Latest Posts





Wskazówki na tarczy zegara pokazują, że już od paru godzin zamiast przesiadywać na twardym i niewygodnym krześle powinnaś spędzać w cieplutkim łóżku. Jeszcze tylko dokończysz projekt i kładziesz się spać myślisz naiwnie. Za parę godzin powinien być gotowy i złożony na biurku znienawidzonego profesora od prawa finansowego, niestety robisz go jak zwykle na ostatnią chwilę bo przecież wcześniej nie było czasu i miałaś tysiąc innych rzeczy do zrobienia. Trudno, nocka będzie nieprzespana. Wreszcie kończysz nad ranem, projekt upychasz byle jak do torby i pędzisz na tramwaj. Wbiegasz do gabinetu profesora spóźniona - pięć minut po czasie jednak spokojnie: przecież mamy akademicki kwadrans! Po zajęciach na uczelni, lecisz do biblioteki, bo książki do Twojej pracy dyplomowej nad którą harujesz dniami i nocami są już po terminie, potem dodatkowy kurs języka francuskiego wszak to drugi międzynarodowy język i jego znajomość z pewnością się przyda. Po nim jeszcze godzinka na siłowni, bo przecież nie tylko o mózg ale i ciało trzeba zadbać! W międzyczasie odwiedzasz kiosk gdzie kupujesz bułkę z kiepskiej jakości szynką i niewiadomego pochodzenia sosami opakowaną w foliową jednorazówkę i pochłaniasz ją w dwóch gryzach oczywiście w biegu bo przecież nie masz czasu usiąść i zjeść ją spokojnie. Musi jednak wystarczyć bo co tu dopiero mówić o zrobieniu  dwudaniowego obiadu! Wreszcie wracasz do domu, a tam sterta ubrań do ułożenia bo postanowiłaś zorganizować sobie mały kąt na wypasioną garderobę jaką widziałaś u tej amerykańskiej modelki, półka z książkami do przeczytania na jutrzejsze zajęcia ugina się pod ich ciężarem ale przecież je przeczytasz bo chcesz znów dostać co najmniej cztery i pół. Na poczcie głosowej trzy wiadomości wszystkie o podobnej treści: ,,Całe wieki się nie widzieliśmy, kochana żyjesz? Kiedy wreszcie się spotkamy?". 
Odpisujesz szybki sms: ,,Przepraszam ale 
nie mam czasu."

Tłumaczysz sobie, że takie są już te dzisiejsze czasy, wszystko musi być tu i teraz, każdy gdzieś pędzi w szalonym tempie, to przecież norma w XXI wieku. Jednak czy aby na pewno? Skąd bierze się ten cały pośpiech? Czy rzeczywiście mamy tyle na głowie, że nie starcza nam czasu na nic poza obowiązkami czy też może jest to pewnego rodzaju niestrudzone dążenie do osiągnięcia doskonałości, pewnego pragnienia zapewnienia sobie lepszego jutra? Z drugiej strony może to jedynie próba ucieczki od problemów czy od niechcianych myśli zaprzątających głowę? Trzeba na chwile zatrzymać się i zastanowić, a co najważniejsze odpowiedzieć na pytanie: czy naprawdę wszystko to co w naszym myśleniu musimy zrobić jest rzeczywiście konieczne. Nie zdajemy sobie bowiem czasem sprawy, że chcąc udowodnić coś komuś i przede wszystkim sobie często bierzemy na siebie więcej niż jesteśmy w stanie znieść. Pracujemy ciężko bez wytchnienia bo chcemy w tym świecie coś osiągnąć. Często mamy wręcz wyrzuty sumienia, że siedzimy bezczynnie kiedy w tym czasie można by tyle zrobić zapominając, że jesteśmy tylko ludźmi, nie robotami i do życia potrzeba nam jest też odpoczynek i chwila relaksu. 

Zatrzymaj się i weź głęboki oddech 
Świat się nie zawali jeżeli nie zrobisz wszystkiego natychmiast. Daj sobie czas na mały reset. Piszę to choć przyznać Wam się muszę, że ja sama kiedy sobie coś zaplanuję to nie ma zmiłuj. Do celu dążę po trupach i nie pozwalam sobie na porażki czy chwile słabości. Przekonałam się jednak na sobie, że odbija się to nie tylko na moim zdrowiu czy samopoczuciu ale też na moich relacjach z innymi. Ważnym jest zrealizowanie własnych pragnień i założonych celów ale nie kosztem własnego zdrowia i utracenia kontaktu z rzeczywistością i bliskimi. 

Sposoby na niezatracenie się 
w chaosie zadań do wykonania

1. Znajdź czas dla siebie
Pierwsza, podstawowa i najważniejsza zasada. Walczysz o siebie i swoje marzenia ale również się o siebie troszcz i dbaj. Niewyspanie i stres wpływa na nasze zdrowie i samopoczucie. Zamiast być pełni energii i cieszyć się każdym dniem stajemy się więźniami własnego życia bez dostrzegania tego co naprawdę wartościowe. Dlatego moja rada jest bardzo prosta. Nie potrafisz odłożyć pracy na cały weekend i poleniuchować? Dobrze, w takim razie wygospodaruj zatem godzinę każdego dnia i poświęć ją na to co lubisz robić najbardziej i co Cię odstresowuje. Poleż, poczytaj książkę, skorzystaj z pięknej pogody. Odpoczynek nie musi wiązać się przecież z siedzeniem przed telewizorem. Można wykorzystać ten czas aktywnie, rower, rolki czy udać się na najzwyklejszy spacer. Zrób to co sprawia Ci przyjemność i pozwoli zapomnieć na chwilę o całym świecie. Zrób z tego mały, codzienny rytuał, który będzie Twoją chwilą tylko dla Ciebie kiedy nie ma Cię dla całego świata. 

