyś mieszkała na ostatnim piętrze najwyższego wieżowca w Dubaju, a właśnie zepsuła się winda. Z drugiej strony - nie przesadzaj. Fakt, że odwołał jedną randkę nie oznacza, że pewnie spotyka się z inną. Nie szukaj zatem peruki w z lokami w stylu lat 80', aby go śledzić i przyłapać z kim się umawia za Twoimi plecami, bo może się okazać, że ma po prostu... problemy z żołądkiem... ;-)

Pogódź się z tym
Łatwo powiedzieć, co? Ty w myślach już układałaś poetyckie teksty ,,nasza miłość jest niczym ocean..." na wasze ślubne zaproszenia. Nic z tego, odwołaj lepiej swoją fryzjerkę na dobór fryzury pasującej do wymarzonej, białej sukni. Nie marnuj już więcej czasu i po prostu o nim zapomnij ograniczając straty. Zatroszcz się o siebie i nie trać go na kogoś kto na to nie zasługuje. Próbowałaś i czekałaś, na marne, a on i tak nie chciał tego co masz do zaoferowania - widać nie tego szukał. Pora zatem skupić się na sobie.
Odrzucenie boli, ale jeżeli on nie pokochał Ciebie to Ty pokochaj siebie! Pragniesz tego jedynego i związku niczym z Harlequina - Im bardziej doceniasz siebie tym większe masz szanse, że... to właśnie znajdziesz. Nie wierz już w wymówki, bądź świadoma i śmiej się z nich! Każdy bowiem zasługuje na więcej niż nieskomplikowane, wymyślone naprędce banały. Troszczmy się o nasz czas, a energię traćmy... na zakupy! ;-)

Zdarzyło się Wam szukać usprawiedliwień: ,,dlaczego on nie dzwoni"?
Czy wolicie czekać i starać się czy też pogodzić się z odrzuceniem i po prostu...
otworzyć na kolejną szansę? ;-) 



Twoi podwładni słysząc stukot obcasów w biurowym korytarzu powinni zrywać się z miejsc by sypać Ci pod stopy płatki róż. Na korytarzach zamiast tandetnych widoków morza w ramkach powinno widnieć Twoje zdjęcie. Właściwie to mogłyby być nim wytapetowany cały budynek. Tyle przecież robisz dla Tej firmy, to przecież wyłącznie dzięki Tobie ta firma jest na drugim miejscu w kraju, co powtarzasz w co drugim zdaniu podczas spotkań ze znajomymi nawet kiedy pytają Cię co chcesz zamówić do picia. Tak tak, możesz pochwalić się, że wasze fit eko bezglutenowe płatki za jedyne trzydzieści dwa złote za pudełko wzbogacone o 81 minerałów i 165 witamin wyparły kanapki z serem i ketchupem na śniadanie w domach 90% Polaków co pokazują oczywiście stosowne badania. Jednym słowem jesteś kobietą sukcesu, właściwą osobą na właściwym miejscu co szef powtarza na każdym spotkaniu. W firmie pojawia się ona. Trafia pod Twoje skrzydła do pomocy jako asystentka. Mała, nieśmiała, ledwo po studiach, ech, śnieżynka, nic nie wie o tym biznesie, ale spokojnie, Ty ją wprowadzisz. Każdego dnia wpatrzona w Ciebie niczym nastolatka w Bradleya Coopera w nowej komedii romantycznej zapisuje każde Twoje słowo, a Ty siedząc za biurkiem jesteś dla niej niczym Zeus siedzący na szczycie Olimpu. Pozwalasz jej zrobić projekt, który ma przedstawić na kolejnym spotkaniu zarządu już zacierając ręce ile będzie śmiechu kiedy to niepozorne dziewczę stanie przed tymi rekinami i pewnie ze stresu zapomni jak się nazywa. Na szczęście Ty będziesz tuż obok i po raz kolejny pokażesz swoje doświadczenie i profesjonalizm. Ach, po raz kolejny udowodnisz jesteś taka wspaniała ratując ją  opresji.
Przychodzi spotkanie - szok. Mała się spisała. Co więcej zakończyła prezentacje oklaskami na stojąco. Przez kolejny miesiąc wszyscy mówili tylko o tym, a szef zachwycał się, że rośnie im nowa gwiazda. Nikt już nie pamięta o Twoich ostatnich sukcesach, na ustach wszystkich jest - ona.
Nagle tracisz grunt pod nogami, dochodzi do głosu uczucie, którego do tej pory nie znałaś - strach o swoją pozycję, na którą pracowałaś latami. Strach pociąga za sobą działanie - nie zlecasz już nowej projektów, a parzenie kawy i kserowanie sterty dokumentów, które później z braku już pomysłów czym ją zarzucić karzesz zutylizować w niszczarce do papieru. Po pewnym czasie na biurku masz wypowiedzenie, a ona przechodzi do innej firmy i zamiast asystentką i pomocą w Twoim przedsiębiorstwie staje się... konkurentką u waszego największego rywala.

