Zrywamy kartkę z kalendarza (jak zwykle z kilkudniowym opóźnieniem) i widzimy marzec. Miesiąc kiedy nasza dieta z racji obchodzonych świąt głównie opiera się na... jajkach. Te na talerzach pojawiają się na śniadanie, drugie śniadanie, obiad, a nawet deser w ramach podwieczorku i oczywiście nie może ich zabraknąć kolacje. Zwłaszcza lubujemy się tych... czekoladowych. Nasuwa mi się na myśl w związku z tym to pytanie któregoś z domowników zadawane podczas powrotu ze święcenia koszyczka:
- ,,A gdzie się podziały czekoladowe jajeczka?"
- ,,Eee... Wypadły mi wszystkie z koszyka!" ... prosto do mojego brzucha. Serio, czy kiedykolwiek udało Wam się nie wyjeść ich podczas drogi do domu? Nie odpowiadajcie, to przecież pytanie czysto retoryczne. ;-)
Dla mnie symbolicznym pożegnaniem zimy nie jest topienie marzanny. Zamiast topić w odmętach rzeki kolorową lalę dokonuję jeszcze bardziej bestialskiej zbrodni - grzebię żywcem! Kto aż tak mi zalazł za skórę? To mój gruby płaszcz działający niczym broniąca nie przed kulami z amunicji lecz śniegowymi kamizelka kuloodporna. Nie mam skrupułów i gdy tylko wskaźnik na termometrze przekroczy liczbę 20 wcielam w życie wypracowany w najmniejszych szczegółach plan pozbycia się nieprzyjaciela. Opiera się na bestialskim zapakowaniu do wora i schowaniu na samo dno szafy. Najpierw jednak angażuję do współpracy zaprzyjaźnionego partnera zbrodni - miłego pana Andrzeja ze spychaczem z pobliskiej budowy, aby z jego pomocą pierw jakoś przebrnąć przez całą stertę moich ubrań. Kiedy to się już uda, płaszcz wędruję w czeluście szafy z niesłabnącą nadzieją, że uda mi się go jeszcze kiedyś w przyszłości może odnaleźć pośród całej reszty bluzek, bluzeczek i sweterków, kiedy znów zaczną mnie atakować śnieżne pociski. Pewnie jednak zostanę zmuszona do zakupu nowego... Na swoje usprawiedliwienie powiem, że i ja mogę czuć się pokrzywdzona. Natura nie jest też łaskawa i nawet ona przeprowadza wobec mnie przestępstwo - ograbia mnie z jednej dodatkowej godziny snu! Mamy zatem czas letni, mamy nowe okrycie wierzchnie i kolorowe balerinki wróg numer jeden wszystkich kochanych babć z uwagi, że przez nie marzną nam nogi. Nieprzedłużając możemy zacząć świętowanie wiosny! Co zatem mnie (p)obudziło do życia wraz z rozpoczęciem mojej ulubionej pory roku? Teraz mały spoiler. Dodam już, że podczas podsumowania kwietnia wiosna przestanie być moją ulubioną z racji latających beztrosko pyłków, które wystawiają rokrocznie na ciężką próbę mój wodoodporny tusz do rzęs.
Muzyka
Jeszcze do niedawna była zupełnie niewyróżniającą się w tłumie dziewczyną próbującą przebić się wśród roznegliżowanych koleżanek po fachu wyłącznie za sprawą... swojego wokalu. Naiwna! Sprawy nie ułatwiał jej niepozorny wygląd, duże oczy koloru oceanu i blond loczki niczym u aniołka. Dodatkowo i piosenki nie należały do najambitniejszych. W swoich refrenach wyśpiewywała, że jej marzeniem jest, aby zostać księżniczką dla swojego księcia, a jej Romeo ją uwolnił. No cóż to chyba nie wymaga dłuższego komentarza... Jednym słowem natychmiast powinna zwolnić swojego menagera oraz kilka wybitnych sław od wizerunku gwiazd i zacząć wszystko od nowa. Na szczęście dla niej o dziwo tak też zrobiła. Trochę czarnej, przylegającej do ciała lateksowej skóry, odważne cięcie włosów i przemieniła się w prawdziwą ikonę muzyki popularnej detronizując znane diwy, które nagle musiały wraz ze swoim rozdmuchanym ego ścisnąć się w rządku, by zrobić dla niej miejsce. Dobrze dla niej, że jest taka szczupła... Najnowsza płyta Taylor Swift ,,1989" to prawdziwy wachlarz różnorodnych gatunków. Myślę, że zarówno meloman muzyki klasycznej jak i fan disco polo i piosenek w rytm ,,umcy umcy" odnajdzie w nim coś tylko dla siebie. Na krążku nadal mamy kawałki, podczas których słuchania nie trzeba dodatkowo sięgać po coś słodkiego do kawy, ponieważ rozpływają się o miłosnych uniesieniach tak, że człowiekowi już i tak robi się odrobinę mdło. Niemniej zaraz po nich nasze zmysły elektryzują ostre nuty niczym ciemna czekolada z dodatkiem papryczki chilli! Taylor nadal pozostała typową dziewczyną z sąsiedztwa, bo taka po prostu jest i chwała jej za to. Ujrzawszy ją w progu mieszkania sprzedającą ciasteczka nawet będąc na diecie zakupiłbyś z miejsca wszystkie opakowania. Ilość nagród, które otrzymała prawdopodobnie zakryłaby każdy centymetr kwadratowy podłogi i zajęła zawartość wszystkich szafek i półek mojego mieszkania. Twojego też. Sukces ten jednak nie spowodował, że otwierając przeglądarkę internetową witryna o plotkach z życia gwiazd ustawiona jako nasza strona startowa powita nas jednoznacznymi zdjęciami zrobionymi z ukrycia podczas schadzki z żonatym reżyserem. Najnowsza płyta artystki pokazuje nie tylko jak wielką przemianę dokonała, ale jest jednocześnie dowodem na to, że kariera może być synonimem nie wielkiego biustu, lecz... głosu.