2. Planuj swoje działania 
Rada dla tych opornych, którzy nijak nie chcą odpocząć, a gubią się już w natłoku zajęć. Grunt to porządna organizacja. Wszystkiego nie musisz przecież zrobić na już. Najważniejsze rzeczy załatw od razu kiedy masz najwięcej energii, na koniec pozostaw sobie mniejsze zadania, które nie będą wymagać od Ciebie tak ogromnego zaangażowania. Najgorsze co może być bowiem to oczekiwanie na nieuchronnie zbliżający się moment zrobienia tych najbardziej znienawidzonych rzeczy. Jeżeli zrobisz je na początku szast, prast będzie po krzyku i wtedy zdasz sobie sprawę, że została część przyjemniejsza i teraz już pójdzie z górki. Gotowy plan pozwoli na lepsze załatwienie wszelkich spraw bez stresu, że nie zdążysz lub o czymś zapomnisz, da poczucie kontroli i spokojniejszą głowę.

3. Nagradzaj się
Pisałam już o tym, że nie ma lepszego bodźca motywującego nas do działania niż drobna nagroda za zrealizowane założonych przez nas zadań. Mamy wtedy chęci do dalszej pracy i dodatkową satysfakcje z osiągnięcia sukcesu. Nagradzaj się zatem za wysiłek, który wykonałeś bo na to zasługujesz. 

4. Zadbaj o przestrzeń wokół siebie
Każdy z nas po ciężkim dniu lubi wracać do własnego domu gdzie możemy wreszcie odpocząć i doświadczamy wreszcie tej wyczekiwanej ciszy i spokoju. Pokój często  stanowi nasz azyl chroniący nas przed światem zewnętrznym zadbajmy więc o to aby ta przestrzeń była uporządkowana by móc się w niej zrelaksować. Ważne aby znalazły się tam pewne elementy budzące miłe skojarzenia, znajdź swój mały kąt tylko dla siebie, w którym najlepiej się czujesz. 

Często sama chodzę spać kiedy pierwsze promienie słońca wpadają przez okno do mojego pokoju z powodu wszelkich zajęć, które na siebie wzięłam. Jeszcze częściej jestem zmęczona i mam ochotę rzucić to wszystko w... (no wiadomo gdzie), spakować najważniejsze rzeczy (czyli jakieś pół szafy) i uciec na małe (zaledwie półroczne) wakacje, najlepiej w miejsce gdzie temperatura nie spada poniżej dwudziestu pięciu stopni (albo i trzydziestu, co sobie będziemy żałować). Tam gdzie jedynym zajęciem jest grzebanie stopami w gorącym piasku i sprawdzanie odcienia opalenizny (z kolorowym napojem w ręku podanemu najlepiej przez przystojnego barmana).
Jeżeli tylko jednak znajduję czas dla siebie i małe przyjemności nie tracę zapału i osiągam zdecydowanie lepsze efekty. Równowaga musi zostać zachowana, nie możemy zapominać, że zdobycie wierzchołka góry będzie niczym jeżeli znajdziemy się na niej bez nikogo innego obok i będziemy cieniami nas samych. 

Też doświadczacie nieustannego życia w biegu? 
Jakie są Wasze sposoby na poradzenie sobie 
z natłokiem zajęć i złapanie oddechu? :-)





Zbliża się weekend, nareszcie! Tyle przecież na to czekałaś. Cały tydzień od rana do późnych godzin popołudniowych na uczelni gdzie czas pożytkujesz na rozwiązywaniu krzyżówek i sprawdzaniu dziesiątki razy na telefonie ile minut pozostało do końca, a w tle monotonny głos profesora tłumaczący kolejne kroki przy tworzeniu tytułu aktu prawa miejscowego i przywoływania podstawy prawnej. Zaplanowany masz już cały weekend, w piątkowy wieczór impreza ze starą paczką, w sobotę wypad do kina z ukochanym, niedziela błogie lenistwo i dzień spędzony w dresie przed telewizorem oglądając najnowsze odcinki ulubionego serialu (przecież zasłużyłaś!). 
Wychodzisz z uczelni i z uśmiechem od ucha do ucha masz już krzyczeć: WOLNOŚĆ, powstrzymują Cię jednak mijający obok ludzie i obawa, że wezwą specjalne służby i skończysz w kaftanie w pokoju bez klamek. Wtem dzwoni telefon - rozmowa z rodzicami. ,,Ach, ta młodość, korzystajcie korzystajcie póki jesteście młodzi, kto by się przejmował starymi rodzicami by się z nimi zobaczyć.". Wtem wyrzuty sumienia wielkości kanionu choć przecież jesteś u nich co weekend i odwoływanie wszelkich planów. 
Inna sytuacja. Siedzisz w pracy nad kolejnymi sprawozdaniami, których sterta wcale nie zmniejsza się choć pracujesz nad nimi już wiele godzin. W myślach powtarzasz: ,,Za jakie grzechy?". Wtem optymistycznym krokiem do gabinetu wchodzi szef rozpoczynając rozmowę: ,,Moja najlepsza pracownica!" W dalszej rozmowie słyszysz tylko jacy Ci dzisiejsi pracownicy niewdzięczni, ciągle tylko żądają podwyżki nie to co Ty, a są o połowę mniej skuteczni od Ciebie. Kiedy już oblewasz się rumieńcem i rośniesz w piórka, bo ktoś docenił Twoją ciężką pracę pada magiczne pytanie: ,,Może wzięłabyś jutro dodatkową zmianę za Zosię?". Oczywiście nie możesz zawieść szefa, przecież właśnie powiedział, że jesteś najlepszym pracownikiem. Sobotę spędzasz więc do nocy nad papierami choć w całym biurze już tylko pani sprzątająca wykonuje ostatnie machnięcia ściereczką i zmierza dzielnym krokiem do domu. 
Jednak wreszcie masz urlop. Wzięłaś specjalnie na czerwiec bo wtedy nad morzem jeszcze nie ma tylu turystów i jest gdzie położyć ręcznik. Marzysz już o oliwkowej opaleniźnie i zakupach w nadmorskich butikach. Przychodzi ukochany i zaczynacie planować wasze małe wakacje. ,,Najdroższa może pojedziemy na te wczasy we wrześniu? Najlepiej na Mazury, tam tyle jezior, wypróbuję nowe wędki, które podarowała mi najwspanialsza kobieta pod słońcem!" Z uśmiechem przez łzy odpowiadasz: ,,Dobrze kochanie". 