Efekt finalny?
Straciłaś.
Dobrego pracownika i możliwość współpracy z osobą, z którą mogłaś dalej budować losy i wzmacniać pozycję na rynku, a zyskałaś rywalkę. Teraz zamiast razem pić piernikową latte w modnej kawiarni, będziecie starały się dosypywać sobie do kawy cyjanku kiedy druga nie patrzy. Zamiast wspólnego kupowania dwusetnej, ale oczywiście potrzebnej nowej pary szpilek, podpiłowywanie sobie obcasów, by ta druga runęła ze schodów jak długa na firmowym bankiecie. Straciłaś także dużo więcej... szacunek do siebie samej.
Za to też zyskałaś! Ale tylko poczucie niepokoju, stres i frustracje.

Przecież jeszcze niedawno wykrzykiwałyśmy wspólnie: kobieca solidarność, girl's power! W obecnych czasach ukierunkowanych na przedsiębiorczość, sukces, dążenie po trupach do celu i wszechobecną konkurencje pojawia się nowe: kobieta kobiecie wilkiem.
Zapominamy o wzajemnym wspieraniu na rzecz osiągania wyłącznie własnych profitów. Kto zajechał Ci drogę samochodem? Baba! Do tego pewnie blondynka z tipsami śpiesząca się na solarium, bo jeszcze jej łóżko ostygnie! Dodatkowo pewnie właśnie ona będzie wieczorem oczywiście według Ciebie z premedytacją tańczyć blisko Twego męża, aby a nuż skusić go w swojej skórzanej mini. Nieważne, że obrączka na jego palcu oślepia tak, że trzeba nosić przeciwsłoneczne okulary, ona na pewno ma już plan w głowie jak odebrać Ci Twoje ciasteczko.

Boimy się być gorsze, boimy się tej konkurencji, boimy się rywalizacji, która może przynieść przegraną. Zapominamy o jednym i najważniejszym. Wyłącznie zdrowa rywalizacja ma szansę przynieść rozwój. Nasza niepewność i brak wiary w siebie potrafi zburzyć jakiekolwiek fundamenty przyjaźni, za to spowoduje zostawianie za sobą trupów.

Masz dwa wyjścia: 
Raz - walczyć zawsze, z każdym na Twojej drodze, (a wierz mi, młodsza nie będziesz, a potencjalnych rywali będzie coraz więcej) dostępną możliwą bronią nieważne czy to pałka czy tłuczek do mięsa. W Twojej szafie nie zmieści się już nowa sukienka za której równowartość można by oświetlać całe miasto przez miesiąc, ponieważ wypełniona będzie tym co pozostało z Twoich przeciwniczek. Ty natomiast będziesz siedziała wygodnie na samym szczycie - sfrustrowana i wypruta z energii. Dodatkowo możesz się rozłożyć na tej kanapie jak Ci wygodnie, nawet nonszalancko z nogami na oparciu, nie musisz jej przecież z nikim dzielić - jesteś tylko Ty. Sama.

Możesz też pogodzić się z tym, że nie zawsze będziesz najlepsza. Nie będziesz. Za to skuteczniejsi od Ciebie mogą pomóc Ci rozkwitnąć. Czerpanie z wiedzy innych i ich zdolności nie tylko może nauczyć czegoś nowego, ale i zmotywuje do pracy i też rywalizacji, ale tym razem zdrowej. Zamiast toksycznych relacji zatruwających Twoje życie, osiągniesz receptę na to jak być coraz lepszą. Może Twojej produkcji zupa z puszki nie będzie nazywała się wyłącznie ,,Przysmak Kowalskiej" ale ,,Nowicka's i Kowalska's Soup" też mi fajnie, prawda?

Czy Wy również widzicie w swoim otoczeniu 
niezdrową konkurencję i coraz częstsze postrzeganie innych kobiet wyłącznie jako...
potencjalne rywalki? 
Zgadzacie się z popularnym ostatnio zjawiskiem:
kobieta kobiecie raczej wrogiem niż przyjacielem?  ;-)