KsiÄ…ĹĽka
Ostatnio było słodko, romantycznie, sielsko, anielsko. Choć nie skreślam gatunku obyczajówek z motywem miłosnym w tle teraz wracam już na właściwe, dobrze znane mi tory. Co to oznacza? Będzie krwawo! Tym razem poznajemy główną bohaterkę Julię. To niezwykłej urody kobieta. Ma gustownie urządzony dom, męża chirurga, czyli spełnienie marzeń każdej wzdychającej na ekranie do doktora House'a przedstawicielki płci pięknej. Oprócz tego ma wspaniałego syna oraz otoczona jest wianuszkiem przyjaciół również należących do elity lekarzy, często organizujących wykwintne przyjęcia dla swojego światka. Oczywiście w menu szampan i truskawki, pomidorowej i schabowego raczej na talerzu nie doświadczysz chyba, że po imprezie udasz się do mlecznego baru obok. Sama realizuje siebie jako artystka, jej prace zdobią szare ściany galerii. Można powiedzieć, że za zarobione pieniądze powinna w kiosku kupić zdrapkę, ponieważ los ewidentnie się do niej uśmiecha, a niewielkich rozmiarów odrzutowiec w garażu przecież zawsze się przyda. Fortuna jednak jest kapryśna i ją doświadcza swoimi lepkimi mackami tragedia - śmierć siostry. Nie była to jednak spokojna śmierć, ponieważ Kate została zamordowana i porzucona w ciemnym zaułku uliczki Paryża. Dlaczego? Przez kogo? Tego nie wie nikt, a bezradna policja rozkłada ręce. Główna bohaterka nie potrafiąc pogodzić się z sytuacją, staje się odpowiednikiem pana Poirota z książek A. Christie w spódnicy i sama postanawia odkryć przyczynę zbrodni i jej wykonawcę. Próbując dowiedzieć się więcej o siostrze z którą długo nie utrzymywała kontaktu niespodziewanie dla niej zaczyna odkrywać... jej drugie, nieznane nikomu oblicze. Tożsamość Kate była bowiem dwojaka. Poza dobrze znaną wszystkim i rzeczywistą Kate była także druga - cyfrowa famme fatale w Internetowej sieci. Główna bohaterka próbując poznać skrywane przed wszystkimi drugie życie siostry, sama szybko wsiąka w uzależniający swą tajemniczością wirtualny świat. Ma to dla niej niewyobrażalne skutki. Okazuje się bowiem, że ostrzeżenia rodziców, aby uważać podczas korespondowania na popularnych portalach nie są bezpodstawne. Nigdy bowiem nie wiesz... kto tak naprawdę siedzi po drugiej stronie. ,,Drugie Życie" S. J. Watsona to psychologiczny thriller, którego głównym atutem są niebanalni bohaterowie i ich ostro zarysowane cechy charakteru. Nie są to stateczni ludzie wiodący spokojne życie upływające na odpoczywaniu na leżaku na działce zagryzając kiełbaskę z grilla polaną ketchupem. Ci bohaterowie mają burzliwą przeszłość i swoje słabości. Podczas lektury nie raz masz ochotę rzucić przysłowiowym mięsem i krzyknąć na bohaterkę: co Ty wyprawiasz?! To podobnie jak podczas horrorów, kiedy aktorka słysząc złowróżebne głosy z piwnicy zamiast uciekać, bierze maluteńką latarkę będącą raczej breloczkiem do kluczy niż solidnym źródłem światła i idzie sprawdzić przyczynę dźwięków. Z pewnością poza oświetleniem ciemności przyda jej się kiedy wyskoczy na nią zabójca z siekierą... bo nic innego przy sobie oczywiście nie ma. Książka skierowana głównie dla tych, którzy poza wciągająca fabułą opatrzoną zagadkami cenią sobie wyróżniające się postacie. Widzę słabe strony książki - czasem mam wrażenie, że akcja rozwijała się długo, dłuuugo przez wiele setek kartek, aby wszystko rozwiązać na zaledwie kilku stronicach. Ostatnia jednak kończy się tak, że masz ochotę wysłać do autora list z pogróżkami o ile nie dopisze pod ostatnią kropką: ciąg dalszy nastąpi. Podsumowując psychika głównej bohaterki i motywy jej postępowania często dla mnie niezrozumiałe zaciekawiła mnie do tego stopnia, że musiałam poznać zakończenie tej historii.
To moi faworyci tego miesiÄ…ca.
A Wy co ciekawego słyszeliście, widzieliście, czytaliście? :-)
Czekam jak zawsze z nieukrywaną ciekawością na Wasze polecenia! :-)
Chciałabym także z całego serca podziękować Wam za nie lekką mżawkę,
ale prawdziwą ulewę waszych komentarzy i życzeń z poprzedniego, urodzinowego wpisu.
Jesteście niesamowici, sprawiliście, że teraz już na pewno będę miała zmarszczki od tego uśmiechu, który nie schodził mi z twarzy! Dziękuję!
Chciałabym także z całego serca podziękować Wam za nie lekką mżawkę,
ale prawdziwą ulewę waszych komentarzy i życzeń z poprzedniego, urodzinowego wpisu.
Jesteście niesamowici, sprawiliście, że teraz już na pewno będę miała zmarszczki od tego uśmiechu, który nie schodził mi z twarzy! Dziękuję!