Czy w moim słowniku istnieje słowo ,,nie"? 
Domyślam się, że co najmniej raz ktoś z Was spotkał się z podobną sytuacją kiedy miał ochotę użyć słowa nie, pokornie jednak kiwał w odpowiedzi głową. Dzieje się tak najczęściej z powodu poczucia winy wobec drugiej osoby. Nie chcemy jej zawieść, chcemy być dobrymi dziećmi, partnerami, rządzi nami strach i wstyd. W kulturze jest to bardzo powszechne zjawisko bowiem wielu z nas podatnych jest na takie emocje. Powodem może być też uległa postawa z powodu chęci uniknięcia ewentualnego konfliktu, którego nikt z nas przecież nie lubi. Często wynika to też z naszych doświadczeń. Osoby, które ulegały nadmiernej władzy w okresie młodzieńczym nie potrafią wyrażać swoich potrzeb i powiedzieć głośno czego one same chcą. Uważają bowiem, że sami tej władzy nie mają lub mieć jej wręcz nie mogą stąd dalej podporządkowują się innym. Niektóre odczuwają wręcz wstyd przed ujawnieniem tego co czują. Doprowadza to do tego, że wpadamy w pewien schemat, że jedynie twierdząca odpowiedź jest jedyną poprawną i poddajemy się nie widząc innego rozwiązania. Jednak tutaj powinna zapalić się czerwona lampka, ponieważ nie możemy zapominać o tym, że sami myślimy, możemy podejmować decyzje i wybierać. 
Czasem trzeba powiedzieć: stop.

Trening asertywności
1. Wyrażanie odmiennego stanowiska 
Musimy nauczyć się mówić to co uważamy za słuszne. Każdy z nas przecież może mieć odmienny pogląd i nie możemy bać się wypowiadać go głośno. Przy tym należy oddać szacunek drugiej osobie iż rozumiemy jego pogląd ,,ale...". No właśnie. Jest jednak ale. 

2.Wykazane krytycznej opinii
Poza odmiennym zdaniem możemy także oceniać i wydawać te osądy publicznie. Nie zawsze jednak są one przyjemne, stąd też wiele osób może mieć problem z wypowiedzeniem na głos tego co w pewien sposób krytykuje daną osobę czy jej charakter. Nie powinniśmy jednak bać się pokazać komuś, że jego zachowanie nam się nie podoba lub zwrócić uwagę, że zawiódł nasze oczekiwania. To nie tylko ważne dla nas samych ale też często może mieć pozytywny wpływ na drugą osobę, która zastanowi się nad swoim postępowaniem i wyciągnie z nich ważną lekcję na przyszłość. 

3. Odmawianie
Kolejną trudnością jest użycie słowa ,,nie". Jeżeli nie chcemy czegoś robić nie powinniśmy zmuszać się wbrew sobie lecz grzecznie odmówić. Największy skutek osiągniemy jeżeli odpowiemy wyraźnie i z przekonaniem, nie wdając się w długie tłumaczenie się. Pamiętajmy jednak o tym aby zachować przy tym kulturę osobistą i trzymać emocje na wodzy. Osoby, które mają problem z wybuchami złości powinny ochłonąć i dopiero po uspokojeniu się wyrazić swoje postanowienia. Ważne jest, żeby być w zgodzie ze sobą jednak nie możemy zapominać o uczuciach również innych.

Nie bójmy się zatem wyrażać swoich emocji. Trzeba powiedzieć nie w sytuacji, która nam zdecydowanie nie służy. Pamiętajmy o chronieniu nie tylko innych ale i siebie samych. Nie unikniemy spotkań z egoistami, którzy są zbyt skoncentrowani na sobie by dostrzegać potrzeby innych tak samo jak osób, które wykorzystują ich słabość dla własnych profitów. Ważne by odnaleźć się w tych relacjach i walczyć też o swoje.

Każdy z nas może i powinien być czasem trochę egoistą. 

Ciekawa jestem czy i Wam problem sprawia
 to krótkie ale ciężkie czasem do wypowiedzenia słowo nie?
Jesteście osobami asertywnymi czy też zawsze zgadzacie się z rozmówcą? 




W sobotni poranek wstałam standardowo punkt dziewiąta, ubrałam się, spakowałam do mojej torebki bez dna milion niepotrzebnych rzeczy i wybrałam się w kierunku dworca aby czerpać przyjemność z podróży naszymi wspaniałymi liniami kolejowymi. Kolejka po bilet ciągnęła się w nieskończoność, a ja oczywiście dotarłam na dworzec dziesięć minut przed odjazdem pociągu stąd na peron musiałam ruszyć standardowo biegiem. Udało się jednak! Teraz rozpoczyna się etap najtrudniejszy: walka o miejsce. Nieprzypadkowo używam pojęcia walka bo kto nie korzystał nigdy z tego środka transportu nie wie, że przy takiej podróży ma darmowy pokaz gali bokserskiej. Przepychanki, deptanie sobie po stopach i potrącanie torbami to rzecz nieodłączna takiej wyprawy. Taka zabawa! 
Idę sobie środkiem i szukam wolnego miejsca. Tutaj nie bo siedzą starsze panie, które zapewne zagadywać mnie będą całą drogę: ,,czego się pani uczy", ,,gdzie pani jedzie", a wszystko skończy się podsumowaniem: ,,ach ta dzisiejsza młodzież!". Inny przedział też odpada bo wypełniony nastolatkami i pewnie cała podróż upłynie mi na słuchaniu, o tym kto na wczorajszej imprezie zaliczył ,,zgona", a z czego jest największa ,,beka". Zaglądam z nadzieją do ostatniego przedziału i widzę starszego ode mnie chłopaka, muskuły przebijają się przez obcisły podkoszulek z modnym napisem z jakiejś hip-hopowej piosenki, na nogach szary dres. Myślę sobie: ,,nie nie, to niebezpieczne siadać z takim, bo to typowy dres". Nagle patrzę co dzierży w ręku - a tu książka. Książka na dodatek nie byle jaka bo ,,Oskar i Pani róża" Erica Emanuela Schmitta. Nagle zapałałam sympatią do kolegi i wybrałam ten właśnie przedział. Dlaczego jednak o tym wspominam, chciałam zobrazować jak pierwsze wrażenie wpływa na naszą ocenę drugiej osoby. Nie znając jej, nie zamieniając ani słowa w ciągu zaledwie kilku sekund w mojej głowie pojawiła się dokładna charakterystyka podobnie jak w poprzednich przedziałach do których zaglądałam. Uświadomiłam sobie, że do czasu kiedy nie zobaczyłam co czyta byłam przekonana ,,jak dres to jest taki i taki..."
W ten właśnie sposób powstają: 
Stereotypy

Młodzież 
Wszystkie nastolatki są rozwydrzone, nie mają szacunku dla ,,starych", ani żadnej pokory wobec nikogo kto mówi im co mają robić. Każdy wieczór kończą pijani w krzakach, pojęcia książka czy teatr nie znajdą bo to przecież nuda, a za jedyny kontakt z kulturą uważają przeglądanie postów na plotkarskich portalach na swoich wypasionych Iphonach. 

Starsi ludzie 
Ci z kolei nie rozumieją dzisiejszych czasów, ani całego tego postępu bo ,,kiedyś tego nie mieliśmy i było oczywiście lepiej". Za największe zło tego świata uznają Internet. Słuchają tylko radia zaczynającego się na M i wysławiają pod niebiosa jego założyciela. Obowiązkowym elementem ich ubioru jest beret - koniecznie moherowy, a największymi wrogami jest grupa opisana powyżej, bo każdy małolat to istny diabeł. 

Typowy Polak 
Typowy polaczek nie wyobraża sobie dnia bez kieliszka, na wczasy jeździ tylko do Egiptu oczywiście w sandałach i białych skarpetkach. Po studiach wyjeżdża do Anglii gdzie zasila szeregi grupy obłapiającej zmywak. Jak sąsiad ma nowe auto to na pewno ukradł lub zdobył za jakieś machlojki, bo przecież na pewno nie zarobił na nie uczciwą pracą! Na obiad toleruje jedynie schabowego, ziemniaki i mizerię, a weganizm uważa za wymysł szaleńców przypinających się łańcuchami do drzew w ich obronie. Każdy nie-polak to wróg chyba, że Rusek bo z takim to można się chociaż napić wódeczki. 

Blondynka
Blondynka to dzisiaj nie określenie kobiety z jasnymi włosami ale stan umysłu. Każda ma różowe tipsy i białe kozaczki, dożywotni karnet na solarium, a w głowie jedynie echo. Większość dnia spędza trzymając w jednej ręce smycz ze swoim yorkiem, a za drugą trzymając swojego misiaczka, który jest wysokim dresem z łańcuchem na szyi, z pokaźną zawartością banknotów w portfelu, które najprawdopodobniej zdobył poprzez zastraszanie lub przemyt.

Skąd się biorą stereotypy i dlaczego im ulegamy 
Odpowiedź wydaje się łatwa i oczywista, a mianowicie dlatego, że głównie w ten sposób upraszamy sobie życie. Nie musimy tworzyć opinii na temat osób na podstawie poznania ich charakteru, bo po co. Wystarczy zlustrowanie i to zazwyczaj pobieżne wyglądu. Dziewczynka ubrana na czarno? Emo lub goth, pewnie słucha metalu i narzeka jaki świat jest niesprawiedliwy i okrutny. Chłopak w sportowym stroju? Pewnie kibol, co pod łóżkiem trzyma kastet. Zajmuje nam to znacznie mniej czasu i nasz rozmówca szybko zrozumie co mamy na myśli używając pojęcia, które ma zakodowane takie, a nie inne, utarte w społeczeństwie znaczenie. Jest to też często konsekwencja niechęci do danej grupy ludzi i wysokiego poziomu nietolerancji.

Do czego prowadzi takie kategoryzowanie 
Powoduje to znaczne uprzedzenia często niemające pokrycia w stanie rzeczywistym bowiem oparte są nie na rzetelnej wiedzy lecz pewnych uproszczeniach często fałszywych i nieadekwatnych. W dalszym efekcie może powodować nienawiść, a w skrajnych przypadkach także przemoc. W ten sposób też często podnosimy własną ocenę kosztem odmiennych osób, grup czy subkultur. Wywyższając siebie lub swoją grupę społeczną, a uwłaczając wszystkiemu co spoza niej. Stąd też zjawiska dyskryminacji i brak zaufania wobec wszystkiego co ,,obce", i zamknięcie się jedynie na to co nam znane. 
Za plus stereotypów można wskazać to, że dostrzegamy odmienność i jeżeli tylko ją szanujemy możemy dowiedzieć się więcej o sobie samym i swoim środowisku.
Na codzień staram się nie określać nikogo w ten sposób, ponieważ nie ma nic gorszego dla mnie niż generalizowanie i ,,wrzucanie wszystkich do jednego worka". Zdaje sobie jednak sprawę, że zwłaszcza w mowie potocznej często używamy takich, a nie innych określeń bo ta komunikacja charakteryzuje się właśnie prostotą. 

A Wam zdarza Wam się charakteryzowanie kogoś jedynie na podstawie
 wyglądu czy jego przynależności do danego narodu czy subkultury?
Bądźcie szczerzy i przyznajcie się bez bicia! :-)



W moim życiu książki są obecne odkąd pamiętam. Zdolność czytania posiadłam znacznie szybciej niż moi rówieśnicy i rodzice po dziś dzień wspominają jak w przedszkolu często to ja zamiast pani przedszkolanki siadałam na krzesełku otoczona koleżankami i kolegami ze wspólnej grupy siedzących wokół mnie po turecku i czytałam im najnowsze przygody Kubusia Puchatka. Wszystko to zawdzięczam dwójce osób, którzy zajmują w moim sercu miejsce szczególne, a mianowicie moim dziadkom. Pamiętam jak babcia siadała ze mną i czesząc mi coraz to wymyślniejsze warkocze uczyła składać literki. Zaczęło się od ,,Aniele Boży Stróżu mój..." a po pewnym czasie czytałam już dziadkowi lokalną prasę i to jakie inwestycje będą przeprowadzane w moim mieście lub z programu tv jakie mecze będzie mógł obejrzeć na starym telewizorze, który posiadał całe pięć kanałów. 
W podstawówce dostałam swoją pierwszą kartę czytelniczą i od tamtej pory zaczęłam już na poważanie swoją podróż po świecie książek i zakochałam się w nich bezpowrotnie. Wygrywałam wszelkie konkursy jako osoba, która w każdym miesiącu przeczytała największą liczbę lektur w całej szkole, a potem brałam udział w szrankach z wiedzy o ich treści. Moi rodzice do końca życia wypominać mi będą jak na jednym z konkursów zamiast napisać, że Kopciuszek miał pantofelki z popieliczki, napisałam iż z popielniczki... Naprawdę! 

Zdaje sobie sprawę, że tak jak jedni lubią wylegiwać się na plaży, a inni wycieczki po szlakach górskich są osoby, które książek czytać nie lubią i uznają to za stratę czasu. Dziś jednak w tym wpisie chciałabym podzielić się z Wami oprócz mojego zamiłowania do nich także korzyściami jakie wynikają z ich czytania mając nadzieję, że przekonam nawet największych niedowiarków, że wizyta w księgarni może sprawić równie tyle radości co w sklepie ze słodyczami. 

Dlaczego warto czytać książki

Najlepszy rozładowywacz stresu
Każdy ma swój sprawdzony sposób na stres. Moim między innymi jest właśnie zasiadanie w wyodnym fotelu, z kubkiem gorącej kawy z ulubioną książką w ręku. Powoduje to, że wszystkie przykre wydarzenia dnia nagle stają się niczym mgła, a po kilku stronach zapominam o nich zupełnie. Mogę rozkoszować się jedynie ciszą, dobrym smakiem i aromatem napoju i na chwile nie myśleć o całym świecie. 

Wzbogaca zasób słownictwa 
To dzięki tym niepozornym prostokątnym przedmiotom poznać możemy słowa, których wcześniej nie słyszeliśmy nigdy bądź nie pojawiały się w naszym języku. Ich częste powtarzanie powoduje, że zapamiętujemy je, a następnie możemy pochwalić się w towarzystwie naszą elokwencją. Dzięki czemu nasz rozmówca nie tylko postrzegać nas będzie jako osobę inteligentną ale też pewną siebie, znacznie bardziej atrakcyjną i ciekawą poznania. Chociaż cudzoziemcy zazwyczaj przeklinają nasz język ze względu na konieczność uczenia się i wymowy wszystkich tych uroczych literek z ogonkami czy kreskami jak ć, czy ń nasz język jest przecież taki piękny!

Nauka słownictwa obcego
Nie tylko jednak nasz język należy do wyjątkowych. Z książek bowiem możemy także nauczyć się innych równie pięknych dialektów. Czytanie w obcym języku uważam za jedną ze skuteczniejszych metod ich nauki, którą wypróbowałam na sobie i szczerze polecam. Nie dość, że pożyteczne to jeżeli tylko nie wybierasz z półki ,,Historii powstania maszyn wiertniczych" jakie przyjemne! 

Rozwój wyobraźni
Czytając niesamowite opowiadania o  naszych ulubionych bohaterach często mamy wrażenie, że towarzyszymy im w ich przygodach. Niby przesuwamy jedynie wzrok po tekście ale oczyma wyobraźni jesteśmy tam razem z nimi i czujemy jakbyśmy przeżywali te same emocje. Czytanie pobudza nas do wizualizowania i nasze myślenie staje się bardziej plastyczne, możemy tworzyć w głowie ciekawsze i bardziej abstrakcyjne wizje co przydać może się w codziennym życiu bowiem skłania nas do wychodzenia poza sztywne ramy gdyż stajemy się bardziej kreatywni. Wyczytałam ostatnio cytat, który idealnie oddaje to jak zdolność wyobrażania ma znaczący wpływ na procesy tworzenia bowiem wyobraźnia pozwala na tworzenie rzeczy pięknych, a wiedza zaledwie doskonałych.

Zdolność do szybszego zapamiętywania i nauki
Pewnie dorośli w dzieciństwie mówili Wam abyście czytali bo dzięki temu będziecie mogli lepiej zapamiętywać i mieli racje! Czytanie stymuluje nasz mózg, zmusza do pracy i poprawia koncentrację. Co za tym idzie jesteśmy w stanie zapamiętywać łatwiej i znacznie sprawniej. Poza tym poszerzać może nasze zdolności analityczne i logicznego myślenia. Nie mówcie mi, że nie przyda się to przed kolejnym kolokwium. 

Poszerzanie wiedzy 
Książki nie tylko służą rozrywce ale i mają nas czegoś nauczyć. W związku tym jesteśmy w stanie posiąść wiedzę wówczas nam nieznaną, rozszerzać zainteresowania. Ta wiedza przydać nam się może nie tylko w czynnościach codziennych jak po przeczytaniu np. poradnika majsterkowicza kiedy uczymy się rozwiązań technicznych, ale także dzięki tematyce psychologicznej pozwoli zagłębić się w ludzką psychikę i wykorzystać ją potem w relacjach w społeczeństwie. Dzięki książkom tematycznym możemy też poznać zagadnienia związane chociażby z naszym przyszłym zawodem dzięki czemu nasza praca będzie wydajniejsza, a awans mamy jak w banku!

To tylko przykłady, jestem pewna, że korzyści z czytania jest znacznie więcej i każdy odnalazłby coś dla siebie. Poza oczywistymi profitami jakie możemy uzyskać jest to przede wszystkim doskonały sposób na spędzenie czasu, który polecam każdemu i mam nadzieje, że tych którzy nie przepadają za czytaniem jednak przekonałam, że książki da się polubić. W razie jednak jeżeli po przeczytaniu tego tekstu kupicie jakąś pozycję i Wam się nie spodoba, zawsze możecie użyć jej jako podkładkę pod kubek.

Lubicie pożytkować czas w ten sposób 
czy też czytaliście jedynie (z konieczności) obowiązkowe lektury na język polski ? ;-) 
Jakie są Wasze ulubione gatunki literackie czy książki? 

Niedługo przygotuje dla Was recenzję moich ukochanych bestsellerów. :-)




    Na temat zazdrości można snuć długie, mądre wywody albo uznać ją za oznakę słabości, 
    ale chyba nigdy nie uda się człowiekowi zazdrości poskromić... 
    Paulo Coelho, Jedenaście Minut
    Kiedy byłam małą dziewczynką jak pewnie większość marzyłam o tym aby zostać księżniczką, chciałam mieć lśniące, długie blond włosy niczym Roszpunka, (natura jednak przewrotnie obdarzyła mnie kasztanowymi falami, których nie sposób poskromić), piękną suknię balową koniecznie tiulową, różową i z długim trenem. Mając lat naście jednak żadna z nas nie chciała już zostać królewną. Nastała bowiem era kiedy zapragnęłyśmy wyglądać jak prawdziwe kobiety. Rozpoczęły się więc pierwsze próby użycia eyelinera, których efektem było najczęściej uzyskanie efektu oczu pandy, a największym sukcesem okazywał się fakt, że nie pozbawiłyśmy się przy okazji oka. Rozpoczęło się podkradanie mamie wysokich obcasów oraz przeglądanie kolorowych magazynów w których na każdej stronie atakowane byłyśmy wizerunkiem kobiety z uśmiechem od ucha rodem z reklamy wybielającej pasty do zębów, nieskazitelną cerą i oliwkową karnacją wyłącznie oczywiście w rozmiarze zero. Wtedy po raz pierwszy westchnęłyśmy i pomyślałyśmy: ,,Chciałabym tak wyglądać". Wraz z tą myślą po raz pierwszy zakiełkowało też w nas uczucie skradające się niczym żmija, a mianowicie...

    Zazdrość 
    Przypuszczam, że każdy z nas spotkał się kiedyś z tym uczuciem, bo przecież która z nas nigdy nie przeglądała Instagramu ze zdjęciami dziewczyn rodem z pokazu Victoria's Secret z płaskimi brzuchami ciężko wypracowanymi na siłowni podziwiając je, często też drukując ich wizerunki i wieszając sobie na lustrze dla motywacji.  W ciągu mojego życia nie spotkałam chyba nigdy kobiety, która nie chciałaby czegoś zmienić, poprawić lub w stu procentach byłaby zadowolona z siebie. Tkwi to chyba w naszej naturze i ciężko jest nam się wyzbyć tego doszukiwania w sobie wad. Niemniej w tej sytuacji można albo do końca życia ubolewać nad tym, że nie mamy metra osiemdziesiąt czy figury klepsydry i próbować niestrudzenie zmieniać się by być coraz lepszą i lepszą wersją samej siebie albo pogodzić się z tym, że ideały nie istnieją i w pełni zaakceptować to jacy jesteśmy.  

    Zazdrość w relacjach międzyludzkich 
    Problem zaakceptowania siebie może być jednak tym większy jeżeli ma destrukcyjny wpływ nie tylko na nas samych ale też na tworzone i pielęgnowane przez nas relacje z innymi ludźmi. Zdarza się, że zazdrościmy naszym przyjaciółkom wspaniałych włosów czy kobiecych krągłości, których nam natura poskąpiła marząc jednocześnie o posiadaniu takich samych. Uczucie to rządzi nami często do tego stopnia, że jesteśmy w stanie być nieszczerzy i kłamać na temat super nowych spodni koleżanki wiedząc doskonale, że wygląda głupio dzięki czemu możemy się dowartościować i poczuć ładniejsze. Znam również skrajne przypadki kiedy rozpadały się wieloletnie przyjaźnie z powodu tego, że osoba, która zawsze była ,,tą drugą" w towarzystwie atrakcyjniejszej i bardziej popularnej koleżanki czuła się z tym źle do tego stopnia, że wolała odseparować się by wreszcie poczuć się tą naj. Zawiść popsuć może najlepszą nawet przyjaźń i nie tylko, bowiem jest ona głównym i niechcianym gościem w innej relacji, a mianowicie... 

    Zazdrość w związku 
    Możemy zarzekać się i zarzekać: ,,Ja? Zazdrosna o Ciebie? W życiu!". Ciężko mi będzie jednak w to uwierzyć. Tak samo jak w fakt, że nigdy nikomu nie zdarzyło się przejrzeć telefonu czy skrzynki pocztowej swojej drugiej połowy w poszukiwaniu dowodów zdrady gdy tylko wyszedł do łazienki. Wbrew powszechnej opinii nie musi to wcale wynikać z kompleksów czy niskiego poczucia własnej wartości. Osoby pewne siebie mogą czuć zazdrość w związku z brakiem poświęcenia jej wyłącznej uwagi na jaką według własnej opinii zasługują. Przyczyny mogą być bardzo różne poczynając od wzorców jakie były obecne w naszym życiu, doświadczeń z przeszłości czy też wynikać z naszego charakteru są osoby bowiem bardziej wrażliwe czy potrzebujące więcej zaangażowania drugiej osoby by czuć się pewnie. 
    Co ciekawe choć uczucie to postrzegane jest jako negatywne to jego brak w związku także uważane jest za coś nieprawidłowego w myśl zasady: ,,Nie jest zazdrosny to mu nie zależy."
    W swoim dwudziestoparoletnim życiu zaznałam zarówno skrajnej i chorobliwej zazdrości ze strony drugiej osoby jak i całkowitego jej braku i oba doświadczenia nie wspominam ze szczególnym utęsknieniem. Czy najwłaściwsze wydaje się się zatem wypośrodkowanie wszystkiego?
    Zazdrość bywa toksyczna jeżeli spowodowana jest kompletnym brakiem zaufania do partnera. Jednak z drugiej strony jej obecność może zostać uznana także za objaw pozytywny świadczący o głębokim uczuciu i przywiązaniu. Zresztą jak głosi pewna stara piosenka... nie ma miłości bez zazdrości. ;-) 

    A jak to jest u Was, zdarzało Wam się porównywać z innymi 
    i w związku z tym zazdrościć im pewnych cech charakteru czy wyglądu?
    Jak myślicie zazdrość w związku: potrzebna czy niszcząca?




    Traumatyczne przeżycie z minionej soboty jest wydarzeniem autentycznym i dzisiejszy wpis sponsoruje jeden z czołowych dostawców Internetu w Polsce, którego nazwy nie podam z obawy przed otrzymaniem w dalszej kolejności wezwania do sądu za publicznie zniesławienie.


    Jest piękny, sobotni poranek, budzą Cię promienie słońca wpadające przez okno do pokoju, przeciągasz się leniwie w łóżku marząc o tym aby nie opuszczać go już nigdy. 
    Nie chcesz jednak marnotrawić tak wspaniale zapowiadającego się dnia więc wstajesz by zrobić coś ambitnego ze swoim życiem i dokonujesz czynności wykonywanej w pierwszej kolejności przez 90% populacji. 
    Włączasz laptopa. 
    Tutaj jednak następuje szok i niedowierzanie, ikonka od połączenia sieciowego bezczelnie zmieniła swój symbol z ,,połączono" na ,,ograniczone".
    Nie panikujmy jednak to przecież nadal może być udany dzień. Tylko nagle zadajesz sobie pytanie... co tu robić? Dobrze, przez jeden dzień czy dwa jesteśmy w stanie zorganizować sobie czas i nagle zrobić setkę rzeczy, które zawsze były ,,na jutro". 

    Jak jednak wyglądałby świat bez Internetu?

    Rozrywka
    Nie oszukujmy się. Internet w głównej mierze służy nam wszystkim do rozrywki czy jakby to trafniej określić marnotrawienia czasu na zupełnie bezużytecznych czynnościach. Z ręką na sercu przyznajcie się kto z Was nie spędza całych godzin na przeglądaniu stron zazwyczaj o mało ambitnej treści jak filmiki kotów na youtube czy czytanie na plotkarskich portalach o najnowszej kochance jurora popularnego talent show. Głupie? Tak. Jednak jakie fajne! Najgorzej jest kiedy na nudnym wykładzie wykładowca nie będąc na bakier z dzisiejszą technologią rozumie, że laptop nie służy tylko do prowadzenia notatek i stoi za Tobą uniemożliwiając Ci odpalenia przeglądarki czy grania w pasjansa. 

    Kontakty międzyludzkie
    Przez wszechobecny brak czasu i ciągłe życie w biegu wielu z nas nie może sobie pozwolić na wielogodzinne spotkania ze znajomymi na kawie. Często też tak naprawdę przemawia przez nas lenistwo bo nie chce nam się wychodzić z ciepłego domu. Nie ma z tym jednak problemu ponieważ zawsze można uruchomić okienko na czacie na Facebooku lub gadu-gadu i można dalej plotkować o wczorajszej rance z Przemkiem z drugiej grupy ćwiczeniowej. Poza tym możemy zachować kontakt z osobami z którymi z przyczyn geograficznych nie możemy porozumiewać się inaczej niż drogą wirtualną. Zawsze pozostają jeszcze listy ale błagam Was... przypomnijcie sobie kiedy napisaliście ostatnio do kogoś list i nie mówię tutaj o pocztówce z wakacji na Majorce. Bez tych wszystkich wirtualnych okienek zostałoby nam jedynie zakupienie gołębia pocztowego lub wysyłanie znaków dymnych. 

    Ważne czy jakiekolwiek wydarzenia
    Wiele organizowanych eventów nie reklamuje się już wywieszając plakaty na słupach i przystankach autobusowych, a tworzy wydarzenie na Facebooku. Dzięki czemu my dowiadujemy się o najnowszym koncercie czy imprezie, a nawet  kto ze znajomych na pewno się na niej pojawi, a kto tylko ,,może". Z Internetu też najczęściej dowiadujemy się co ważnego dzieje się na świecie i dzięki temu jesteśmy na bieżąco. Wieczorna panorama i wiadomości w radiu to obecnie przeżytek. W kwestii wydarzeń dochodzimy też do najważniejszego, a mianowicie kto ze znajomych ma urodziny. Wiele osób tak naprawdę nie prowadzi kalendarza czy terminarza, a nie sposób przecież zapamiętać dnia urodzin wszystkich znajomych (na Facebooku masz ich w końcu +500) zwłaszcza tych z którymi jesteś wyłącznie na ,,cześć". Z pomocą przychodzi właśnie Facebook, który nam o tym przypomina dzięki czemu zdążymy jeszcze kupić prezent przed zamknięciem sklepów lub złożyć ,,sto lat" na tablicy. 

    Multimedialna baza wszelakich dóbr
    Kiedy ostatnio zakupiliście w sklepie płytę? Ja nie pamiętam chociaż bez słuchawek i odtwarzacza nie wychodzę z domu. Podobna rzecz ma miejsce przy kupowaniu książek. Lektury pochłaniam wręcz w ogromnych ilościach jednak moja półka na książki wcale nie obejmuje kilkuset pozycji. Za to audiobooków czy ebooków owszem mam pół dysku twardego. Do kina też przecież nie chodzisz codziennie, a wszystkie potencjalne produkcje do zdobycia Oskara znasz już przecież na pamięć. Bez Internetu niestety często nie moglibyśmy sobie pozwolić na ich poznanie.

    Kopalnia informacji 
    Gdy mamy do przygotowania projekt na uczelnię większość z nas nie udaje się do biblioteki siedząc tam póki nie wyłączą światła i pracując jak mała mróweczka nad stosem książek. Korzystamy wówczas ze znajomości z wujkiem Google i ciocią Wikipedią oraz używamy magicznych klawiszy ,,kopiuj" i ,,wklej". Wyobraźcie sobie teraz konieczność pozyskiwania wiadomości z tradycyjnych źródeł, a następnie przepisywanie ich słowo po słowie.

    Tanie kupowanie bez podnoszenia się z kanapy
    Wiele osób, których ja osobiście nie rozumiem (bo oprócz brania udziału w maratonach w związku z wieloletnim trenowaniem lekkoatletyki zaliczyłam jeszcze więcej maratonów po sklepach) robi zakupy wyłącznie przez Internet. Jest to obecnie bardzo wygodne rozwiązanie, nie trzeba wychodzić z domu, walczyć z długimi kolejkami do przebieralni i jeszcze większymi do kasy, a wszystko czyściutkie i ładnie zapakowane przynosi Ci miły pan kurier pod same drzwi. To też możliwość nabycia rzeczy ogólnie niedostępnych czy używanych po bardzo atrakcyjnej cenie. Obecnie bardzo popularne staje się też zamawianie artykułów spożywczych do domu i coraz więcej supermarketów przewiduje to w swojej ofercie. Teraz wyobraźcie sobie tych wszystkich biednych mężczyzn, którzy zamiast dać kartę kredytową swojej żonie i odpalić jej przeglądarkę, muszą chodzić z nimi na zakupy i dzierżyć te wszelkie torby. 

    Doskonale pamiętam czasy kiedy Internetu nie było i nie przypominam sobie abym była wtedy nieszczęśliwa bo dni wyglądały tak, że jedynym zajęciem było patrzenie jak rośnie trawa.
    Człowiek potrafił znaleźć sobie rozrywkę, kontakt ze znajomymi był zachowany i radził sobie z załatwieniem różnych spraw. Łatwo jednak mi teraz powiedzieć, ponieważ wtedy nie znałam możliwości, które Internet daje. 
    Dziś ciężko wyobrazić sobie funkcjonowanie bez niego gdyż niezaprzeczalnie ułatwia nam wiele czynności. Chociaż przypomnijmy sobie społeczeństwa omawiane na lekcji historii, ludzie nie tylko w tych czasach nie mieli Internetu ale także elektryczności I ŻYLI! 

    Teraz przyznajcie się ile spędzacie czasu dziennie patrząc w monitor (tu Was mam!).
    W jaki sposób wykorzystujecie dobrodziejstwa Internetu? 
    I teraz najstraszniejsze... jak wyobrażacie sobie życie bez dostępu do niego? :-)



    Piętnaście lat temu rozpoczęliśmy nie tylko nowy wiek ale i kolejne tysiąclecie. Od tamtej pory doszło do wielu przełomowych zdarzeń w historii świata jak na przykład powstanie Facebooka. XXI wiek to oprócz rozwoju w dziedzinie technologii i badań naukowych to także postęp w społeczeństwie i pojawienie się nowych tendencji. Dziś o trendach, które zawładnęły w ostatnim czasie całym światem i nie mówię tu o najnowszej kolekcji od Chanel. 

    Chcesz być modny? Jedz zdrowo! 
    Od paru lat w społeczeństwie zapanowała moda na zdrowe odżywianie. Kupienie kanapki w szkolnym automacie to obecnie siara. Dziś przynosi się pudełko wypełnione kolorowymi warzywami i mówi głośno o tym jak rano przygotowywano sobie ,,lunch boxa". To też nie czas kiedy wrzuca się na Instagram zdjęcia swojej kolacji która jest niczym innym jak gigantem z nowej pizzerii, za to pokazuje nowy blender do przygotowywania super wartościowych koktajli. Ze znajomymi nie idzie się już na kebsa z budki pod dworcem kolejowym ale do wypasionej restauracji najlepiej wege. Rodzice nie zabierają dzieci na niedzielny obiad na ,,happy meala" tylko szukają produktów pozbawionych tak zwanej chemii aby broń Boże nie karmić swoich pociech szkodliwymi substancjami. Nie kupuje się także już zwykłych artykułów w supermarkecie ale jedynie w sklepach ekologicznych. 
    Ostatnimi czasy też najczęściej wpisywanymi hasłami w wyszukiwarkach staje się ,,jak schudnąć 30 kilo w tydzień". Przeczytać również można jak to fenomenalnie można zrzucić kilogramy jedząc przez trzy dni wyłącznie kiszoną kapustę (żeby nie być gołosłowną naprawdę tak piszą, sprawdziłam!). Słodycze? Nigdy w życiu, toż to sam cukier, syrop glukozowo-fruktozowy i cała tablica Mendelejewa. 

    Faktyczna walka o zdrowie czy już przesada? 
    Tekst ten oczywiście jest hiperbolą ukazującą w sposób przerysowany istniejące zjawisko. 
    Jeżeli chodzi o mnie sama odżywiam się zdrowo, wiele lat temu włączyłam do swojego jadłospisu produkty pełnoziarniste, ograniczam konserwanty i zwracam ogromną uwagę na skład. 
    Bardzo pozytywnym zjawiskiem jest fakt, że społeczeństwo bardziej świadomie podchodzi do kwestii odżywiania się co za tym idzie dba o swoje zdrowie zwłaszcza kiedy żyjemy w czasach kiedy na każdym rogu stoi McDonald's oferując nam jedzenie zaledwie za trzy złote.

    Czy jednak pogoń za wszystkim co ma naklejkę ,,produkt ekologiczny" jest jedyną słuszną opcją, a wszystko co inne powinno być zakazane?

    Ciekawa jestem jak to wygląda u Was i w waszym środowisku. 
    Ulegliście modzie na zdrowe odżywianie się czy też żyjecie zgodnie z zasadą: 
    życie jest tylko jedno i po co sobie odmawiać przyjemności? :-)